Halloween

Opublikowano: 01-11-2017 przez: Przemo

Specyfikacja filmu:

Kategoria: Horror
Kraj: USA
Rok produkcji: 1978
Czas trwania: 91 min
Reżyseria: John Carpenter
Scenariusz: John Carpenter, Debra Hill
Muzyka: John Carpenter
Zdjęcia: Dean Cundey
Obsada: Donald Pleasence, Jamie Lee Curtis, P. J. Soles, Nancy Loomis
Dystrybutor VHS: VISION

"Pierwszy i jak to zwykle bywa, zdecydowanie najlepszy z cyklu filmów, których historia rozgrywa się w tradycyjną noc Halloween, wigilię Wszystkich Świętych. Reżyseruje sam John Carpenter. Michael Myers, jako dziecko, zamordował swoją siostrę. Piętnaście lat później, ucieka z zakładu, trafia do małego miasteczka i terroryzuje mieszkańców" - opis dystrybutora, firmy VISION, która wypuściła "Halloween" w 1994 roku na video dodając od siebie podtytuł "Niebezpieczny Zbieg". I w kwestii kultowych już pomyłek to właśnie na tych kasetach lektor Tomasz Knapik nie dość, że przekręca nazwisko reżysera na John CARPENTERS to jeszcze podaje jakoby występował on w głównej roli z Donaldem Pleasence'm. Co niektórym aż łezka w oku zakręci się przez sentyment.

Akurat w przyszłym roku wypada czterdziestolecie klasyka, z którego kino grozy czerpało później garściami, gdyż "Halloween" jest jego prawdziwą ikoną - bez tego filmu nie byłoby eksplozji nowego podgatunku jakim w latach 80-tych okazał się "slasher", by zdominować półki ówczesnych wypożyczalni. Serwis IMDb podaje, że przy budżecie 300 tysięcy dolarów horror ten zarobił 47 milionów (według obliczeń na 2008 rok ekwiwalent 150 milionów), czyniąc go jednym z najbardziej sukcesywnych w całej historii niezależnego kina. Początkowo miał się nazywać "The Babysitter Murders", co można przełożyć na "Morderstwa Opiekunek" ale ze względu na cięcia budżetowe zdecydowano, by akcję rozegrać jednego,konkretnego, najstraszniejszego w roku dnia i na tym się skoncentrowano. Jak sam tytuł broni się po tylu latach, w czasach, kiedy na dużym ekranie dominują efekty cyfrowe, teledyskowy montaż i papierowe postacie? Aż wstyd pytać! 

Tym, co bezwzględnie rzuca na kolana przez całą projekcję jest soundtrack, napisany przez reżysera filmu w cztery dni. Głównego, klawiszowego tematu nauczył się Carpenter jeszcze w dzieciństwie od ojca wystukując z nim wspólnie znany już widzom rytm. Pomimo, iż spoglądając na całą historię kina grozy nie sposób podważyć dziedzictwa pozostawionego przez włoskich arcymistrzów kompozytorki - Fabio Frizzi, czy zespół The Goblins - to właśnie w 1978 roku powstała najprawdopodobniej najbardziej przerażająca i zarazem legendarna ścieżka dźwiękowa do horroru. Akcentuje każde pojawienie się Myersa tak, iż nawet Mnisi Clive'a Barkera mogliby żegnać się w czeluściach piekieł na dźwięk jednego klawisza. Do dziś pamiętam jakiej euforii dostarczyło mi jeszcze w szkole podstawowej odtwarzanie pojedynczych nut na tanim sprzęcie Casio sprezentowanym przez rodziców do nauki gry. Zaprawdę nie ma drugiego tak kultowego zapisu.

Oczywiście OST jest tylko akompaniamentem dla działań mistycznego "boogeymana", straszydła którym szczuje się niegrzeczne dzieci w USA, kiedy nie chcą odrabiać lekcji. "Boogeymana nie można zabić", pada z ust chłopca tuż przed jedną z najbardziej mrożących krew w żyłach scen filmu (oczywiście podobnych w "Halloween" nie brakuje). I tym bez wątpienia sugerował się reżyser kreując ów postać. Michael Myers jest niczym żywioł, to część natury, w dodatku najmroczniejszej, niemożliwej do okiełznania przez ludzkie słabości, którą cechuje dodatkowo irracjonalna wprost siła oraz nieprzemijalność. Budzi największe przerażenie, albowiem jest jak ożywiona legenda, śladowe informacje o nim wylęgają się jeszcze z bajek, a mimo to przedwieczne Zło zdaje się jednak materializować w ludzkiej skorupie i rusza do małego, nic nie znaczącego miasteczka, by zabijać zwyczajnych ludzi. Carpenter celowo wybrał na filmowanie najbardziej kameralne osiedla domków jednorodzinnych, tak właśnie wyglądała Ameryka, a słowo "opiekunka do dzieci" znało każde dziecko.  Z resztą to właśnie dziecko spotkane na studiach w szpitalu dla osób chorych psychicznie zainspirowało Carpentera do stworzenia postaci. Podobno wpatrywało się niemo w twórcę późniejszego "Halloween" w sposób iście przerażający i przesiąknięty złem. Pewne zaś koncepcje, które rozrosły się do rozmiaru skryptu filmu wyewoluowały z chęci Carpentera do nakręcenia sequelu kultowego slashera "Black Christmas" z 1974 roku.

Pamiętam doskonale, iż moje pierwsze zetknięcie z filmem wywołało wrażenie, jakoby akcja posuwała się w nim raczej niespiesznie, ponieważ "Halloween" sukcesywnie buduje atmosferę narastającej grozy, by w końcu zatruć nią umysł widza w finale. W tamtych młodzieńczych latach prawdziwą akcję odnajdowałem dopiero w sequelach filmu. Odświeżenie produkcji po latach rozwiało jednak jakiekolwiek obawy. W klasyku Johna Carpentera akcja jest non stop, a każda kolejna scena w miarę zapadnięcia zmroku robi się coraz bardziej przerażająca (patent z nagrobkiem i końcówka dosłownie rzucają na kolana). Jamie Lee Curtis i jej koleżanki są cały czas obserwowane przez demona w upiornej masce, który doprowadza tytułową bohaterkę niemal do szaleństwa. Za każdym razem, kiedy Myers włamuje się do czyjegoś domu oddechy na każdej widowni świata winny się zatrzymać, a serca widzów spuchnąć pod wpływem krzepnącej w nich krwi. Ponadto na ekranie co rusz pojawia się genialny Donald Pleasence, by swoimi one-linerami i przemówieniami o diabelskiej naturze zbiega z zakładu nakreślić nam jak beznadziejna jest sytuacja. Można mieć wątpliwości, kto wprowadza do historii większy nihilizm: on, czy Myers. Dr Loomis jest niczym narrator najbardziej nieprawdopodobnego koszmaru, który jako jedyny WIE, że do Haddonfield przybyło ZŁO i to takie z pianą na pysku. Loomis nie ma żony, ani dzieci czekających na niego w cieple rodzinnego domu, jego jedyną obsesją jest Myers, toteż pozostawiając śledczych daleko w tyle rusza samotnie na pewniaka w jedyne miejsce, gdzie Michael mógł się udać. I oczywiście zastaje go tam. 

Blisko czterdzieści lat po premierze kipiejący od potworności "Halloween" dalej jeży włosy na głowie. Wprost brak słów, aby ująć, jak wyjątkowa noc grozy przedstawiona w filmie ożywa własnym, piekielnym życiem. Wraz z zapadnięciem zmroku tylko tego konkretnego wieczora ożyją wszystkie nasze najmroczniejsze lęki, by chwycić za nóż i zadać śmiertelne razy swym ofiarom. Choćbyśmy wierzyli słowom postaci Donalda Pleasence'a i byli przygotowani od samego początku na nadejście najgorszego nie możemy zapomnieć tylko o jednym. Boogeymana nie można zabić.

Pokaż inne recenzje tego filmu zwin/rozwin
Pokaż zwiastun / trailer zwin/rozwin
Galeria:
obrazek obrazek obrazek obrazek obrazek obrazek