Overlord (Operacja Overlord)

Opublikowano: 07-12-2018 przez: Przemo

Specyfikacja filmu:

Kategoria: Horror
Kraj: USA
Rok produkcji: 2018
Czas trwania: 110 min
Reżyseria: Julius Avery
Scenariusz: Billy Ray, Mark L. Smith
Muzyka: Jed Kurzel
Zdjęcia: Laurie Rose, Fabian Wagner
Obsada: Jovan Adepo, Wyatt Russell, Mathilde Ollivier, Pilou Asbæk
Dystrybutor VHS: -

Rok 1945, aliancka eskadra przelatuje nad terenem Francji, gdzie grupa żołnierzy ma zadanie wysadzenia wieży, skąd zakłócana jest łączność radiowa. Dostają się pod silny ostrzał artyleryjski, z życiem uchodzi niewielu, są jednak na terenie wroga i nic nie zwalnia ich z przeprowadzenia operacji. „Tysiącletnia Rzesza potrzebuje tysiącletnich żołnierzy” – oto maksyma idealnie charakteryzująca główny aspekt filmu, z którego czerpie on największą siłę. „Operacja Overlord” opowiada bowiem o niesławnych hitlerowskich eksperymentach potraktowanych tutaj z lovecraftowskim feelingiem. Wojenne realia, w jakich rozgrywa się fabuła stanowią świetną podporę pod akcję: prolog przedstawia katastrofę alianckiego samolotu z zachowaniem interesujących szczegółów, przy czym dobrze ukazano tu panikę i strach dominujący na polu bitwy. Następnie akcja przenosi się na teren obstawionej przez gestapowców miejscowości, gdzie niedobitki z kompanii aliantów mają do wykonania zadanie przerastające ich możliwości. Tam przypadkowo odkrywają również przerażającą tajemnicę, która przechodzi ich najśmielsze oczekiwania.

Piwnice, w jakich rozgrywa się najważniejsza część akcji ukazano na ekranie w sposób dostatecznie duszny. Mroczne, obdrapane korytarze prezentują się bezbłędnie, a ich potencjał wykorzystano w stopniu zadowalającym, aby sympatycy krwawej eksploatacji mieli na czym zawiesić oko. Osoby poddane kuracji gestapo przechodzą przeobrażenie, co na ekranie prezentuje się całkiem przyzwoicie. Dochodzi to tego kilka scen gore z zastosowaniem współczesnej techniki. Efekty CGI nie rażą jakoś szczególnie rzucając się w oczy najbardziej przy krwawych trafieniach pociskami, czy całościowo podczas akcentów batalistycznych. W myśl zasady, iż groza czai się pod ziemią należy oddać reżyserii umiejętne udokumentowanie placu rzezi. Klimat naprawdę się udziela. Osobiście jednak odniosłem wrażenie, że zabrakło przysłowiowej kropki nad i – być może za bardzo wsiąkłem w piramidową konstrukcję opowieści oczekując czegoś specjalnego na wielki finał. Mimo wszystko szkoda, że całości nie przypieczętowano dodatkowo makabrą w postaci jakiejś hybrydy, aberracyjnej mutacji, bądź czegoś podobnego, albowiem twórcy podsuwali niejednoznaczną ku temu sugestię w postaci dziwacznego worka zawierającego żywą istotę.

Kwestie wątpliwej przyjemności stanowi natomiast polityczna poprawność, na którą postawili twórcy filmu. Oczywiście biorąc pod uwagę realia II Wojny Światowej obecność na froncie w szeregach alianckich murzynów nie budzi najmniejszego zaskoczenia, jednakże na tym się w „Operacji Ovelord” nie kończy. Ostateczny wydźwięk filmu – a chyba nikt w trakcie seansu nie będzie miał wątpliwości, jaki tą historię zwieńczy finał, skoro fabuła wyraźnie idzie po sznurku schematu i podziału na dobrych oraz złych – jest prosty. Oddział (którego dowódcą był w prologu murzyn pokrzepiający brygadę) będzie miał szansę odnieść powodzenie misji znów dzięki murzynowi i to takiemu, co nie skrzywdzi nawet myszy, ale kiedy trzeba ratować białe, francuskie dziecko z rąk nazistów odmawia wykonania rozkazu umotywowany moralnym (!) obowiązkiem. Zryw o tyle ciekawszy, jeśli wziąć pod uwagę, iż filmowy Boyce dopiero kosił trawę przed domem w Luizjanie, a za chwilę trafia na wojnę gdzie z przerażonego milczka wreszcie rozgaduje się po francusku zdradzając oczytanie nijak nie współgrające z ilorazem inteligencji. Jeżeli widz nie popuka się w trakcie oglądania nad tymi aspektami produkcji w głowę najwyraźniej jest od urodzenia obywatelem kraju zdominowanego przez multikulturalizm, a co mniej rozgarnięty jeszcze stwierdzi, że faktycznie, czarni byli w tej wojnie cholernie równymi gośćmi... Tyle odnośnie frywolnie lekkomyślnej fantastyki filmowej, bo nad przewidywalnymi charakterami postaci, gdzie Niemiec to świnia, a francuska studentka weterynarii w razie konieczności nawet miotaczem ognia wroga potraktuje, nie ma się co pochylać, pamiętając, że obcujemy z konwencją horroru o nazistowskich eksperymentach. 

Konkludując - w miarę przyjemny punkt rozrywkowy z obecnego kinowego repertuaru. Niepotrzebnie eksponujący irracjonalne bohaterstwo osobników z krain o marginalnym znaczeniu w wojnie, jednakże pozostawiający na szczęście miejsce w fabule innym kluczowym dla akcji postaciom. Tutaj na największe wyróżnienie zasługuje koordynujący misję, brodaty Wyatt Russell (wiadomo, krew Kurta!) w roli charyzmatycznego weterana wskroś obeznanego z przemocą i mający za przeciwnika bestię w ludzkiej skórze, generała gestapo świetnie odegranego przez Pilou Asbaeka („Ghost in the shell”). Jakie wrażenie wywrze na widzach starcie tych dwóch osobowości? Współczesny słowiański widz zgłaszający pewne oczywiste weto najwyżej wyjątkowo będzie kibicował III Rzeszy. 

Pokaż inne recenzje tego filmu zwin/rozwin
Pokaż zwiastun / trailer zwin/rozwin