Claws

Opublikowano: 18-06-2013 przez: Critters

Specyfikacja filmu:

Kategoria: Animal Attack
Kraj: RPA
Rok produkcji: 1982
Czas trwania: 84 min
Reżyseria: Alan Nathanson, Essy Niknejad
Scenariusz: -
Muzyka: -
Zdjęcia: Digby Young
Obsada: Jason Roberts, Brian O'Shaughnessy, Sandra Prinsloo, Terrick Fitzhugh
Dystrybutor VHS: -


Kiedy po raz pierwszy spotkałem się z powyższym tytułem i zapoznałem z jego fabułą, wiedziałem, że muszę go zdobyć. Nie odwiodły mnie od tego nawet przerażające recenzje trzech czy czterech internautów, którzy mieli nieszczęście film ten obejrzeć. Teraz, kiedy udało mi się wydobyć niemalże spod ziemi tą zapomnianą przez świat produkcję i ją obejrzeć, pozostaje jedynie siąść i płakać nad zmarnowanymi pieniędzmi...

W wyniku wypadku jakiego podczas upadku z konia doznał ojciec kilkuletniego Louw, matka chłopca towarzysząca mężowi w długiej drodze do lekarza, zmuszona jest pozostawić syna na kilka dni samego na gospodarce. Dzieciak szybko przekonuje się, że życie na farmie nie jest łatwe, szczególnie gdy trzeba zadbać o wszystko samemu. Na domiar złego w nocy coś złowrogiego wydaje się czaić w pobliżu domostwa...

Mam szczera nadzieję, że to krótkie streszczenie fabuły odwiedzie Was od poszukiwań tego filmu. Komentarze jakie można przeczytać na IMDb są jednoznaczne - jeden z najgorszych filmów wszech czasów. Jak jednak wiadomo, nie należy się sugerować opiniami innych (tym bardziej gdy tych opinii jest raptem kilka) i samemu poczuć ból towarzyszący seansom takim jak ten. Spodziewałem się, że nie będzie to produkcja najwyższych lotów, ale poziom mułu (bo dno byłoby zbyt łagodnym określeniem) jaki prezentuje ten film, to czysta kpina, niesmaczny żart reżysera. Przede wszystkim należałoby poruszyć kwestię gatunkowej przynależności filmu duetu Nathanson & Niknejad. Chociaż wszędzie wyraźnie stoi, że jest to produkcja spod znaku horror, ściślej mówiąc animal attack, to nie mogę się do końca z tym zgodzić. Długo czekałem na rozwinięcie się akcji, zagęszczenie klimatu i poczucie horrorowej atmosfery - bez skutku. Przez cały film nie dzieje się dosłownie nic…

Chłopiec a to próbuje papierosa, krztusząc się nim i rzucając na bok niedopałka powodując pożar, karmi i poi zwierzęta a nocą śni o znajomej rodziców mieszkającej ''w pobliżu''. Gdzie tu jest miejsce na horror? Nie mam pojęcia i jeśli o mnie chodzi, film ten jest pseudo disneyowską historyjką familijną opowiadająca losy chłopca zmuszonego opiekować się domostwem pod nieobecność rodziców. Kiedy nadchodzi wieczór, coś niepokojącego dzieje się w pobliżu - pierwszej nocy tajemnicza istota wypuszcza konie z zagrody, powodując ich rozproszenie po całej okolicy. Następnej posuwa się jeszcze dalej i zagryza wszystkie kury a finalnie bierze się za owce. Nie spodziewajcie się jednak żadnego monstrum, mutanta, czy zmutowanego kota o jakim informują komentarze na IMDb. Zamiast opisanej w komentarzach na Internet Movie Database bandy zmutowanych kotów jest jeden i bynajmniej nie jest on zmutowany.

Ryś stepowy, bo o nim mowa, nie jest raczej szkodnikiem domowym a jego czyny w postaci pozagryzania i wybebeszenia owiec, to już czysta paranoja. Niewielki kot sam chyba nie wierzy w krwiożerczy charakter, jakim obdarzyli go twórcy filmu i na widok kilkuletniego chłopca i jego psa ucieka gdzie pieprz rośnie. Finalna scena to już istny śmiech na sali, choć tak naprawdę jest jedyną godną uwagi w całym tym filmie. ''Pojedynek'' karakala z psem w jaskini wygląda dość realistycznie i pozwala widzowi chociaż raz uśmiechnąć się podczas seansu. Pomijając już nawet straszliwą nudę, która to wieje z ekranu przez cały seans, warto doczepić się także aktorstwa, które nie jest najwyższych lotów. Generalnie jest to sprawa drugorzędna, ale kiedy przez cały film nie uświadczymy praktycznie żadnej wartościowej sceny, to człowiekowi już wszystko zaczyna przeszkadzać. O klimacie nie ma nawet co dyskutować, gdyż produkcja ta po prostu nie jest horrorem. Kolejny minus to muzyka, której czysto sielankowe brzmienia doprowadzają widza do szewskiej pasji. Scen gore nie ma w ogóle (no chyba, ze ktoś rozprutą owce lub pozagryzane kury traktuje w kategoriach gore), nikt nawet nie kaleczy się w palec.

Najśmieszniejszy jest slogan widniejący na okładce kasety video - ''Film, którego nie będziesz chciał oglądać samemu'' - reklamują swą produkcję twórcy. Rzeczywiście, oglądając to ''dzieło'' samemu trzeba mieć wiele samozaparcia by nie przerwać seansu. Jedyne co może się podobać, to końcowe pojawienie się rysia, które choć na chwilkę popycha stojącą w miejscu akcję do przodu, oraz wspomniana króciutka walka dzikiego kota z psem. Czasem można również zawiesić oko na ładnych skalistych krajobrazach Afryki (film kręcony był w RPA), ale to wszystko zdecydowanie za mało bym filmowi mógł wystawić choćby notę 1/6. Obraz ten jako horror jest tak tragicznie zły, że aż brak słów na dosadne opisanie tego dziadostwa.

Jeżeli więc wydaje Wam się, że widzieliście masę złych filmów, zastanówcie się raz jeszcze… Zdecydowanie odradzam seans z "Claws" komukolwiek na tej planecie, nawet wielbiciele filmów familijnych zanudzą się na śmierć.

Pokaż inne recenzje tego filmu zwin/rozwin
Pokaż zwiastun / trailer zwin/rozwin
Galeria:
obrazek obrazek obrazek obrazek obrazek obrazek