A Nightmare on Elm Street 4: The Dream Master (Koszmar z ulicy Wiązów 4: Władca snów)

Opublikowano: 15-06-2016 przez: Przemo

Specyfikacja filmu:

Kategoria: Horror
Kraj: USA
Rok produkcji: 1988
Czas trwania: 93 min
Reżyseria: Renny Harlin
Scenariusz: Brian Helgeland, William Kotzwinkle, Jim Wheat, Ken Wheat
Muzyka: Craig Safan
Zdjęcia: Steven Fierberg
Obsada: Robert Englund, Lisa Wilcox, Danny Hassel, Brooke Theiss
Dystrybutor VHS: Maxfilm i Best Pictures

Są pewne fenomeny w kinie grozy które pozostaną już na zawsze niezrozumiałe. Świetnym odbiciem tej tezy zdają się być horrorowe serie często dobrze się zapowiadające ale tracące swego pazura gdzieś po drodze. Żeby daleko nie szukać sięgnę po przykład sztandarowej w latach 80-tych pozycji stajni New Line Cinema, mianowicie "Koszmar z ulicy Wiązów 4" - części która osiągnęła rekordowy box office. Przy budżecie 7 milionów dolarów zarobiła blisko 50 za... No właśnie. Za co?

Skrypt Czwórki był robiony na zamówienie, bo film miał już ustaloną datę premiery ale nie posiadał ani scenariusza ani nikogo obsadzonego na stołu reżysera (!). Odtwórca roli Freddy'ego Kruegera polecił właścicielom studia gościa nazwiskiem Helgeland będącego twórcą maszynopisu do "976-EVIL", reżyserskiego debiutu Roberta Englunda. Brian dostał całe 7 dni na napisanie czwartego Koszmaru i nie było zmiłuj, musiał dać radę. Nie zmienia to faktu, że w trakcie kręcenia producenci wraz z ekipą wciąż zastanawiali się nad tym jak zgładzić Freddy'ego w finale (nie licząc oczywiście idiotycznego pojedynku karate tam zawartego). Wszystko to dobitnie pokazuje, że formuła się zwyczajnie wyczerpała, pozostał natomiast sprawny marketing. Ostatni sprawiedliwy czyli twórca części pierwszej Wes Craven odrzucił propozycję New Line żeby samemu dźwignąć reżyserię i przerobić całą historię, gdyż jego patent fabularny na podróże w czasie nie spodobał się zawczasu grubym rybom przemysłu filmowego.

Więc o czym jest „The Dream Master”? Trójka bohaterów poprzedniej części wiedzie teraz normalny żywot uczniów szkoły średniej. Kristen ma nadal dar wciągania pozostałych śniących w swoje sny. Jednakże coś ją ostatnio zaczyna dręczyć... W sennych marzeniach wraca w rejony Elm Street i wciąż gnębi ją poczucie nieuchronnego powrotu Freddy'ego Kruegera. W końcu seryjny morderca zmartwychwstaje, tak po prostu. Ot, pies wabiący się Jason oddaje mocz na jego grób (zapamiętałem ten patent na lata, wy z pewnością też go zapamiętacie), struga psich szczyn zapala się ogniem a ziemia otwiera. Następnie kości Kruegera pogrzebane na złomowisku samochodów składają się same jak w "Hellraiserze", do którego z resztą będą jeszcze inne odniesienia. "Nie trzeba było mnie grzebać. Ja nie umarłem" - stwierdza Robert Englund znajomym, demonicznym głosem. Pytania? Po wyeliminowaniu kogo trzeba nić łącząca dręczone w koszmarach dzieci z Freddym teoretycznie powinna zostać zerwana, tzn nie powinno być więcej młodzieży do zabicia. Niemniej Kristen ma nieszczęsny dar wciągania w swoje sny kogo popadnie ze świata rzeczywistego, więc niechcący piętnuje swoją koleżankę z klasy Alice i odtąd Krueger poluje na nią. Ekhm, naciągane?

Głównym przysłowiowym bólem dupy są tutaj właśnie bohaterowie. Patricia Arquette, gwiazda poprzedniej części nie wystąpiła tym razem ze względu na domniemaną ciążę (jest to ponoć kwestia dyskusyjna). Jakkolwiek było na prawdę wytwórnia poszła w zaparte i wcisnęła nam nową aktorkę do roli Kristen, niejaką Tuesday Knight. Ze starej obsady pacjentów psychiatryka zostały dwie osoby ale nic to nie dało, skoro między postaciami nie ma kompletnie żadnej chemii. Nie bardzo nawet jest kiedy poznać i 'zaprzyjaźnić się' z nowymi twarzami - nawet jeśli ktoś się pojawi na ekranie aby zaraz zginąć, to po jego filmowych kumplach zupełnie to spływa. Więc po widzach też musi to spłynąć. 

Kategoria wiekowa R zdaje się być w tym przypadku niemal całkowicie wyssana z palca. Swego czasu RTL 7 emitował film z żółtym kółkiem w dolnym rogu ekranu, co identyfikowano z kategorią 'za zgodą rodziców'. Dwa wyjątki od tej reguły stanowią najjaśniejsze momenty całego filmu: świetna scena łamania łokci przy wyciskaniu sztangi z późniejszą transformacją kobiety w karaczana oraz całkiem przyzwoity gumowo-lateksowy finał. Reszta filmowej przemocy to jednak straszna ściema i porównania tego choćby z jedynką czy ultra brutalną dwójką byłyby wybitnie nie na miejscu. Do tego sporo akcji dzieje się za dnia co kompletnie nie współgra z surrealistyczną atmosferą kreowaną w poprzednich częściach. Czasem sekwencje podciąga do góry ścieżka dźwiękowa, jednakże ciężko wyzbyć się uczucia że nazbyt ugrzeczniony i wypicowany "Nightmare... 4" po prostu nie ma klimatu. Ani jaj. To teenage horror w pełnym tego słowa znaczeniu – jest lekko, przyjemnie i bez większych przegięć. Patent lunatykowania z części trzeciej można traktować w kontekście "Dream Master" już jako wyzwanie. No i co najważniejsze... Jeżeli ktoś miał wątpliwości przy trzeciej części, że to wszystko robi się coraz mniej poważne wówczas Freddy w okularach przeciwsłonecznych na plaży, w biały dzień szczególnie go nie zaskoczy.

"Koszmar z Ulicy Wiązów" jednak kończy się na części drugiej. "Dream Warriors" już wyraźnie odstawało - przesadzony budżet, niepotrzebne efekty cyfrowe i patenty z czarodziejami, gdzie gęsty, mroczny klimat pierwszych dwóch części już bezpowrotnie się ulatnia. Ale jeszcze oglądalny dla muzyki Angelo Badalamenti i Patrycji Arquette, ewentualnie gościnnego Johna Saxona. "The Dream Master" mogłoby zaś spokojnie nie być, bo ani one-linery Englunda ani design jego maski, ani urodziwa Lisa Wilcox nie są w stanie uczynić tej części choćby przyzwoitą. Odradzam!

Pokaż inne recenzje tego filmu zwin/rozwin
Pokaż zwiastun / trailer zwin/rozwin
Galeria:
obrazek obrazek obrazek obrazek obrazek obrazek