Croc (W paszczy krokodyla)

Opublikowano: 18-06-2013 przez: Ślepy

Specyfikacja filmu:

Kategoria: Animal Attack
Kraj: USA, Tajlandia
Rok produkcji: 2007
Czas trwania: 88 min
Reżyseria: Stewart Raffill
Scenariusz: Ken Solarz
Muzyka: Charles Olins, Mark Ryder
Zdjęcia: Choochart Nantitanyatada
Obsada: Peter Tuinstra, Elizabeth Healey, Scott Hazell, Michael Madsen
Dystrybutor VHS: -


Telewizja publiczna jaka jest każdy wie i widzi a ostatnimi swoimi decyzjami nie przysporzyła sobie zapewne wielu zwolenników, szczególnie jeśli idzie o fanów sportu; przerywanie meczów piłkarskiej drugiej ligi polskiej czy też finału mistrzostw Europy w siatkówce mężczyzn to tylko kilka z wielu ostatnich grzechów tejże stacji. Wielbiciele kina a w szczególności opowieści z dreszczykiem także nie są ani nigdy nie byli jakoś zbytnio rozpieszczani ofertą programową 'publicznej', bo ciężko nazwać wychodzeniem naprzeciw widza puszczanie cały czas tych samych filmów powtarzanych po stokroć lub częściej (choć zdarzały się niekiedy wyjątki w tej materii, ale raczej potwierdzały one tylko regułę i zdarzały się "od święta").

Toteż wielkie było moje zdziwienie, gdy w ramówce TVP1 ujrzałem film pod tytułem "W paszczy krokodyla" – produkcję należącą do serii Man Eaters producenta Charlesa Salmona a wyreżyserowaną przez Stewarta Raffilla. W skład 'tajskiej' części tej "serii" wchodzą jak na razie cztery obrazy, a mianowicie "BloodMonkey" Roberta Younga, "The Hive" Petera Manusa, "In the Spiders Web" Terry'ego Windsora i wspomniany właśnie "Croc". Zdziwienie jest tym większe, że produkcja to "świeża" i dosyć mało znana – w dniu premiery w TVP próżno było szukać o niej choćby wzmianki w bądź co bądź największej bazie filmowej w Internecie IMDb ani filmografiach jej twórców czy też aktorów w niej występujących. Ale może przejdę już do konkretów i właściwej części recenzji... 

Miasteczko w Tajlandii. Jack McQuaid prowadzi mały ogród zoologiczny, zajmując się między innymi kilkunastoma krokodylami różnej wielkości. Lokalny inwestor Konsong chce wykurzyć go z tego terenu, by zagospodarować to miejsce wedle własnej woli. W międzyczasie okazuje się, że w okolicznych wodach zamieszkał krokodyl gigant, który zasmakował w ludzkim mięsie. Jack wraz z panią Namong z Biura Ochrony Zwierząt i łowcą krokodyli "Croc'em" Hawkinsem będą musieli zjednoczyć siły, by wytropić krwiożerczego gada zanim ten uśmierci kolejne osoby...

Jak już wcześniej wspomniałem, "Croc" należy do serii filmów, których wspólnym mianownikiem jest jakaś bestia zabijająca ludzi. W tym wypadku mamy do czynienia z sześciometrowym krokodylem różańcowym, największym przedstawicielem krokodylowatych a także największym gadem w ogóle. Obrazy te, kręcone w za pomocą najnowocześniejszych cyfrowych kamer w technice HD mają ze sobą wspólne również to, iż wszystkie powstały poza granicami USA, w tym wypadku w Tajlandii, wśród malowniczych plenerów Krabi, południowej prowincji tegoż kraju. Większość ekipy realizującej te filmy pochodziła z Azji, jednak uzupełniono ją także ludźmi z Wielkiej Brytanii, Kanady czy też Luksemburga. Producent Charles Salmon chciał stworzyć serię filmów o krwiożerczych bestiach, w której każdy z obrazów trwałby około 90 minut i był wypełniony różnego rodzaju efektami, głównie cyfrowymi.

Na całe szczęście w filmie "Croc" nie ograniczono się do CGI (dosyć tandetnego szczerze mówiąc) i postawiono w większości na animatronikę i ujęcia z udziałem żywych krokodyli. Jako, że trudno małemu, góra dwumetrowej długości gadowi udawać dorosłego, sześciometrowego osobnika, to efekt tego zabiegu jest taki sobie, choć przyznać trzeba, że gadzina 'występująca' w większości ujęć jest nader słodka i milutka. Jeśli idzie o model "full size" gada, to wypada przekonywująco, jednak nie jest to jakiś technicznie skomplikowana konstrukcja. Ot, pływa nie ruszając się zbytnio, jednak w stu procentach spełnia swoje zadanie. Kilka razy obserwować możemy również mordercze szczęki zwierzęcia, miażdżące kości i wyrywające kończyny – wszystko to wykonane całkiem nieźle a sceny nakręcone dość sprawnie. Uświadczymy tu nawet odrobinę gore w postaci kilku ran i urwanej kończyny, w dodatku wszystko podlane sporą ilością posoki mieszającej się z morską wodą. Jeśli idzie o obsadę, to wyróżnia się tu zdecydowanie Michael Madsen w roli łowcy krokodyli "Croc'a" Hawkinsa, nieźle odtwarzający rolę myśliwego szukającego zemsty na krwiożerczym gadzie. Oprócz niego całkiem dobrze daje sobie tutaj radę Peter Tuinstra w roli Jacka a także cała reszta, w szczególności tej "damskiej" części obsady’ Jeśli ktoś lubi popatrzeć na piękne Tajki, będzie miał tu zdecydowanie na czym zawiesić swe oko. Całe szczęści wygląd idzie tu w parze z niezłymi umiejętnościami aktorskimi, w zupełności wystarczającymi jak na tego typu film.

Choć fabuła jest dosyć oklepana, to przyznać trzeba, że całość ogląda się bardzo przyjemnie, nie nudząc się zbytnio przed ekranem. Akcja rozkręca się dosyć szybko, ataków gada jest sporo, toteż przez dużą część trwania filmu oglądać możemy ujęcia z żywymi krokodylami i nawet jeśli dynamika obrazu siada na jakiś czas, to twórcy wynagradzają nam to jakimś ładnym obrazkiem przedstawiającym okoliczną faunę, w szczególności tę morską. Jednym z czynników, które zawodzą na całej linii jest w moim odczuciu oprawa muzyczna filmu; ja w każdym bądź razie żadnego motywu ze ścieżki dźwiękowej nie pamiętam, ba, nawet nie zwróciłem na takowy uwagi podczas całego seansu, aż do napisów końcowych. Kolejnym rozczarowującym aspektem jest w mojej ocenie zakończenie, które spartaczono na całej linii, zupełnie nie wykorzystując pięknego pleneru w postaci cudownej jaskini, w której je kręcono. Jest też kilka dość niedorzecznych scen, w których to krokodyl pływa z ludźmi w swej paszczy nie robiąc im zbytniej krzywdy lub też jest niezauważalny w basenie z niesamowicie czystą wodą, a przypomnijmy że gadzina ta ma ponad sześć metrów długości. 

Podsumowując wypada tym razem tylko pochwalić szefów "publicznej" (miejmy nadzieje, że nie ostatni raz), że sprawili fanom produkcji spod znaku animal attack miłą niespodziankę, serwując film dosyć niezły, choć nie powalający w żadnym wypadku na kolana. "W paszczy krokodyla" to dzieło w wielu aspektach po prostu przeciętne, choć nieźle zrealizowane i nie nudzące zbytnio widza. Jeśli jesteś wielbicielem morderczych, aczkolwiek też i pięknych zwierząt, to wydaje mi się, że obraz Stewarta Raffilla powinien Ci się w miarę spodobać, zapewniając prawie półtorej godziny niezobowiązującej i niezłej rozrywki.

Pokaż inne recenzje tego filmu zwin/rozwin
Pokaż zwiastun / trailer zwin/rozwin
Galeria:
obrazek obrazek obrazek obrazek obrazek obrazek