Alligator II: The Mutation (Aligator II: Mutacja)

Opublikowano: 24-06-2016 przez: Slepy

Specyfikacja filmu:

Kategoria: Monster Movies
Kraj: USA
Rok produkcji: 1991
Czas trwania: 92 min
Reżyseria: Jon Hess
Scenariusz: Curt Allen
Muzyka: Jack K. Tillar
Zdjęcia: Joseph Mangine
Obsada: Joseph Bologna, Dee Wallach, Richard Lynch, Woody Brown, Holly Gagnier
Dystrybutor VHS: Telehit

W "Aligatorze" z roku 1980 byliśmy świadkami walki policjanta Davida Madisona z olbrzymim, tytułowym gadem, którego na szczęście dla amerykańskiej społeczności udało się w końcu zabić. Jednak po 11 latach, które minęły od tamtych wydarzeń, wielki aligator powraca, by ponownie siać terror w międzyczasie zakąszając sobie jakimś nieuważnym przedstawicielem rodzaju ludzkiego…

W jeziorze ginie dwójka płetwonurków łowiących ryby. Miejscowy detektyw David Hodges po analizie znalezionych na miejscu zbrodni ludzkich szczątków dochodzi do wniosku, że sprawcą był olbrzymi, żyjący w kanałach aligator. Z początku nikt rzecz jasna mu nie wierzy ale dość szybko okazuje się, że miał on rację. Czy jemu oraz grupie łowców dzikich zwierząt uda się powstrzymać zmutowanego gada nim ten zmasakruje ludzi na imprezie organizowanej przez lokalnego inwestora?

Początek drugiej części "Aligatora" jest znakomity. Bestia zabija dwóch nurków a widz zaczyna ostrzyć sobie zęby oczekując równie dobrej całej reszty filmu. Niestety, na oczekiwaniach się kończy, gdyż reżyser Jon Hess najwidoczniej nie wiedział, jak poprowadzić tę historię dalej by widz nie ziewał ze znużenia podczas seansu. Obserwujemy więc całą masę zupełnie niepotrzebnych sytuacji i dialogów, które nie dość, że nudzą niemiłosiernie to jeszcze głupotą przewyższają nawet idiotyczną momentami część pierwszą. 

Aktorzy wywiązali się z powierzonych im ról raczej bez zarzutu. Na pierwszy plan zdecydowanie wybija się tu Richard Lynch w roli charyzmatycznego łowcy dzikich zwierząt Hawkinsa, który wraz ze swoimi kompanami zamierza zabić zmutowanego gada. Reszta obsady dzielnie stara się dotrzymywać mu kroku i jak to bywa w tego rodzaju produkcjach, raz wychodzi im to lepiej a raz gorzej. Fabuła niczym szczególnym poza głupotą nie zaskakuje i momentami naprawdę ciężko jest zrozumieć pomysły scenarzysty, nie mówiąc już o irracjonalnym zachowaniu głównych bohaterów. Znów, tak jak w pierwszej części, gad daje znać o sobie po kilkunastu latach spokojnej, kanałowej egzystencji, wcześniej oczywiście przez nikogo nie zauważony. Gdy już jednak się pojawia, zobaczyć możemy ponownie niezły model animatroniczny jak i żywe aligatory. Nauka jednak poszła w las i znów twórcy chcą nas oszukać wmawiając usilnie, że młody żywy gad poruszający się po zmniejszonych makietach otoczenia to tak naprawdę kilkunastometrowa bestia złakniona ludzkiej krwi. Żałosne jest także korzystanie z ujęć wziętych wprost z pierwszej części – cóż, niewielki jak mniemam budżet wymusił taki zabieg lub było to zwyczajne lenistwo twórców, mogących przecież skorzystać z gotowych ujęć i po raz kolejny postarać się oszukać widza. 

Między kolejnymi atakami z ekranu wieje potworną wręcz nudą a całość przypomina jakiś tani filmik sensacyjny – mamy nawet krótki samochodowy pościg. Nikczemny inwestor, przekupny burmistrz, prawy policjant – przerabialiśmy to już dziesiątki razy i w tej kwestii Hess nie oferuje widzowi niczego innowacyjnego. Czekamy z utęsknieniem na kolejne ataki mutanta, które choć śmieszą swoją głupotą to tak naprawdę są jedynymi z niewielu ciekawych rzeczy, jakie ma nam ten obraz do zaoferowania. Twórcy jakby zupełnie zapomnieli o scenach gore, bo taką raczej trudno nazwać pływającego gumaka z odgryzioną nogą w środku… Największe brawa wędrują do operatora i autora zdjęć Josepha Mangine’a, który podobnie jak w pierwszej części znakomicie sfilmował cała tę niedorzeczną historię. Końcowa masakra w wesołym miasteczku także pozastawia sporo do życzenia – widzimy tylko łeb oraz ogon aligatora, i co chwilę ktoś przelatuje nam przed ekranem. Sposób zabicia bestii też niezbyt rewelacyjny, jak zresztą cały ten film. 

"Aligator II: Mutacja" to dość kiepski sequel nienajlepszego lecz trzymającego przyzwoity poziom pierwszego filmu o zmutowanym gadzie. Największą wadą tej produkcji jest wielka nuda wiejąca z ekranu. O napięciu oraz jakimkolwiek klimacie grozy możemy zapomnieć – twórcy postawili na głupotę i niedorzeczność, niestety. I choć minusów jest zdecydowanie więcej niż plusów to jednak od biedy można ten film obejrzeć. Fani monster movies mogą spróbować, całej reszcie odradzam.

Pokaż inne recenzje tego filmu zwin/rozwin
Pokaż zwiastun / trailer zwin/rozwin
Galeria:
obrazek obrazek obrazek