The Hive (Mordercze mrówki)

Opublikowano: 23-06-2016 przez: Slepy

Specyfikacja filmu:

Kategoria: Monster Movies
Kraj: USA, Tajlandia
Rok produkcji: 2007
Czas trwania: 90 min
Reżyseria: Peter Manus
Scenariusz: T.S. Cook, Tom Cook
Muzyka: Charles Olins, Mark Ryder
Zdjęcia: Kittiwat Saemarat
Obsada: Elizabeth Healey, Kal Weber, Mark Ramsey, Jessica Reavis,Tom Wopat
Dystrybutor VHS: -

Mrówki to owady, na które natknąć możemy się pod prawie każdą szerokością geograficzną. Praktycznie każde dziecko wie, jak tenże owad wygląda i że jego ugryzienie jest dosyć nieprzyjemne, tym bardziej gdy zaatakuje nas cała mrówcza kasta. Naukowcy szacują, że na całym świecie występuje około 12 tysięcy gatunków tych "uroczych", małych stworzonek a drugie tyle pozostaje ciągle niezbadanych, toteż są one wdzięcznym materiałem na film z podgatunku animal attack lub monster movie. Klasyczne już "Them!" Gordona Douglasa z 1954 roku to tylko jedna z wielu tego typu produkcji. Swego czasu nawet słynny MacGyver, który z paczki zapałek i gumy od kaleson potrafił zmontować śmigłowiec, też miał do czynienia z tymi zwierzątkami. Ale zapomnijmy o tym co było, bo oto Peter Manus, twórca tajlandzkiego horroru "999-9999" z 2002 roku, przedstawia nam swój kolejny film, należący do serii "Man Eaters" obraz o morderczych mrówkach zatytułowany "The Hive".

Pewna wyspa gdzieś w Azji zostaje zaatakowane przez liczącą sobie grubo ponad 200 mln osobników armię śmiercionośnych mrówek. Przybyli na miejsce specjaliści z dziedziny entomologii nie mogą sobie poradzić z ciągle rozprzestrzeniającym się zagrożeniem. Giną kolejni ludzie, lecz najgorsze ma dopiero nadejść. Oto okazuje się bowiem, że owady kontrolowane są przez jakąś tajemniczą siłę, bynajmniej nie ziemskiego pochodzenia...

Na wstępie napiszę od razu, że głupszego filmu dawno już nie oglądałem. To, co przygotowali scenarzyści T.S. Cook i Tom Cook przechodzi po prostu wszelkie ludzkie pojęcie. Mrówki kontrolowane przez niezidentyfikowaną siłę, prawdopodobnie kosmicznego pochodzenia, nie są najgłupszą rzeczą, którą ta dwójka wymyśliła. Otóż okazuje się bowiem, że owady formują się w coś, co przypomina wielkie węże lub też macki gigantycznej ośmiornicy i zastawiają na ludzi pułapki, co już samo w sobie brzmi dość idiotycznie. Jakby tego było mało, za sprawą tajemniczego feromonu mrówki różnych gatunków, na co dzień zwalczające się nawzajem, stają "ramię w ramię", by walczyć z wrogiem pod postacią zamieszkujących wyspę ludzi. 

Jednak to jeszcze nic w porównaniu z "daniem głównym" zaserwowanym nam przez panów scenarzystów - okazuje się, że mrówki, posiadające wprawdzie największe mózgi spośród wszystkich znanych owadów, tworzą w jednej z jaskiń coś w rodzaju wielkiego komputera oraz "kino", z pomocą którego kontaktują się z ludźmi. Wszystko to sprawia, że zbyt poważnie traktować tego typu historii nie można, gorzej że reżyser był innego zdania i podszedł do całego tematu ze śmiertelną powagą. Wszystko jest tu od początku do końca na serio, choćby nawet nie wiem jakie głupoty były pokazywane na ekranie. Gwoździem do trumny są tu dialogi - tak niedorzeczne i głupie, że brakuje słów by je opisać. W pewnym momencie z ekranu pada zdanie - "Nie będziemy negocjować z mrówkami!" - po czym, a jakże, główni bohaterowie zaczynają międzygatunkowe 'negocjacje'... Takich bzdur jest tu zatrzęsienie (można by rzecz, że tyle co mrówek na ekranie...), począwszy od zachowania bohaterów, poprzez wspomniane "mądrości" przez nich wypowiadane a na używanej przez nich 'laserowej' broni skończywszy. 

Swego rodzaju ciekawostką jest też zaopatrzenie żołnierzy w najzwyklejsze karabiny maszynowe - przypomnę tylko, że walczą oni z mrówkami... Aktorsko film stoi na poziomie innych produkcji spod znaku "Man Eaters", czyli jest średnio, momentami słabo, choć da się to jakoś oglądać. Żenujący poziom prezentują za to efekty specjalne, za które odpowiada Kevin Chisnall wraz ze swoją ekipą. Pomyśleć, że pan ten pracował przy tworzeniu gekonów do nowozelandzkiego "Aberration" oraz przy wielu innych niezłych produkcjach. Wszystko jest tak żałośnie komputerowe, że aż śmieszne. Zaprezentowane tutaj CGI to poziom porównywalny z najgorszymi produkcjami spod szyldu Sci Fi Channel. Zachowanie mrówek i ich obyczaje to już całkiem inna bajka. Owady poruszają się z prędkością światła a ludzi obżerają do gołych kości w ciągu kilku sekund... O komputerach i innych "gadżetach" wspominałem wcześniej a żałość to nie jedyne słowo, jakie ciśnie się na usta po obejrzeniu tych cudów. Czy zatem jest coś, co pozwoliłoby wystawić choćby pałę? Ano jest, a zwie się "ładne tajskie plenery" i "jedna dobra początkowa scena". Reszta to poziom uwłaczający poczuciu dobrego smaku widza, toteż współczuję wszystkim tym, którzy tak jak ja na trzeźwo obejrzeli najnowszy film Petera Manusa. 

"The Hive" to jeden z najgłupszych filmów, jakie dane mi było oglądać. Nie ma w sobie nic, co skłoniłoby mnie kiedykolwiek do sięgnięcia po niego po raz kolejny, co i Wam radzę. Lepiej obejrzeć jakikolwiek inny obraz opowiadający o morderczych mrówkach, choćby nawet 6 odcinek pierwszego sezonu MacGyvera zatytułowany "Trumbo's World". Rozpoczęcie seansu z "The Hive" jest niczym wsadzenie kija w mrowisko, więc wszystkim tym, którzy tego jeszcze nie zrobili absolutnie jedną jak i drugą czynność zdecydowanie odradzam.

Pokaż inne recenzje tego filmu zwin/rozwin
Pokaż zwiastun / trailer zwin/rozwin
Galeria:
obrazek obrazek obrazek