The Gates of Hell (Wrota piekieł)

Opublikowano: 26-02-2016 przez: Critters

Specyfikacja filmu:

Kategoria: Horror
Kraj: Australia
Rok produkcji: 2008
Czas trwania: 88 min
Reżyseria: Kelly Dolen
Scenariusz: Kelly Dolen, Justin Dix
Muzyka: Keith C. Moore
Zdjęcia: Marc Windon
Obsada: Michael Piccirilli, Samantha Noble, Christian Clark, Amy Beckwith, Bradley Tomlinson
Dystrybutor VHS: -

Ilekroć sięgam po produkcje grozy rodem z Australii, w mojej głowie panuje przeświadczenie, że 'to musi być udany seans' i chociaż, jak to w życiu, zdarzają się przykre rozczarowania (koszmarny "The Tunnel" czy arcynudne "Uninhabited"), to kraina kangurów i wombatów wciąż udowadnia, że jak żaden inny kraj jest rajem obiecanym dla miłośników horrorów, a za wybitny tego przykład posłużyć może "The Gates of Hell" - obraz bardzo niesłusznie zapomniany.

Grupa pięciorga filmowców pod przewodnictwem Kyle'a Walkera wyrusza do Von Diebitsch Manor - położonej na odludziu, od 66 lat opuszczonej posiadłości, cieszącej się bardzo złą sławą. Ich celem jest stworzenie internetowego, horrorowego quasi dokumentu. Młodzi ludzie nie zdają sobie sprawy, że wtargnąwszy na przeklętą ziemię, rozbudzili zamieszkujące stare mury, zło. 

"The Gates of Hell" jest drugim reżyserskim podejściem Kelly Dolena do gatunku grozy (pierwszym było wampiryczne "Reign in Darkness") i ciężko oprzeć się wrażeniu, że Australijczyk jest jego wielkim fanem bo bardzo sprawnie porusza się na tym polu. Fabularnie "Wrota piekieł" na pierwszy rzut oka przypominają do złudzenia jedną z odsłon serii "Wrong Turn" czy też klasyczne "Wzgórza mają oczy". Mamy zatem grupę młodych ludzi, zdeformowanego psychopatę, który bardzo sprawnie posługuje się ostrymi narzędziami, cmentarzysko samochodów oraz owianą złą sławą, nader imponującą posiadłość pośrodku lasu,  z której próżno szukać ucieczki. Dollen zadbał jednak o to by widz kilkukrotnie podczas seansu przecierał oczy ze zdumienia, zastanawiając się, jak to możliwe by w tak schematycznym filmie zaskoczono go tak pierwszorzędnym twistem lub patentem fabularnym. 

Akcja toczy się dość szybko, nie ma tu zbędnej gadaniny ani niepotrzebnych dłużyzn i chyba jedyne czego mi zabrakło, to lepszego przedstawienia bohaterów, o których wiemy bardzo niewiele. Złośliwcy mogą powiedzieć, że nie warto marnować czasu na przedstawianie widzom 'mięsa armatniego', ale prawda jest taka, że w przeciwieństwie do większości leśnych slasherów, tutaj postacie mają nieco bardziej ambitne plany aniżeli spalić kilka gramów trawki, upić się do upadłego i uprawiać sex. Mamy więc reżysera i jego dziewczynę charakteryzatorkę, wypalonego gwiazdora kilku oper mydlanych borykającego się z problemami małżeńskimi, młodziutką, niezwykle seksowną aktorkę i kamerzystę/specjalistę od spraw technicznych. Brak odpowiedniego wprowadzenia bohaterów powoduje, że ciężko jest kogoś autentycznie polubić, a co za tym idzie przejąć się jego losem. 

Aktorstwo stoi na solidnym poziomie, ze szczególnym uwzględnieniem prześlicznej Amy Beckwith, która mimo młodszego wieku zdecydowanie bije na głowę rybioustą, rudowłosą Samanthę Noble. Głównym atutem filmu jest natomiast nieprawdopodobna wręcz atmosfera grozy, którą reżyserowi udało się wytworzyć poprzez nadanie "The Gates of Hell" bardzo ponurego, oldschoolowego wizualnie wyglądu. Na ogromne brawa zasługuje scenografia, od tytułowych, ogromnych wrót prowadzących do starej, masywnej posiadłości poprzez wystrój wewnątrz budynku, który wyglądem przypomina  najlepsze włoskie scenografie, choćby z filmów Fulciego. Stary dom rzeczywiście wygląda jakby nikt tam nie mieszkał od kilkudziesięciu lat, pokrywają go kurz i pajęczyny, czuć brud i stęchliznę. Całości dopełnia ścieżka dźwiękowa autorstwa Keitha Moore'a, zdjęcia Marca Windona i upiorna charakteryzacja. Miłośnicy gore również nie powinni się poczuć rozczarowani, gdyż znajdą tu dla siebie kilka smaczków, a scena 'z kluczem' pod względem swej oryginalności i wykonania powinna zostać w świadomości każdego horrormaniaka na długo. 

"Wrota piekieł" zebrały wśród znawców gatunku świetne recenzje, ale z niewiadomych przyczyn pozostają filmem kompletnie zapomnianym, ze śladową dystrybucją nawet w swoim rodzimym kraju (krótki i ograniczony obieg kinowy, brak wydania DVD po dziś dzień). Osobiście uważam obraz Dolena za jeden z najlepszych horrorów ostatniej dekady (i nie tylko), mniej lub bardziej świadomie, ale w znakomitym stylu składający hołd produkcjom grozy z lat 80-tych i szczerze polecam zaopatrzenie się we francuskie DVD (na dzień dzisiejszy jedyne dostępne wydanie), które każdy szanujący się miłośnik tego typu kina powinien posiadać. 

Pokaż inne recenzje tego filmu zwin/rozwin
Pokaż zwiastun / trailer zwin/rozwin
Galeria:
obrazek obrazek obrazek obrazek obrazek obrazek