Black Sheep (Czarna owca)

Opublikowano: 23-06-2016 przez: Slepy

Specyfikacja filmu:

Kategoria: Monster Movies
Kraj: Nowa Zelandia
Rok produkcji: 2006
Czas trwania: 87 min
Reżyseria: Jonathan King
Scenariusz: Jonathan King
Muzyka: Victoria Kelly
Zdjęcia: Richard Bluck
Obsada: Nathan Meister, Danielle Mason, Peter Feeney, Tammy Davis, Glenis Levestam
Dystrybutor VHS: -

Nowa Zelandia to kraj znany fanom kina grozy głównie ze względu na wczesne filmy Petera Jacksona, czyli horrorowo – komediowe "Bad Taste" czy "Martwicę Mózgu". Jak każdy średnio zorientowany w gatunku młodzian wie, były to produkcje niskobudżetowe, szczególnie "Zły Smak", nakręcony za przysłowiową "czapkę gruszek", przesiąknięte estetyką gore i czarnym humorem. Po wielu latach posuchy kolejny Nowozelandczyk uraczył nas swoim dziełem - Jonathan King, bo o nim mowa, idąc tropem swojego poprzednika, postanowił odświeżyć konwencję zombie movies, kręcąc film o morderczych….owcach. Brzmi niedorzecznie i szalenie zarazem? Zapraszam do recenzji filmu "Black Sheep"…

Nowa Zelandia. Młodzieniec imieniem Henry przyjeżdża na farmę swego brata. W międzyczasie dwójka ekologów wykrada tajemniczy pojemnik, by mieć dowód na przeprowadzane rzekomo na owej farmie badania genetyczne na owcach. Niestety, podczas ucieczki pojemnik upada na ziemię i wydostaje się z niego…żywy owczy płód. Nie potrzeba dużo czasu, by dziwoląg zaraził tajemniczym wirusem okoliczną owczą populację… Potulne dotąd zwierzęta zmieniają się w krwiożercze bestie. Czy Henry'emu uda się przełamać lęki z dzieciństwa i wyjść z tej sytuacji cało?

"Black Sheep" to debiut reżyserski Jonathana Kinga i to debiut trzeba przyznać całkiem udany. Pomysł rodem z Monty Pythona (krwiożercze owce) został przez niego wykorzystany całkiem sprawnie, pomimo dość dużej niedorzeczności samej idei fabularnej. Owca, kojarzona do tej pory raczej z potulnym zwierzątkiem domowym staje się nagle złaknioną ludzkiej krwi bestią – szalony punkt wyjściowy, choć powiedzieć trzeba że owczy potwór pojawił się już wcześniej w filmie "Godmonster of Indian Flats" z 1973 roku. Tu jednak mamy do czynienia z całymi stadami owieczek, które niczym hordy zombie przemierzają nowozelandzkie pola i pastwiska w poszukiwaniu ludzkiego mięsa. 

Od strony fabularnej wielkich niespodzianek nie ma. Jest tajemniczy wirus, który poprzez ugryzienie zaraża owce i ludzi, zmieniając ich w złaknione krwi potwory. Owcze potwory, rzecz jasna… Zmiksowano tu schematy znane z wszelkiego rodzaju filmów o żywych trupach, wilkołakach i monster movies. Mieszanka która dzięki temu powstała jest dość zabawna i tu należą się słowa uznania dla twórców, bo widać że takie właśnie było ich zamierzenie. Aktorzy wywiązali się ze swoich obowiązków dość dobrze i nieźle odnajdują się w prześmiewczej konwencji filmu. 

Największe brawa wędrują tu jednak zdecydowanie do firmy WETA, której fachowcy od f/x powołali do życia filmowe potwory. Wszystko oczywiście przy użyciu fantastycznych gumowych modeli i animatroniki – dosłownie tylko w kilku momentach widoczne jest korzystanie z pomocy komputera, między innymi w scenie przemiany i zbiegania stada owiec ze wzgórza. Reszta to czysta animatroniczna robota. Czego tu nie ma – mały krwiożerczy owczy płód czy też znakomity kostium "owcołaka" to tylko kilka niespodzianek przygotowanych przez fachowców z WETA. Do tego spora ilość gore, szczególnie w końcowej fazie filmu. Owce nie "bawią" się ze swoimi ofiarami tylko masakrują ludzi niczym stada najbardziej wygłodniałych zombie z filmów Romero czy Fulciego. Wygląda to naprawdę rewelacyjnie i trzeba to po prostu zobaczyć na własne oczy. Jednak wszystko przebija znakomicie wykonany wcześniej wspomniany "owcołak" – mówiąc prościej człowiek skrzyżowany z owcą. Mamy takich osobników kilku, wszyscy w świetnej charakteryzacji. 

Jednak chwaląc "Black Sheep" za pomysł, humor i wykonanie nie można niestety nie wspomnieć o dość sporych dłużyznach na początku i w środkowej części filmu. Tempo na moment siada, można doczepić się także do braku jakiegokolwiek klimatu grozy – jednak reżyserowi raczej nie o grozę w tym filmie chodziło. Jest dobra zabawa, cała masa absurdalnych sytuacji i durnego humoru, włączając w to zakończenie i dość niecodzienny sposób pokonania owiec...

"Black Sheep" to całkiem niezły film i choć niektórych odrzucać może absurdalny pomysł na fabułę to raczej nie należy do tej produkcji podchodzić ze śmiertelną powagą, oczekując nie wiadomo jak klimatycznego horroru. Jest wesoło i kiczowato a wszystko to polane sporą ilością posoki – czego chcieć więcej od tego typu obrazu? Najlepiej do tego zaopatrzyć się w kratę dobrego piwa i po prostu odpalić "Black Sheep". Dobra zabawa gwarantowana.

Pokaż inne recenzje tego filmu zwin/rozwin
Pokaż zwiastun / trailer zwin/rozwin
Galeria:
obrazek obrazek obrazek