Killer Workout

Opublikowano: 31-01-2016 przez: Przemo

Specyfikacja filmu:

Kategoria: Horror
Kraj: USA
Rok produkcji: 1987
Czas trwania: 85 min
Reżyseria: David A. Prior
Scenariusz: David A. Prior
Muzyka: Todd Hayen
Zdjęcia: Peter Bonilla
Obsada: Marcia Carr, David Campbell, Ted Prior, Fritz Matthews
Dystrybutor VHS: -

David A. Prior (1956-2015) - kultowy reżyser nieśmiertelnych filmów akcji takich jak sztandarowy "Deadly Prey", "Hell on the Battleground", czy "Final Sanction" zaczynał od kręcenia... Horrorów. Współzałożyciel stajni filmowej AIP jeszcze w pierwszej połowie lat 80tych popełnił na rynek video "Sledgehammer", swoje pierwsze dzieło. Po krótkiej przerwie wrócił do gatunku slasherem "Killer Workout" traktującym o serii morderstw dokonywanych w lokalnej siłowni...

Twórca "Killzone" na potrzeby swojego drugiego horroru dysponował w zasadzie wszystkim, czym przyciągał ów gatunek. Miał całą salę gimnastyczną młodych, wysportowanych kobiet, z których niejedna zrzuciła na planie garderobę, świetną muzykę disco wypełniającą niemal cały film, wyjątkowo pokaźny bodycount a także - dla niektórych przede wszystkim – znane nazwiska w obsadzie, które wkrótce przeszły do historii wraz z jego najważniejszymi filmami. "Aerobi-cide" (alternatywny tytuł na rynek UK) to mianowicie kolejne spotkanie Teda Priora z Fritzem Matthewsem (aka Mika Dantona i porucznika Thorntona z "Deadly Prey"), którzy cholernie się tutaj nie lubią i chętnie piorą po mordach na tle wakacyjnego wschodu słońca, tudzież zmierzchu. A miał się kto mierzyć i o co, bowiem wystarczy wspomnieć, iż prywatnie Matthews był w tamtych latach posiadaczem czarnego pasa w karate, zaś Ted Prior to ex-kulturysta i to wszystko widać na ekranie. Przedmiotem waśni była rzecz jasna kobieta, właścicielka pechowej siłowni Rhonda, czyli urocza Marcia Karr obecna na planie takich filmów jak "Savage Streets", "The Night Stalker", "Death Blow", czy "Maniac Cop".

Jak na porządny slasher przystało historia rozpoczyna się wypadkiem, ale nie byle jakim, ponieważ śledzimy jak młoda i atrakcyjna kobieta zostaje potwornie oparzona w solarium. Akcja następnie przeskakuje w znacznie przyjemniejsze miejsce, by męska część widowni, której kruche serca zostały wystawione w prologu na dość poważną próbę mogła zregenerować zmęczone siatkówki oczu prężnie gimnastykującymi się paniami, robiącymi chętnie szpagaty, a także ochoczo się wypinającymi. Prym początkowo wiedzie tu ich spóźnialska koleżanka odziana w jednoczęściowy kostium spandex zakończony stringami - wprost idealny wybór do wyjść plenerowych, tudzież na ulicę! Jaimy to osoba niezwykle stanowcza, przeprasza Rhondę z pięć razy za niedyspozycyjność i bez nadmiernych tłumaczeń wraca na salę, by w późniejszym terminie móc pogrzebać w jednej z męskich szafek w poszukiwaniu bielizny…

W międzyczasie nadchodzi pora na pierwszy rozlew krwi, gdzie - wybaczcie drobny spoiler - w zgodzie z tradycją kina stalk’n’slash ofiarą pada przedstawicielka rasy czarnej przybywająca pod prysznicem dostatecznie długo, by wszystkie jej koleżanki zdążyły już dawno rozejść się do domów. I tutaj kolejny przyjemny akcent. Okazuje się, że głównym narzędziem popełnianych zbrodni jest w "Killer Workout" gigantyczna agrafka. Jasnym staje się też fakt, iż dzieło Priora nie będzie obfite w szczególnie brutalne sceny, nie wspominając o gore, na rzecz tańszych do wykonania i oszczędniejszych ran kłutych. Mi osobiście to nie przeszkadzało.

Do akcji następnie wkracza detektyw Morgan. W tej roli nikt inny jak David Campbell - kolejny aktor ról ponadczasowych, przewijający się przez większość starych, obskurnych AIP. Morgan "I'm not so other cop" nie potrzebuje wsparcia. Na miejsca zbrodni przyjeżdża zawsze bez obstawy wkraczając na arenę zdarzeń zaraz po odzianych w białe kitle koronerowych prosektorantach. Detektyw nie zostawia śladów DNA, ani odcisków palców, miejsca przestępstw bada bez rękawiczek wyławiając co ciekawsze znaleziska, które może następnie zawadiacko wywalić Rhondzie na biurko, celem zadania kilku dodatkowych pytań. Przedstawia się na końcu.

Tyle ode mnie na zachętę, bowiem każdy miłośnik twórczości Priora niniejszą pozycję po prostu powinien znać. Seans dodatkowo windują w górę wstawki z siłowni, gdzie ćwiczy Chuck (Ted), czy kolekcjoner broni Jimmy (Fritz) przychodzący wyżyć się na ławce do wyciskania po różnych burzliwych perypetiach. Czas na "Killer Workout" płynie niezwykle szybko dzięki stale obecnej tu dobrej, skocznej nucie, licznym treningom fitness młodych bohaterek, a także dużym bodycount'cie i kilku finalnym twistom. Dodatkowo dobra wiadomość dla kolekcjonerów - pod koniec zeszłego roku Slasher // Video przypuścił premierę tego klasyka na nośnikach DVD, oraz Blu-Ray.

Pokaż inne recenzje tego filmu zwin/rozwin
Pokaż zwiastun / trailer zwin/rozwin
Galeria:
obrazek obrazek obrazek obrazek obrazek