In the Deep

Opublikowano: 13-08-2016 przez: Ślepy

Specyfikacja filmu:

Kategoria: Animal Attack
Kraj: Wielka Brytania
Rok produkcji: 2016
Czas trwania: 87 min
Reżyseria: Johannes Roberts
Scenariusz: Johannes Roberts, Ernest Riera
Muzyka: tomandandy
Zdjęcia: Mark Silk
Obsada: Claire Holt, Mandy Moore, Matthew Modine, Santiago Segura, Yani Gellman
Dystrybutor VHS: -

Dryfująca gdzieś wśród mroku na wodzie łódź, oceanolog Matt Hooper nurkujący pośród totalnej morskiej ciemności powoli zbliżający się do ogromnej dziury wygryzionej prawdopodobnie przez rekina, chwila niepewności, szybko wzrastające napięcie i… Każdy fan kina na pewno zna ten kultowy moment ze Spielbergowskich „Szczęk”, o którym sam reżyser w wywiadach mówił, że był to ten brakujący element filmu (dokręcony zresztą w basenie już po skończeniu zdjęć i pokazach próbnych) mający wywołać przerażenie wśród widowni – osobiście pamiętam, że mając lat kilka i oglądając z rodzicami film Spielberga właśnie podczas tej sceny przezorna mama zasłaniała mi oczy tłumacząc swoje zachowanie wielką grozą tego momentu i mającymi później przyjść koszmarami, stąd przed kolejnym seansem czekała na mnie dosyć spora niespodzianka, bo zamiast odgryzionej głowy rybaka Bena Gardnera spodziewałem się raczej zobaczyć gdzieś w morskich odmętach nadpływającego wielkiego białego rekina. 

Nie zrozumcie mnie źle – sama scena sama w sobie jest świetna i nie zmieniłbym w niej choćby sekundy, jednak w głowie jako dzieciak zawsze miałem ten motyw „rekina w morskiej ciemności” i do niedawna bezskutecznie, pomimo obejrzenia dziesiątek filmów podgatunku, szukałem czegoś co w jakimś stopniu przełożyłoby na język filmowy te moje młodzieńcze wyobrażenia. Napisałem do niedawna, bo oto właściwie znikąd, z dala od wielkich wytwórni filmowych i głośnych kampanii reklamowych, pojawił się brytyjski reżyser Johannes Roberts, który wraz z bohaterkami swego najnowszego filmu zatytułowanego „In the Deep” zaprasza nas do odwiedzenia morskich głębin i poznania z bliska jednych z najbardziej przerażających ich mieszkańców, wygłodniałych i wielkich żarłaczy białych…

Siostry Lisa i Kate spędzają urlop gdzieś w Meksyku – wiadomo, plaża, imprezy i inne tego typu sytuacje wynikające z niespodziewanej chwili szczerości starszej z nich – okazuje się bowiem, że zerwał z nią facet, który nie mógł znieść nudnego życia u boku swej byłej już wybranki. Podczas jednego z rozrywkowych wieczorów kobiety poznają dwóch przystojnych tubylców, którzy namawiają je na dosyć nietypowy sposób spędzenia kolejnego dnia – proponują im bowiem nurkowanie w klatce pośród pływających dookoła rekinów. Lisa, z początku niechętna, za namową młodszej siostry daje się mimo wszystko przekonać, wskutek czego obie ruszają w rejs z poznanymi wcześniej facetami i ich znajomym, właścicielem „rekiniego” biznesu, kapitanem Taylorem. Z początku wszystko idzie zgodnie z planem, siostry robią sobie podwodne sweet focie i spędzają miło czas, jednak momentalnie wszystko zmienia się w mrożącą krew w żyłach walkę o przetrwanie, gdy klatka z kobietami wskutek awarii sprzętu opada na dno, 47 metrów pod powierzchnią tafli wody pośród żerujących wokół żarłaczy…

Wybaczcie ten przydługawy i trochę od czapy, przesiąknięty „prywatą” wstęp, ale podczas pierwszego seansu „In the Deep” (znanego początkowo jako „47 Meters Down”) od razu przypomniałem sobie ten właśnie opisany przeze mnie, pierwszy seans „Szczęk” i przytoczoną scenę – jednak oglądając kolejne, taśmowo produkowane „rekinie” filmy zacząłem już tracić nadzieję, że kiedyś w jakimś filmie z podgatunku zobaczę tego typu motyw. Jakież było moje ogromne zdziwienie, gdy w trakcie oglądania obrazu Robertsa motywów tego typu zobaczyłem kilka, do tego kapitalnie nakręconych i w odpowiedni sposób fabularnie podbudowanych. Szok i niedowierzanie, bo dotychczas (a od premiery „Szczęk” minęło już 40 lat z małym okładem) nikt nie miał albo pomysłu, albo umiejętności, by podobne rzeczy pokazać w jakimkolwiek filmie grozy z rekinami. Inna sprawa, że poziom tych klepanych co jakiś czas dziełek skutecznie pozbawiał złudzeń, bo przez te ponad 4 dekady rekiny w filmach obdarto z wszelkich atrybutów, czyniących z nich tak pięknie ale też i szalenie niebezpieczne morskie drapieżniki, sprowadzając je do ról rozpikselizowanych śmieszno-strasznych potworków, budzących raczej uśmiech politowania niż jakąkolwiek grozę.

W tym momencie na horyzoncie pojawiają się jednak bardzo dobry „The Shallows” Jaume Colleta-Serry, przywracający filmowym rekinom ich utraconą ekranową godność i majestat, dając kawałek kapitalnie zainscenizowanej survivalowej rozrywki i opisywany właśnie przeze mnie „In the Deep”, który idzie jeszcze o krok dalej, będąc do tego wszystkiego świetnym, pełnokrwistym straszakiem. Przypomnijcie sobie bowiem najlepsze i najstraszniejsze momenty z dwóch pierwszych „Szczęk” (wspomniana „głowa Bena Gardnera”, do tego Hooper w klatce czy nurek łapiący homary w części drugiej pod melodię „Ballet for Divers” Johna Williamsa) i wymieszajcie to wszystko z grozą i klaustrofobią „The Descent” Marshalla – to co otrzymacie to właśnie obraz Robertsa, obraz, należałoby dodać innowacyjny jeśli chodzi o filmy o podobnej tematyce.

Jasne, sam zarys fabuły to nic nowego, nic, czego już wcześniej gdzieś byśmy nie widzieli, ale już sam pomysł na osadzenie bez mała ¾ filmu w morskiej głębinie – czegoś takiego sam osobiście wcześniej nie widziałem. Pomijając fakt, że fajnie kontrastuje to ze wspomnianym wcześniej, także tegorocznym „The Shallows” (tam rekin atakujący bohaterkę na płyciźnie, tutaj rekiny w ciut głębszej wodzie) to pomysł na film sam w sobie wydaje się dosyć szalony – jak bowiem zbudować jakiekolwiek napięcie czy pokazać sensowną historię na ekranie, skoro bohaterki tylko dwie, do tego z ograniczonym zapasem tlenu, a dookoła pływające stada wielkich żarłaczy białych – wydawać by się mogło, że nie może się to w żaden sposób udać. Na szczęście udało się, i to udało się, nie boję się użyć tych słów, po prostu fantastycznie. 

Roberts świetnie buduje bowiem wszechobecny klimat osaczenia i klaustrofobii, kapitalnie korzystając z dobrodziejstw ograniczonego miejsca akcji – wykorzystuje w tym celu czy to światło lampek przyczepionych do klatki, samą klatkę czy choćby migoczące gdzieś niewyraźnie w tle światło latarki a nawet …bąbelki powietrza tańczące chaotycznie pod wodą. Do tego zaskakuje praktycznie na każdym kroku, igrając z oczekiwaniami widza co do rozwoju akcji – jasne, gra na schematach, ale gra na nich niczym wprawiony mistrz, choć przecież jakimś reżyserskim wirtuozem nigdy nie był. Tutaj jednak wszystko zagrało tak jak trzeba, za co wielkie słowa uznania. Oczywiście nie boi się także korzystać z pomocy innych zdolnych rzemieślników, bo i pulsująca w tle muzyka Tomandandy’ego ale także piękne, choć (na szczęście) pozbawione zbędnego efekciarstwa zdjęcia Marka Silka wpływają znacząco na końcowy, artystyczny sukces filmu.

Nie można też nie wspomnieć o nieźle spisującej się obsadzie (Mandy Moore i Claire Holt w roli sióstr ale także Matthew Modine, który dużo do zagrania miał …samym tylko głosem) i fachowcach od cyfrowych bajerów, brytyjskiego studia OutpostVFX, odpowiedzialnego za ponad 420 ujęć wykorzystujących efekty specjalne, w tym 15 stworzonych w całości tylko i wyłącznie za pomocą komputerów, co jest o tyle kapitalne, że są to bajery praktycznie nierozróżnialne od innych, praktycznych metod zastosowanych na planie. Do tego „wyczarowane” przez nich rekiny nie tylko wyglądają, ale także i zachowują się jak żywe, za co oczywiście kolejny plus, bo wpływa to zasadniczo na realizm przedstawionej w filmie historii. Obok przygodowego  „Kon-Tiki” z 2012 roku i wspominanego przeze mnie co chwila „The Shallows” (naprawdę, zachęcam na pójście do kina póki jeszcze obraz Colleta-Serry jest na ekranach) jest to film, w którym cyfrowe żarłacze wyglądają najlepiej – nie wiem nawet, czy w filmie Robertsa nie wyglądają one najbardziej realistycznie ze wszystkich wymienionych, bo iluzja w tym przypadku jest naprawdę praktycznie doskonała.

Swoistą ciekawostką jest z kolei fakt, że choć „In the Deep” miał już mieć swoją premierę DVD w Stanach Zjednoczonych, to został wycofany ze sprzedaży na tydzień przed nią (choć niektórzy ludzie, którzy zamówili film przedpremierowo za pośrednictwem internetu otrzymali swoje kopie) i skierowany do dystrybucji kinowej – dosyć niecodzienna to sytuacja, w której tak „mały” film zostaje mimo wszystko doceniony, z drugiej strony wiadomo, „The Shallows” w kinach radzi sobie zaskakująco dobrze to czemu nie spróbować zarobić na innym filmie o zbliżonej tematyce. 

Johannes Roberts nie tylko spełnił moje osobiste filmowe marzenia, ale także, podobnie jak niecałą dekadę temu McLean swoim „Rogue”, przywrócił wiarę w podgatunek animal attack – jego „In the Deep” to prawdziwa filmowa perła w morzu knotów tworzonych rok w rok przez różnych partaczy i tylko od Was zależy, czy będziecie chcieli tę perłę wyłowić i dać jej szansę zaświecić pełnym blaskiem – ja ze swojej strony mogę tylko do tego jak najmocniej zachęcić. Fantastyczny film. 

Pokaż inne recenzje tego filmu zwin/rozwin
Pokaż zwiastun / trailer zwin/rozwin
Galeria:
obrazek obrazek obrazek obrazek obrazek obrazek