King Kong [2005]

Opublikowano: 23-06-2016 przez: Slepy

Specyfikacja filmu:

Kategoria: Monster Movies
Kraj: USA, Nowa Zelandia
Rok produkcji: 2005
Czas trwania: 187 min
Reżyseria: Peter Jackson
Scenariusz: Fran Walsh, Philippa Boyens, Peter Jackson
Muzyka: James Newton Howard
Zdjęcia: Andrew Lesnie
Obsada: Naomi Watts, Jack Black, Adrien Brody, Thomas Kretschmann, Andy Serkis
Dystrybutor VHS: -

Mając 9 lat, pewien młodzieniec imieniem Peter obejrzał w nowozelandzkiej telewizji film pt. "King Kong" duetu Cooper/Schoedsack. Zafascynowany i zauroczony tym co zobaczył, postanowił że zostanie reżyserem by kiedyś pokazać widzom własną wersję klasycznej już opowieści o wielkiej małpie. Jak postanowił tak też uczynił, reżyserując na początku swej filmowej kariery przeważnie komediowe horrory gore, które przeszły do historii kina grozy. Jednak kręcenie tylko i wyłącznie niskobudżetowych produkcji nie było spełnieniem jego marzeń. Pierwsze podejście podbicia Hollywood w postaci filmu "Frighteners" było takie sobie i aż dziw bierze, że powierzono mu reżyserię Tolkienowskiej trylogii "Lord of the Rings". Jak się jednak okazało, był to komercyjny strzał w dziesiątkę a Jackson z miejsca stał się jednym z najbardziej rozchwytywanych reżyserów na świecie. Mając nieograniczone możliwości mógł w końcu zająć się projektem swojego życia – wyreżyserowaniem własnej wersji "King Konga". Czy miłość do oryginału i szacunek, jakim darzył on obraz z 1933 roku przełożyły się na dobry film? Odpowiedź poznacie poniżej…

Nowojorski filmowiec Carl Denham mając nóż na gardle z powodu złego przyjęcia przez producentów jego ostatniego filmu postanawia wyruszyć na tajemniczą Wyspę Czaszki w poszukiwaniu materiału do swej nowej produkcji. Do głównej roli zatrudnia blondwłosą aktorkę wodewilową Ann Darrow, która w trakcie rejsu zakochuje się z wzajemnością w pisarzu i twórcy scenariuszy Jacku Driscollu. Po dotarciu na wyspę okazuje się, że zamieszkują ją różne prehistoryczne kreatury, w tym olbrzymi goryl Kong, któremu Ann zostaje złożona w ofierze przez tubylców. Wkrótce kobieta zostaje uwolniona a małpa schwytana i przewieziona do Nowego Jorku…

Jak widać fabularnie rewolucji żadnej nie ma, bo i jej być nie miało. Jackson idąc z duchem czasu unowocześnił wizualną warstwę filmu, szkieletu fabuły nie tykając i tylko rozwijając niektóre wątki lub subtelnie i z wyczuciem wplatając nowe. Akcja dzieje się w latach 30-tych w Nowym Jorku w okresie wielkiego kryzysu. Powoli poznajemy głównych bohaterów tego widowiska i na tej obyczajowej, acz ukazanej momentami z humorem części filmu mija pierwsza godzina, na którą ponarzekają zapewne ci, którzy od tego typu obrazów oczekują niesamowitej i widowiskowej akcji od początku do samego końca. Gdy jednak załoga statku Venture dobija do brzegów Wyspy Czaszki, tempo rusza niesamowicie a widz przytłoczony zostaje niesamowitą ilością niezwykle efektownych scen, wyważonych jednak umiejętnie momentami wyciszenia, by widz mógł odsapnąć i złapać drugi oddech. Ze wszystkich stron bohaterowie atakowani są przez różnego rodzaju prehistoryczne stworzenia, wykreowane i wymyślone przez fachowców z WETA, którzy na potrzeby filmu stworzyli od podstaw cały ekosystem Wyspy Czaszki, począwszy od porastającej ją roślinności a na zamieszkujących ją kreaturach kończąc. W USA wydany został nawet piękny album, opisujący i ilustrujący całą przyrodniczą stronę wyspy, jak gdyby była ona rzeczywistym miejscem a zwierzęta na niej żyjące prawdziwe.

Zresztą jeśli idzie o przywiązanie uwagi do szczegółów to Peter Jackson jest perfekcjonistą. Nowy Jork lat 30-tych wybudowano od podstaw w Nowej Zelandii, przywracając "do życia" kilka autentycznych ulic, z cała podziemną kanalizacją i wieloma różnymi sklepikami, kafejkami czy też innymi miejscami rozrywki kulturalnej. Co warte wspomnienia, każda, nawet najmniejsza rzecz w wyposażeniu takich chociażby sklepów musiała być identyczna z tymi, które ludzie mogli oglądać i kupować w roku 1933. Pomimo tego, że lwiej części z tych "bajerów" nawet nie widać na ekranie, to wielkie brawa należą się twórcom za takie przywiązywanie wagi do najmniejszych nawet szczegółów. Poniekąd ta drobiazgowość reżysera spowodowała wzrost budżetu z planowanych 150 mln dolarów do niebotycznej sumy 207 milionów, co w momencie premiery filmu było najwyższym budżetem historii. 

Jednak największy procent tych pieniędzy pochłonęły fantastyczne efekty specjalne stworzone za pomocą komputera przez specjalistów z firmy WETA. Pomijając wykreowanie w całości w komputerze Nowego Jorku widzianego z lotu ptaka i dachu Empire State Building, ożywiono na ekranie niesamowitą wręcz liczbę fikcyjnych stworzeń, których wygląd oparto jednak na rzeczywistych prehistorycznych kreaturach oraz dinozaurach, które mogliśmy podziwiać w oryginalnej wersji z 33 roku. Zresztą większość scen to tak naprawdę ulepszone i rozbudowane sekwencje z "King Konga" sprzed 70-ciu lat. Jeśli chodzi o rodzaje stworów, to mamy tu praktycznie wszystko co tylko fan monster movies może sobie wymarzyć i choć kompletnie zrezygnowano z animatroniki czy też mechanicznych modeli, to efekt końcowy i tak powala na kolana. Wszystko stworzono przy pomocy komputera lecz jest to CGI na najwyższym możliwym obecnie poziomie.

Każdemu fanowi wielkiej małpy radzę zaopatrzyć się w wersję Extended filmu, która choć u nas w kraju nie została wydana, to sprowadzenie jej zza granicy jest na pewno warte świeczki. Zawiera ona dodatkowe 13 minut wyciętych acz ukończonych już scen, które nie wiedzieć czemu zostały wyrzucone z finalnej, kinowej wersji. Zupełną głupotą było wg mnie pominięcie świetnej sceny rozgrywającej się na bagnach, podczas której załogę Venture atakują wodne robaki oraz wielki rybo - podobny pirahnodon, który zastąpił znanego z oryginału krwiożerczego brontozaura, których za to całe stado podziwiać możemy w niezwykle efektownej, acz chyba nie do końca dopieszczonej sekwencji ucieczki bohaterów przed tymi potężnymi stworzeniami w wąwozie. Dodatkowo jest nocny atak rogatego Ferrucutusa, gada mającego należeć do rodziny ceratopsów, a także kilka innych, mniej efektownych ujęć, jednak już bez udziału jakichkolwiek nowych potworów. Względem filmu z 1933 roku rozbudowano też znacznie walkę Konga z mięsożernym teropodem, tym razem nazwanym Venatosaurusem. Trwająca prawie 10 minut sekwencja należy do najbardziej efektownych w całym filmie, a olbrzymia małpa walczy w niej nie z jednym a z trzema potworami, w dodatku trzymając w ręku Ann Darrow.

Strona wizualna filmu to "cud, miód i orzeszki" choć i tacy fachowcy jak ci z WETA nie ustrzegli się kilku niedoróbek, które jednak nie wpływają na popsucie ogólnej oceny ich pracy, tym bardziej, że to co wykonali przywołując do życia samego "króla" Konga to istny majstersztyk jeśli chodzi o CGI. Animowany na podstawie sesji motion capture i ruchów Andy'ego Serkisa małpiszon prezentuje się wprost fenomenalnie i wygląda absolutnie jak żywy - z moje strony duże piwo dla jego twórców. W całym tym obłędnym spektaklu pokazu możliwości efektów cyfrowych nie ginie klimat, który jest momentami bardzo zbliżony do tego przygodowo-mrocznego z oryginalnej wersji. O dziwo także aktorzy odnajdują się tu znakomicie z Jackiem Blackiem w roli Denhama i Naomi Watts jako Ann Darrow na czele. Tylko Adrien Brody jest jakiś taki nijaki, przez co chyba najmniej przekonujący z całej obsady. Muzyka skomponowana przez Jamesa Howarda także zawiera w sobie tego można by pomyśleć nieuchwytnego ducha oryginału, przez co naprawdę nieźle komponuje się z całą resztą tej świetnej, gigantycznej produkcji. 

Peter Jackson jako fan "King Konga" nie mógł zepsuć tego filmu, tym bardziej mając praktycznie nieograniczone możliwości w jego realizacji i całkowitą wolność twórczą. Obraz choć nie stał się tak wielkim kasowym hitem na jaki liczono, to i tak zarobił na całym świecie ogromną sumę 550 mln dolarów, dokładając kolejne 100 milionów ze sprzedaży DVD. Strona wizualna została doceniona pod postacią deszczu nagród, jaki spadł na jej twórców, zdobywając także tę najcenniejszą w filmowym światku – Oskara za efekty specjalne. Mały Peter jako już dorosły, lekko misiowaty mężczyzna spełnił marzenie swojego życia dając widzom jeden z najlepszych monster movies w historii, choć fani niskobudżetowych produkcji nie mają tu czego szukać, bowiem "King Kong" nowozelandczyka to ogromne i niezwykle efektowne filmowe widowisko, pokazujące prawdziwą magię kina i dające widzom ponad 3 godziny niesamowitej, niczym nieskrępowanej zabawy, dla wielbicieli filmów o potworach można by rzec obowiązkowej.

Pokaż inne recenzje tego filmu zwin/rozwin
Pokaż zwiastun / trailer zwin/rozwin
Galeria:
obrazek obrazek obrazek