Mind Ripper (Rozpruwacz umysłów)

Opublikowano: 26-05-2017 przez: KrOOlik

Specyfikacja filmu:

Kategoria: Horror
Kraj: USA
Rok produkcji: 1995
Czas trwania: 108 min
Reżyseria: Joe Gayton
Scenariusz: Jonathan Craven, Phil Mittleman
Muzyka: J.P. Robinson
Zdjęcia: Fernando Arguelles
Obsada: Lance Henriksen, John Diehl, Giovanni Ribisi, Natasha Wagner, Claire Stansfield
Dystrybutor VHS: -

Niedawna premiera filmu "Alien: Covenant" nie tylko zachęciła fanów gigerowskiej bestii do wycieczki w mrok kinowej sali, ale pewnie i sporą część z nich skusiła do sięgnięcia po nieco zapomniane tytuły, które z klasycznego filmu Ridleya Scotta mniej lub bardziej czerpały. Jednym z takich obrazów jest horror sf, wyprodukowany w 1995 roku i firmowany nazwiskiem producenta wykonawczego, Wesa Cravena, "Rozpruwacz umysłów".

Akcja filmu rozgrywa się w nuklearnym bunkrze, pełniącym funkcję tajnego laboratorium naukowego, gdzieś pośrodku pustyni. Grupa eksperymentatorów pod wodzą dra Stocktona (w tej roli niezawodny Lance Henriksen)  znajduje pośród piachów tego przedpiekla, wycieńczonego, nieprzytomnego człowieka. Kiedy wszyscy dochodzą do wniosku, że odnaleziony mężczyzna nie ma większych szans na przeżycie, postanawiają rzucić w kąt etykę zawodową i wykorzystać go jako królika doświadczalnego dla tajemniczego wirusa, którego opracowali w swej kryjówce. Niestety, szprycowany zbyt agresywnie obiekt badań wkrótce mutuje i staje się śmiertelnym zagrożeniem dla naukowców, oraz rodziny Stocktona, która znalazła się w nieodpowiednim miejscu o nieodpowiednim czasie

"Rozpruwacz umysłów" jest, na poziomie scenariusza, klasyczną wariacją na temat "Frankensteina", utrzymaną w stylistyce oryginalnego "Obcego" z 1979 roku. Phil Mittleman i Jonathan Craven (tak, syn tego Cravena - i chyba właśnie przez obecność ojca i syna w ekipie, film został wg IMDb wydany w Niemczech również jako "Wzgórza mają oczy 3: Mindripper"), napisali historię przyjemną w swej banalnej prostocie, zadbali o wartkie tempo akcji i kilka jej zwrotów, oraz całkiem dobre (jak na ten kaliber filmu) dialogi. Reżyserujący Joe Gayton umiejętnie zaś przeniósł do swojego dreszczowca gęstą atmosferę z protoplasty Scotta. Dzięki temu całość "Rozpruwacza umysłów", dziś chyba nieco zapomnianego już filmu, stoi na zadziwiająco wysokim poziomie, dostarczając widzowi wszystkiego, czego może oczekiwać od dobrego horroru sf klasy B. 

Warto wspomnieć też o trafionych decyzjach obsadowych. Obok Henriksena, który swą obecnością umila mi  każdy film, na ekranie zobaczyć możemy Johna Diehla (filmografia na tyle bogata, że można by zużyć klawiaturę, wymieniając tytuły) Giovanni Ribisiego (podobnie, ale z recenzenckiego obowiązku choćby "Avatar", "Szeregowiec Ryan", "Wrogowie publiczni", czy "Ted oraz jego sequel), Natashę Wagner (m.in. "Zagubiona autostrada", czy "Ulice strachu"), czy świetną Claire Stansfield w roli uzbrojonej w shotgun heroiny. Dodać należy, że dzierżona przez nią strzelba to jedyna broń palna w filmie, a siła jej rażenia i tak jest wątpliwa w potyczce z mutantem, przemykającym po krętych, ciemnych korytarzach bunkra . 

Bezbronność bohaterów, w połączeniu z posępnymi lokacjami, sprawnie  kreuje napięcie i wprowadza porządaną w tego typu produkcjach nutę dramatyzmu. Sam zaś antagonista to zmodyfikowany genetycznie człowiek, głodny mózgów na wzór klasycznego zombie. Na ekranie mutuje powoli i nieznacznie, a jedynym, ważnym elementem tej przemiany w "nową rasę" - jak określa to jeden z naukowców - jest wysuwający się z ust, oślizgły kolec, służący do wysysania zawartości czaszki. Daleko mu prezencją do fantazyjnego projektu Gigera (choć konstrukcja aparatu gębowego budzi jednoznaczne skojarzenia) ale nie przeszkadza to w odbiorze filmu, bo kilka zabiegów kosmetycznych, takich jak zwiększona siła, wytrzymałość i szybkość monstrum, skutecznie "ustraszniają" potwora. 

Fani monster movies również znajdą tu coś dla siebie. Podczas powolnej mutacji czarnego charakteru znajdzie się trochę miejsca na dywagacje o etyce we współczesnej nauce, czy jego krótkie wywody egzystencjalne w momentach ostatnich przebłysków ludzkiej świadomości. Pojawia się i klasyczna scena, w której kreatura ucieka z omdlałą pięknością na rękach (tak ikoniczna chociażby dla "Potwora z Czarnej Laguny" i przemożnej liczby kolejnych monstrów Universala). Niemniej tylko po to, by w w kilka sekund później reżyser pokazał nam dziewczynę brutalnie rzuconą o ścianę , a następnie monstrum, przeprowadzające na niej rekonesans obłą macką, wysuwającą się z ust - i tym sposobem szybko i gładko przechodzimy znów w quasi seksualną stylistykę "Aliena". 

Niespełna dwie godziny, poświęcone na seans "Rozpruwacza umysłów", uznaję za czas spożytkowany bardzo dobrze. Ten, nieco zepchnięty na ubocze filmowych dyskusji, obraz to kawał porządnego horroru sf, który potrafi dostarczyć emocji i w przeciwieństwie do - niestety - sporej części kuzynów, nie pozostawia niesmaku po seansie. Przeciwnie, dla fanów kina tej kategorii może okazać się - jeśli nie ucztą - to przynajmniej wartym czasu i uwagi smakołykiem. 

Pokaż inne recenzje tego filmu zwin/rozwin
Pokaż zwiastun / trailer zwin/rozwin
Galeria:
obrazek obrazek obrazek obrazek obrazek obrazek