Stepfather III (Ojczym 3)

Opublikowano: 11-11-2016 przez: Przemo

Specyfikacja filmu:

Kategoria: Horror
Kraj: Wielka Brytania, USA
Rok produkcji: 1992
Czas trwania: 110 min
Reżyseria: Guy Magar
Scenariusz: Guy Magar, Marc B. Ray
Muzyka: Pat Regan
Zdjęcia: Alan Caso
Obsada: Robert Wightman, Priscilla Barnes, Season Hubley, David Tom
Dystrybutor VHS: Eurokadr

Czym byłyby wypożyczalnie kaset video bez swoich sztandarowych serii? Bez tytułów, które zawsze stały na półkach, gdy przychodziliśmy i tylko czekały, abyśmy skuszeni opisem bądź okładką po prostu po nie sięgnęli? Nie wiem jak wy, ale osobiście nie potrafię sobie wyobrazić żeby w latach 90-tych nie znaleźć u siebie np. żadnej części serii "Ojczym". Podobnie jak kilka najbardziej reprezentatywnych horrorowych szlagierów dla epoki VHS ten film to część niejednych wspomnień. I trzeba przyznać że trylogia "Ojczyma" nie zaliczyła żadnej wtopy. Pierwsze dwie części dzielnie niósł na swych barkach oczywiście niezmordowany Terry O'Quinn idealnie pasujący do roli psychopaty. Lata 90-te przyniosły jednak znaczące zmiany - w ostatniej części "Stepfather" ponownie zbiegły z zakładu seryjny morderca poddaje się w prologu operacji plastycznej. Jego twarz ulega zmianie (powitajmy zatem nowego aktora Roberta Wightmana) ale nawyki pozostają te same!

Nowe wcielenie postaci wiodącej w serii nosi nazwisko Keith Grant. Grant jest w każdym calu idealnym kandydatem na męża. Typowy facet do rany przyłóż. Kulturalny, sypie prezentami na prawo i lewo. Ma tylko jedną, powiedzmy wadę, otóż gdy ktoś zajdzie mu za skórę natychmiast zostaje pozbawiony życia. Czy to wiele? Keith ma również ten problem, że jest odrobinę nadgorliwy. W końcu to głowa rodziny, więc ma być tak jak on chce. Jednak gdy sprawy zachodzą za daleko Ojczym na boku zakłada nową familię, by móc wkrótce eksterminować tą, w której mu nie wyszło. Obsadę do tego w części III skompletowano dosyć interesującą - w charakterze pierwszej małżonki Keitha pojawia się znana ze „Statku miłości” jurna Priscilla Barnes a kolejna w kolejce na to stanowisko jest ponętna Season Humbley, która miała zagrać główną rolę kobiecą jeszcze w drugiej części filmu (zamiast paskudnej Mag Foster). Robert Wightman ma więc do kogo smalić cholewy. 

Pomimo, iż "Ojczym 3" to film telewizyjny nikt nie powinien zanadto się tym faktem zniechęcać. Co prawda bodycount jest tutaj niski i główny plan wypełnia w filmie intryga, dochodzi jednak do kilku morderstw w całkiem przyjemnych dla oka okolicznościach (acz bez przesady). Chociaż O'Quinn był w swej roli genialny, trzeba oddać iż Wightman niewątpliwie dał z siebie tu maksimum. Ponadto reżyser Guy Magar stara się przez te jakby nie było 110 minut jakoś trzymać nas przed ekranem. Głównym tego motorem napędowym jest obowiązkowe śledztwo prowadzone przez jednego z filmowych bohaterów - w tym wypadku akurat jeżdżący na wózku inwalidzkim przyszywany syn Ojczyma działający w porozumieniu z lokalnym księdzem. Chłopak przejawia bardzo niezdrowe zainteresowanie programami komputerowymi do rozwiązywania zagadek i ogląda zapalczywie wiadomości telewizyjne przedstawiające głośnych przestępców. I to chyba nie przypadek, że między nim a duchownym puszczającym mu dziwne oczka dochodzi do tak przykrej komitywy. Kto wie, czy reżyser nie chciał nas przestrzec, aby nie zapraszać ludzi tej kategorii do domu, skoro są zdolni ukraść nawet nasze sztućce celem zdjęcia z nich odcisków palców! 

Drugim motywem fabularnym trzymających nas w napięciu jest fakt, iż Wightman w pewnym momencie mając jedną niestabilną rodzinę zaczyna budować drugą a wszystko może się w każdej chwili wydać. Kto doprowadził do tego, że sprawy potoczyły się tak dramatycznie? Oczywiście kobiety. Ojczym trafia bowiem jak zwykle na same "dziwki", ponieważ on chce być "zawsze dobry" a one tylko knują przeciwko niemu. I idę o zakład że w tym momencie będzie mu szczerze współczuł każdy facet, gdyż "Ojczym" to bohater po prostu ponadczasowy.

Jeżeli więc jesteście w stanie wybaczyć brak w serii nazwiska Terry O'Quinn'a a dotąd nie obejrzeliście trzeciej części filmu nie zastanawiajcie się. W dalszym ciągu jest to bardzo sympatyczna produkcja, choć mogłaby oczywiście być brutalniejsza. Odsyłam was zatem po pilota, ja zaś - słowami Janusza Kozioła, czytającego film z wydania Eurokadr - pójdę teraz zająć się swoimi fikusami.

Pokaż inne recenzje tego filmu zwin/rozwin
Pokaż zwiastun / trailer zwin/rozwin
Galeria:
obrazek obrazek obrazek obrazek obrazek obrazek