The Eden Formula

Opublikowano: 23-06-2016 przez: Critters

Specyfikacja filmu:

Kategoria: Monster Movies
Kraj: USA
Rok produkcji: 2006
Czas trwania: 83 min
Reżyseria: John Carl Buechler
Scenariusz: John Carl Buechler
Muzyka: Andy Garfield
Zdjęcia: James M. LeGoy
Obsada: Jeff Fahey, Dee Wallace, Tony Todd, Alexandra Ford, Stephen Wastell
Dystrybutor VHS: -

"The Eden Formula" jest jak dotąd ostatnim filmem w dorobku reżyserskim Johna Carla Buechlera, bardziej znanego jako czarodzieja od efektów specjalnych. Jako wielki fan twórczości tego pana z niecierpliwością oczekiwałem kiedy wreszcie ów obraz ujrzy światło dzienne. Po włączeniu DVD szybko okazało się, że tej produkcji Buechler do udanych na pewno nie zaliczy, ale może zacznijmy od początku... 

Grupa wynajętych szpiegów pod dowództwem Jamesa Radcliffe'a (Tony Todd) włamuje się do pewnego laboratorium by przejąć tajemniczą formułę, która ma być prawdziwym przełomem w rozwoju genetyki. Jak to zwykle bywa w tego typu przypadkach szybko okazuje się, że na złych kolesi czeka niemała niespodzianka w postaci olbrzymiego tyranozaura, którego przypadkiem uwolnili. Bestia szybko wydostaje się z budynku laboratorium i zaczyna terroryzować miasto, siejąc przerażenie i strach. Czy uda się zaradzić sytuacji nim populacja Los Angeles drastycznie się zmniejszy? 

Z ciężkim sercem muszę przyznać, że ten film Buechlerowi zbytnio nie wyszedł. Powodów jest kilka, ale chyba najbardziej widoczny jest brak odpowiedniego budżetu. "Tyrannosaurus Wrecks" zrealizowany został dla telewizji podobnie jak poprzedni film Buechlera "Saurian", który wciąż nie ujrzał światła dziennego. Szczerze powiedziawszy nastawiłem się na solidną produkcję klasy B i moje oczekiwania zostały by spełnione, gdyby nie koszmarne efekty specjalne, które zrujnowały cały film. Wspominałem na początku tej recenzji i pewnie jeszcze w kilku innych, że John Carl Buechler to przede wszystkim mag od efektów specjalnych i odpowiada chociażby za kreację "Ghoulies" czy "Trolla" (którego remake został już zaanonsowany a Buechler ma ponownie napisać scenariusz i wyreżyserować film). Wprawę z dinozaurami również ma niemałą, gdyż odpowiadał chociażby za wykonanie bestii z serii "Carnosaur". Wszystko byłoby zatem pięknie gdyby oprócz reżyserki podjął się on też wykonania tytułowej kreatury. Niestety zadanie powierzył młodemu i niedoświadczonemu artyście, który kompletnie spartaczył robotę. Stworzył on kilkanaście 'ręcznych' kukiełek o różnej wielkości. Jeśli mam być szczery, to nawet gdybym nie przeczytał wywiadu z owym artystą w Gore Zone to i tak nie umknęłoby to mojej uwadze podczas seansu bo wspomniana amatorszczyzna strasznie kłuje w oczy.

Kiedy dinozaur porusza się, to momentami wygląda jakby był wygenerowany przedpotopową metodą slow motion a w kilku scenach jego wykonanie przypomina najgorsze CGI rodem z produkcji Sci-Fi Channel. Jedyne momenty kiedy krwiożerczy dino wygląda przyzwoicie to te, w których wykorzystano hydrauliczny model Buechlera stworzony lata temu na potrzeby wspomnianej wcześniej serii "Carnosaur". Tych ujęć niestety jest bardzo niewiele a niewielkie kukiełki wykonane przez twórcę efektów specjalnych prezentują się okrutnie żenująco, pomijając już fakt, że niezbyt podobne są do T-rexa. Oczy dinozaura wyglądają jakby przed chwilą upalił się on ziołem...kompletny brak jakiegokolwiek realizmu, nie mówiąc już o gumowych przednich łapach, które dyndają sobie, kiedy tylko wiatr zawieje. Momentami efekty 'specjalne' są tu tak tragiczne, że aż śmieszne. Za przykład może posłużyć scena wydostania się prehistorycznego łobuza z laboratorium, kiedy to rozbija on ścianę z popularnej 'dyńki' a wygląda to tak komicznie, że chyba każdy widz zaniesie się gromkim śmiechem. Takich przypadków jest niestety więcej, szczególnie po wyjściu dinozaura 'na miasto'. Zdarza mu się nawet zrzucić pewnemu mechanikowi radio, którego odgłosy wyraźnie go irytują (istny prehistoryczny figlarz). Z racji niemalże zerowego budżetu ‘Rex’ nie może sobie pozwolić na zbyt duże zniszczenia, toteż z wściekłości dekapituje niemalże każdą napotkaną osobę i mimo przeświadczenia 'naukowców', którzy go stworzyli, że zwierzę jest bardzo wygłodniałe, nikogo nie zjada.

Skoro już zgnębiłem fatalne wykonanie kreatury i kiepskie efekty specjalne, warto by przejść do innych, raczej pozytywnych aspektów tej produkcji. Niewątpliwym atutem jest więc gra aktorska. Nie zabrakło tu znanych horror maniakom nazwisk, takich jak choćby Tony Todd czy Dee Wallace Stone. O dziwo jednak większość aktorów nawet tych drugo i trzecioplanowych poradziła sobie z powierzonym im zadaniem znakomicie. Brak za to specjalistycznego klimatu grozy co jednak można wybaczyć, gdyż film miał być bardziej produkcją SF aniżeli horrorem. Znakomicie prezentuje się natomiast muzyka, której brzmienie idealnie pasuje do atmosfery filmu. Na zakończenie kilka słów o krwawych scenach, których wbrew pozorom nie brakuje. Ogromna w tym zasługa tyranozaura, który jak już wcześniej wspomniałem głównie dekapituje ludzi, choć zdarza mu się być też czasem bardziej pomysłowym. Wykonanie gore pozostaje na dosyć dobrym poziomie, ale głównie dlatego, że zazwyczaj niewiele możemy zobaczyć a kiedy nam się to uda, kamera szybko ucieka w inną stronę. 

"The Eden Formula" nie jest filmem złym i gdyby nie tragiczne efekty specjalne zaryzykowałbym nawet stwierdzenie, że prezentuje się całkiem dobrze. Udanie połączono horror z sensacją, a sci-fi, którego w filmie miało być najwięcej ja osobiście w ogóle nie zauważyłem. Jeżeli więc nie zważasz kompletnie na efekty specjalne, to produkcja Buechlera może nawet przypaść Ci do gustu, ale jeśli plastikowe zabawki zamiast solidnej animatroniki kłują Cię w oczy, to raczej nie radzę sięgać po tę pozycję, poczujesz się tak samo rozczarowany jak ja. Ocena końcowa nie będzie najniższa, gdyż pozostałe elementy prezentują się naprawdę dobrze, ale przez wspomniane 'drewniane' efekty nie potrafię przyznać wyższej.

Pokaż inne recenzje tego filmu zwin/rozwin
Pokaż zwiastun / trailer zwin/rozwin
Galeria:
obrazek obrazek obrazek