Kyselý dech (Kwaśny oddech)

Opublikowano: 11-05-2017 przez: Critters

Specyfikacja filmu:

Kategoria: Krtki Metra
Kraj: Czechy
Rok produkcji: 2016
Czas trwania: 36 min
Reżyseria: Lukas Bulava
Scenariusz: Lukas Bulava
Muzyka: -
Zdjęcia: Ales Spidla
Obsada: Zuzana Blahutova, Viki Pekalová, David Gonsior, Martin Trudic, Alan Kocurek
Dystrybutor VHS: -

Nostalgia to potężna broń, w filmowym świecie wykorzystywana ostatnimi laty coraz częściej. Chęć odtworzenia klimatu minionych dekad (najczęściej lat 80-tych) wciąż deklaruje ogrom twórców zarówno profesjonalnych jak i amatorów. Część robi to z pasji, część liczy, że na owej nostalgii można nieźle zarobić, ale większość tych reżyserów/scenarzystów/producentów łączy jedno - efekt końcowy ich pracy pozostawia wiele do życzenia. 

Akcja "Kwaśnego oddechu" rozgrywa się na terenie Czech. Dwie nastoletnie siostry, zagorzałe fanki horrorów, szykują się do realizacji swojego kolejnego amatorskiego filmu. Tym razem ma być to slasher a nieposiadające środków dziewczyny zmuszone są szukać kandydata na mordercę pośród uczniów szkoły, do której uczęszczają. Kiedy odtwarzający rolę mordercy woźny z zimną krwią zabija aktorkę, dla ratujących się ucieczką sióstr rozpoczyna się prawdziwa droga przez piekło...

Reżyser, scenarzysta i montażysta (odpowiedzialny również za kilka innych funkcji) Lukas Bulava niewątpliwie jest fanem kina grozy lat 80-tych, o czym daje widzowi znać na każdym kroku. Twórcy "Kwaśnego oddechu" nie zabrakło pomysłów i entuzjazmu. Niestety z przykrością muszę powiedzieć, że poza entuzjazmem, nadmiarem pomysłów (zwykle nietrafionych) i epatowaniem nostalgią, niewiele ma do zaoferowania. To co najbardziej kłuje w oczy to scenariusz. Zakładam, że takowy powstał bo ilością dialogów Bulava ewidentnie sugeruje, że warstwa fabularna jest dla niego równie ważna co ekranowa przemoc, może nawet ważniejsza. Sęk w tym, że kompletnie nie potrafił tego przelać na papier bowiem fabuła "Kwaśnego oddechu" jest pełna dziur, niedopowiedzeń i zwyczajnych idiotyzmów. Nadmiar pomysłów również bardziej szkodzi niż pomaga. 

Wszystko zaczyna się jak rasowy slasher, by po chwili przerodzić się w kino nieco bardziej sensacyjne, a ostatecznie zamienia się w film zemsty. Dialogi sprawiają wrażenie pisanych na siłę, aby tylko pokazać, że są. Pewne wątki są poruszane i nigdy nie dopowiedziane (co się stało z matką głównych bohaterek, jaki jej wątek ma wpływ na fabułę, dlaczego lekarz robi to co robi?). Powiedzieć, że postać i background głównego złego jest płytki jak wysuszone jezioro, to nic nie powiedzieć. Postacie w filmie Bulavy po prostu są. Żadna nie posiada jakiegokolwiek porządnego wprowadzenia. Pomijam już takie absurdy jak szkolny gang, któremu przewodzi gość, który wygląda lekką rączką na 50-tkę, a jego spasiona, obleśna nimfa (bezczelnie ubrana w typowo szkolne ciuchy, gdyby ktoś miał wątpliwości, czy aby jest uczennicą) na 30+. Do tego mamy psychopatycznego woźnego, który z założenia miał zdaje się przypominać George'a Eastmana z "Ludożercy", ale bardziej wygląda na typowego czeskiego 'Zdenka' z pod budki z piwem. 

Apogeum idiotyzmu osiągnięte zostaje jednak w momencie, gdy główne bohaterki będąc świadkiem morderstwa, które dodatkowo nagrały  kamerą, nie próbują zawiadomić policji o zdarzeniu mając dowód rzeczowy w ręku. Nie przeszkadza im to rozpaczać, że ich martwa koleżanka 'leży tam gdzieś z kilofem w głowie'. Takich kwiatków fabularnych obrażających już naprawdę podstawową inteligencję widza jest zatrzęsienie. Na temat aktorstwa nie będę się rozpisywał bo nawet bez znajomości czeskiego i nałożonym na to polskim lektorem widać, że jest totalnie amatorskie. Podobnie ma się sprawa ze scenami śmierci, które ani nie powalają oryginalnością ani też wykonaniem. Wbrew temu co przeczytać można w kilku recenzjach, nie ma tu praktycznie żadnego gore (chlubnym wyjątkiem jest eksplozja głowy), a kamerzysta próbuje kamuflować niedociągnięcia lecz wprawne oko bez problemu je wychwyci (jak np. moment, w którym ewidentnie widać, że kilof  wbity w głowę 'aktorki' jest tak naprawdę obok jej głowy). 

Co można więc dobrego powiedzieć o "Kwaśnym oddechu"? Niewątpliwie jest tu kilka dość klimatycznych scen, postać doktora wizualnie prezentuje się całkiem nieźle, a całość ogląda się w miarę szybko i bezboleśnie (film jest krótkim metrażem). Widać, że reżyser jest pasjonatem gatunku, cieszą też nawiązania do kultowego "Neon Maniacs", a ścieżka dźwiękowa również budzi pozytywne odczucia. 

Mam problem z oceną "Kwaśnego oddechu", ponieważ zarówno od strony technicznej i fabularnej jest to pełna amatorka. Tymczasem okazuje się, że twórcy poprzez czeską platformę crowdfundingową zwrócili się do ludzi z prośbą o równowartość 7,5 tysiąca złotych na post-produkcję filmu. Wyraźnie też widać, że ze swoim filmem wiążą nieco szersze plany, czego efektem oficjalne odpłatne wydanie filmu na VHS oraz specjalna wersja z polskim lektorem (Sebastian Bartek, który czyta polską ścieżkę dysponuje interesującym, mrocznym głosem podobnym do lektora znanego z kaset Art Video Service). Z tego powodu wystawiam i tak lekko naciąganą dwójkę bo czego innego wymagam od filmu zrobionego przez grupę przyjaciół za kilkaset złotych z przeznaczeniem youtubowym, a czego innego od produkcji, gdzie na poważnie myślano o takich rzeczach jak mix dźwięku, czy korekcja barwna (piszę 'myślano' bo śladu po nich tu nie widać) i na samą post-produkcję chciano wydać znaczącą kwotę pieniędzy. 

Jeżeli "Kwaśny oddech" chce być traktowany jak film nieco bardziej profesjonalny, to tak też musi być oceniany i nie wystarczy postawić kilku regałów z kasetami video, ubrać 'aktora' w koszulkę promującą film "Demons" Lamberto Bavy, powiesić kilka plakatów do kultowych filmów, czy napisać na murze 'Fulci' żeby zamazać niekorzystny całokształt, choć coraz częściej odnoszę wrażenie, że twórcy niezależni właśnie tak rozumują. 'Nie mamy pieniędzy ani talentu, ale hej - nazwiemy bohaterów nazwiskami reżyserów i aktorów z klasycznych filmów grozy, powiesimy kilka plakatów, pokażemy, że główny bohater czyta Fangorię, a filmy ogląda na kasetach video - wtedy oddamy klimat lat 80-tych i pokażemy jacy jesteśmy cool'. Przykro mi, nie tędy droga. 

Pokaż inne recenzje tego filmu zwin/rozwin
Pokaż zwiastun / trailer zwin/rozwin
Galeria:
obrazek obrazek obrazek obrazek obrazek obrazek