German Angst

Opublikowano: 06-02-2016 przez: Przemo

Specyfikacja filmu:

Kategoria: Horror
Kraj: Niemcy
Rok produkcji: 2015
Czas trwania: 112 min
Reżyseria: Jorg Buttgereit, Michał Kosakowski, Andreas Marschall
Scenariusz: Jorg Buttgereit, Michał Kosakowski, Goran Mimica, Andreas Marschall
Muzyka: Fabio Amurri
Zdjęcia: Sven Jakob-Engelmann
Obsada: Lola Gave, Axel Holst, Matthan Harris, Annika Strauss, Milton Welsh, Kristina Kostiv
Dystrybutor VHS: -

"Trzy Niemieckie opowieści o miłości, seksie i śmierci w Berlinie" - głosi hasło promujące "German Angst". Film podzielony na trzy segmenty jest reżyserską kolaboracją niesławnego Jorga Buttgereita ("Nekromantik" I i II), Michała Kosakowskiego oraz Andreasa Marschalla. Dla pierwszego z panów, którego nazwisko odbiło się szerokim echem w całym środowisku niezależnego kina był to powrót do gatunku po blisko 22 latach. Kosakowski popełnił wcześniej short oraz kontrowersyjny pół-dokument "Zero Killed" wyświetlany na licznych festiwalach. Z kolei dla Marschalla jest to trzeci film mieszczący się w konwencji gatunkowej po jego „Masks” i „Tears of Kali”. Poniżej postaram się przybliżyć efekty pracy tych panów.

Nie będę ukrywał, iż oczekiwałem premiery owego tytułu głównie za sprawą nazwiska Buttgereita obecnego znów na stołku reżyserskim. Wiadomo powszechnie z jakim kinem jest utożsamiany, że kręcił obrazy bezkompromisowe, nihilistyczne, turpistyczne, szokujące i opluwające wszelką krytykę. Teraz miał powrócić do gatunku, z którym wziął rozbrat na początku lat 90tych wstrząsającym serial killer movie "Schramm". Historia "Final Girl", najkrótsza z resztą, idzie pierwsza w kolejności. Traktuje o młodej kobiecie zamieszkującej cichy apartament, hodującą okaleczoną świnkę morską i... Przetrzymującą w jednym z pokoi związanego mężczyznę. Przykro mi to stwierdzić, lecz poza jedną dość konkretną sceną gore nie uświadczymy tutaj niestety niczego szczególnego. W fabule opis życia świnki czytany z offu jest zestawiony z historią głównej bohaterki, która postanawia pomścić krzywdy przeszłości na swym oprawcy za pomocą nożyc sekatora. I kiedy czas antenowy Jorga dobiega końca, aż wierzyć się nie chce, że to już wszystko na ten temat. Właściwie oprócz docelowych sekwencji tortur nie dzieje się na ekranie kompletnie nic interesującego - Lola Gave trochę pogłaszcze świnkę, zapali papierosa, odda mocz w toalecie (dwukrotnie), wysłucha audycji radiowej o mordercy ćwiartującym żonę na oczach piątki dzieci i to w sumie tyle. Żywot samobójcy hodującego rybki w "Der Todeskingu" był po tysiąckroć bardziej absorbujący. Do tego muzyka na klawiszach, choć faktycznie zarysowuje dramaturgię nijak ma się do depresyjnych dźwięków zdobiących poprzednie dzieła Niemca, gdzie piętno odcisnął Hermann Kopp, czy dued Muller/Schmitz. Mimo wszystko epizod brutalny ale nie jest to JB jakiego znaliśmy wcześniej.

"Make a Wish", druga opowieść, przypadła w udziale Kosakowskiemu. W fabule para głuchoniemych Polaków udaje się na spacer w zapuszczony rejon miasta. Trafiają do opuszczonego budynku, gdzie pechowo rządy sprawuje grupa wrednych huliganów. Od początku wrogo nastawiona banda odkrywszy polskie korzenie inwalidów daje się poznać jako niemieccy rasiści, chcący za wszelką cenę dać sobie upust mierzony w kroplach krwi. Nie wiedzą, że ich ofiary mają przy sobie tajemniczy amulet chroniący od zła, za sprawą którego dusze potrafią zamieniać się ciałami. O tym co potrafi talizman dowiadujemy się z introspekcji usytuowanej w kontekście Drugiej Wojny Światowej przyozdobionej jedną bezbłędną scenką gore. Niestety po pierwszej historyjce Buttgereita moja cierpliwość i tak wystawiona na ciężką próbę miała przejść kolejny poważny dysonans. "Make a Wish" to strasznie nużąca defilada przemocy, nie tyle niezrozumiała i niepotrzebna, co (nawet pomimo dobrego patentu z talizmanem) zrealizowana bez większego polotu z patetycznym monologiem na koniec. Sami antypatyczni bohaterowie może nie licząc kalekiej polki, jednak w dalszym ciągu postaci dostatecznie anonimowej, która zdaje się być usunięta na dalszy plan. Do tego dochodzi irytujący od samego początku konflikt z finalnym spaleniem polskiego godła. Szczerze? W połowie myślałem, że wyłączę, ale walczyłem do końca.

"Alraune" to trzeci i ostatni epizod "German Angst". Znany i ceniony berliński fotograf Eden umawia się przez internet na pikantną randkę w obskurnym klubie techno. Nowo poznana, uwodzicielska i kusząca Kira w trakcie stosunku oralnego - bowiem para szybko przechodzi do rzeczy - rozmyśla się jednak i opuszcza pośpiesznie miejsce spotkania. Eden oczywiście rusza za nią. Trafia do porośniętej bluszczem kamienicy, gdzie zostaje poinformowany, iż miejsce to jest w istocie klubem a wstęp mają jedynie jego członkowie. Choć sprawa od początku zdaje się być dalece podejrzana rozgorączkowany bohater przystaje na wszystkie dziwne warunki gospodarza byle tylko odszukać swą femme fatale. Wnętrze apartamentu do jakiego zostaje wpuszczony przypomina nieco klimatem "Oczy Szeroko Zamknięte" Kubricka, rzecz jasna jednak nie z takim rozmachem i budżetem, nie jest również nazbyt krzykliwe erotycznie, choć da się tutaj wyczuć ów fetyszystyczną aurę. Gospodarz w ramach wprowadzenia do nowego świata daje Edenowi do spróbowania narkotyk - Mandragorę, legendarny diabelski specyfik o magicznych właściwościach. Wkrótce za sprawą obsesji na punkcie Kiry a także bycia naznaczonym przez złowieszcze ziele całe życie Eden'a zmieni się w prawdziwy koszmar...

Tak jak pierwsze dwie opowieści były nużące, bez polotu i smaku, tak ostatnia z nich jest w tej materii diametralnie inna. Widać tutaj progres pod względem realizacyjnym: staranniejszą rękę, konkretny pomysł, oraz podejście. Z początku nie było może łatwo przestawić mi się na fale Marschalla, bowiem zostałem skutecznie zniechęcony do seansu filmu przez jego poprzedników. Ale w miarę rozwoju wydarzeń dzieło Andreasa nabiera tempa, daje się poznać jako klimatyczne i tajemnicze, zaś wątek przeklętej mandragory przenika prawdziwa magia, obrzędowość, a także mistyka.  Świetne zwroty akcji, z brutalnym jej twistem przy udziale okaleczającej się Kristiny Kostiv, oraz absolutnie bezkompromisowym finałem. "Alraune" kończy się bowiem najbardziej goreowo, mrocznie i ponuro ze wszystkich segmentów antologii. Kompletnie nie pasuje do całości ze względu na swój olbrzymi potencjał.

Czy warto zatem dać szansę "German Angst"? Na to pytanie ciężko będzie odpowiedzieć jednoznacznie. Buttgereit wraz z Kosakowskim w moich oczach dali tu niepowetowaną plamę, nie potrafili niczym wciągnąć kładąc lwią część tej antologii. Nagle z odsieczą zdaje się przychodzić Marschall, dający tutaj tak interesujący popis kunsztu i umiejętności, że mam nadzieję, iż akcja promocyjna "German Angst" pozwoli mu jeszcze bardziej zaistnieć na rynku, by mógł wrócić silniejszy, brutalniejszy i równie niepokojący. Bierzcie na własną odpowiedzialność.

Pokaż inne recenzje tego filmu zwin/rozwin
Pokaż zwiastun / trailer zwin/rozwin
Galeria:
obrazek obrazek obrazek obrazek obrazek obrazek