Attack of the Sabretooth (Atak szablozębnego)

Opublikowano: 24-06-2016 przez: Critters

Specyfikacja filmu:

Kategoria: Monster Movies
Kraj: USA
Rok produkcji: 2005
Czas trwania: 90 min
Reżyseria: George Miller
Scenariusz: Phil Botana, Tom Woosley
Muzyka: Tim Jones
Zdjęcia: Mark Melville
Obsada: Robert Carradine, Nicholas Bell, Brian Wimmer, Stacy Haiduk, Rawiri Paratene
Dystrybutor VHS: -

"Attack of the Sabretooth" jest kolejnym przykładem 'creature feature' zrealizowanego za niewielkie pieniądze dla 'nieocenionego' Sci Fi Channel. Dość powiedzieć, że ogromna większość produkcji realizowanych dla tej zacnej stacji okazuje się być totalnymi niewypałami. Takie pozycje jak "Boa", "Python", czy choćby "Lake Placid 2", potrafią skutecznie zniechęcić widzów do tego typu produkcji, głównie poprzez nagminne stosowanie beznadziejnie tandetnych efektów komputerowych. Na szczęście zdarzają się znośne filmy spod szyldu tejże stacji, które przyswoić można łatwo i spokojnie, nawet bez udziału alkoholu. Czy "Atak Szablozębnego" okazał się być jednym z nich? Zapraszam do recenzji.

Valalola, wyspa należąca do archipelagu Fidżi. To właśnie tutaj, pewien stojący na skraju bankructwa milioner planuje olbrzymią atrakcję turystyczną - nietypowe zoo nazwane „Pierwotnym Parkiem”. Główną atrakcją, jak nietrudno się domyślić, będą prehistoryczne zwierzęta, uzyskane dzięki daleko posuniętej genetyce i klonowaniu. Ponieważ wydatki ponaglają Nilesa, zmuszony jest on pozyskać jak najszybciej inwestorów dla swojego projektu. W tym celu zaprasza śmietankę bogaczy (w tym swojego byłego szwagra, za którym delikatnie mówiąc nie przepada) na ekskluzywny bankiet połączony z prezentacją parku. Pech chce, że przez głupotę jednego ze strażników na wolność wydostają się główne atrakcje - krwiożercze tygrysy szablozębne, jedne z najbardziej przebiegłych i niebezpiecznych stworzeń, jakie kiedykolwiek stąpały po Ziemi. Polowanie rozpoczęte...

Do filmów ze stajni Sci Fi Channel zawsze zasiadam z wielkimi obawami, bo chociaż takie pozycje jak "Chupacabra Terror", czy 'Snake King' pozytywnie mnie zaskoczyły, to ogromna reszta produkcji jakie dane mi było oglądać, okazała się być totalnymi niewypałami i męczarnią dla oczu. Od "Attack of the Sabretooth" oczekiwałem jedynie przyzwoitej półtora godzinnej rozrywki okraszonej odrobiną gore i przynajmniej przeciętnego CGI. Będąc po seansie śmiało mogę napisać, że pierwsze dwa czynniki zostały spełnione, ale może zacznijmy od początku. Fabuła nie grzeszy oryginalnością i widać to na każdym kroku. Pomijam już fakt, że cały pomysł z prehistorycznym parkiem został 'bezczelnie' zerżnięty z genialnego "Jurassic Park" Stevena Spielberga, ale wykonanie owego pomysłu wręcz krzyczy o pomstę do nieba. 

Scenarzysta popełniając skrypt do tej produkcji z całą pewnością był mocno nietrzeźwy co widoczne jest przez cały czas podczas seansu. Bezsensowne dialogi nie wnoszące niczego ciekawego do rozwoju akcji nie są wcale największą bolączką! Mamy tu przecież, jak w przypadku "Jurassic Park", zbudowane za gigantyczne pieniądze super bezpieczne zoo. Jak więc doprowadzić do tego, by krwiożercze bestie wydostały się na wolność i zaczęły masakrować ludzi? Nic prostszego - wystarczy wpisać w scenariusz postać strażnika - debila, który w pogoni za odfruwającym plakatem z gazety 'dla dorosłych' nie cofnie się nawet przed wejściem na terytorium śmiercionośnych tygrysów. Nie ma co, znajdźcie mi podobnego idiotę, który dla fragmentu gazetki wlezie w paszczę lwa, a stawiam browara, co ja mówię - kratę browarów! Nic to! Okazuje się bowiem, że 'kociaczki' po przekąszeniu strażnika, nie mają najmniejszej ochoty na wyłażenie poza ogrodzenie i wolą raczej czekać na ofiary wewnątrz swojej posiadłości a kolejni ludzie bez najmniejszych obaw ładują się na wybieg, by po kilku sekundach skończyć jako krwawa miazga. Wreszcie scenarzysta pokazuje 'swój kunszt' - grupa nastolatków walczących na wyspie o dostanie się do elitarnego bractwa studenckiego trafia do 'centrum dowodzenia'. Jeden z młokosów bez najmniejszych problemów odłącza cały system alarmowy(!), stworzony oczywiście za ciężkie miliony dolarów. Teraz wreszcie 'kotki' mają okazję poszaleć - złamanie jednego kodu powoduje wyłączenie zasilania w całym ośrodku oraz na wybiegu. Takiej okazji już nie można przegapić, więc 'przerośnięte mruczki' ruszają na łowy. 

Myślę, że po tych kilku zdaniach macie już pewien obraz debilizmu scenariusza, a wierzcie mi - opisałem zaledwie tylko kilka spośród wielu niedorzecznych i beznadziejnie głupich sytuacji. O ile w "Parku Jurajskim" wszystko było znakomicie poukładane i zaplanowane, tak w jego nieudolnym klonie praktycznie nic nie trzyma się kupy. Na ziemię powala także zawrotna ilość ochrony i obsługi na wyspie (jeśli dobrze pamiętam, to naliczyłem całe 5 osób) i ich podejście do pracy (kiedy alarm informuje, że jedna z bramek jest otwarta, odpowiedzialna za wszystko pracowniczka najspokojniej w świecie idzie się kochać z jednym z podwładnych, naprawiającym właśnie jakąś usterkę). Warto również zaznaczyć, że jak na tak niebezpieczne bestie, ochrona dysponuje iście zabójczym arsenałem, w postaci ...kilku wiatrówek (o wiele bardziej profesjonalne można zakupić w Internecie za kwotę nie przekraczającą 200 zł). No cóż, grunt to być przygotowanym na wszystko. Na całe szczęście gwoździa do trumny produkcji Millera nie dołożyli aktorzy. Takie postacie jak Robert Carradine (brat słynnego Davida "I will help you" Carradine'a), czy Nicholas Bell, a dokładniej ich kreacje dwóch, nieustannie dogryzających sobie bogaczy powodują, że widz śmieje się do rozpuku. Nie zabrakło również miejsca na 'romans' głównej bohaterki z jednym z pracowników oraz grupy nastolatków, którzy w poszukiwaniu kilku przedmiotów potrzebnych im do przyjęcia do bractwa, pętają się po całej wyspie, raczej denerwując niż poprawiając widzowi nastrój. 

Śmiało mogę powiedzieć, że jedynie gore nie zawiodło. Mamy kilka interesujących scen - dekapitacja, odrywanie ręki, nogi, czy też kompletne masakrowanie człowieka przez rozzłoszczone zwierzę. Przyjemną odmianą jest to, że krwawe sceny wykonano w większości tradycyjnymi metodami a nie jak w większości produkcji Sci Fi Channel - cyfrowo. Skoro już jesteśmy przy efektach komputerowych to wypada wyszydzić tandetne wykonanie tygrysów szablozębnych jak i całego ich otoczenia. Same zwierzaki prezentują się bardzo słabo, z dwoma wyjątkami - kiedy zaobserwować możemy je nie pod postacią CGI a jako nieruchomą kukłę jadącą na kółkach imitując powolne skradanie się tychże ssaków przez krzaki. Największe salwy śmiechu powoduje jednak największy z kotów, który 'lekko' niedomaga na tylne łapy, ale to już każdy musi zobaczyć samemu by uwierzyć. Zaiste interesujące jest, że już nawet najzwyklejszą gazetę tworzy się cyfrowo, co oczywiście od razu rzuca się w oczy i budzi zażenowanie. Rozumiem, że budżet jest niewystarczający by wykonać animatroniczne kukły i twórcy uciekają się do wygenerowania ich cyfrowo, ale na litość Boską, gazeta? 

Poza "…lub czasopismem" nieprawdopodobnie wręcz tragicznie wyszedł posąg tygrysa (tego, że jest to tygrys szablozębny możemy się domyślić jedynie dzięki prowizorycznym kłom, bowiem reszta kształtem ciała nie przypomina właściwie niczego), który miał imitować symbol parku. Wspomniany posąg odegra zresztą niemałą rolę w kompromitującym finale, gdzie jakość efektów specjalnych osiąga poziom "Fungicide" Dave'a Wascavage'a. Ścieżka dźwiękowa prezentuje się naprawdę przyzwoicie, co pozwala nieco zapomnieć o katastrofalnych błędach produkcji Millera. Nader wszystko warto wspomnieć o pięknych krajobrazach wysp Fidżi, gdzie zresztą film był kręcony. 

"Attack of the Sabretooth" nie jest w żadnym stopniu filmem dobrym, ale jak na poziom Sci Fi Channel skłonny jestem nazwać go oglądalnym i dość wciągającym (te prawie 90 minut upłynęło jak z bicza strzelił). Jeżeli nie uważasz się za fanatyka wszelkich monster movies, szczerze radzę - odpuść sobie seans z "Attack of the Sabretooth" i obejrzyj arcydzieło tego podgatunku stworzone przez mistrza Spielberga - "Jurassic Park". Jeżeli natomiast wszelkie produkcje tego typu wciągasz jedną dziurką od nosa, w dodatku na trzeźwo, to "Atak szablozębnego" nie powinien Cię szczególnie poszkodować.

Pokaż inne recenzje tego filmu zwin/rozwin
Pokaż zwiastun / trailer zwin/rozwin
Galeria:
obrazek obrazek obrazek