La morte vivante (The Living Dead Girl)

Opublikowano: 02-11-2015 przez: Przemo

Specyfikacja filmu:

Kategoria: Horror
Kraj: Francja
Rok produkcji: 1982
Czas trwania: 86 min
Reżyseria: Jean Rollin
Scenariusz: Jacques Ralf, Jean Rollin
Muzyka: Philippe d' Aram
Zdjęcia: Max Monteillet
Obsada: Marina Pierro, Françoise Blanchard, Mike Marshall, Carina Barone
Dystrybutor VHS: -
Jak powszechnie wiadomo jednym z niekwestionowanych ambasadorów Eurohorroru na naszych nienasyconych krwią ziemiach był Jean Rollin. Na przełomie lat 60-tych i 70-tych stworzył on we Francji od podstaw kino wampiryczne sposobami absolutnie niemożliwymi do podrobienia. Pomimo iż najczęściej kojarzy się ów skandalistę głównie ze wspomnianymi rocznikami plugawe nurty exploitation cinema w latach 80-tych bynajmniej nie wyschły, by Rollin mógł popełnić "The Living Dead Girl" – najkrwawszy ze swych ówczesnych obrazów o demonicznej rządzy picia ludzkiej krwi. 

Fabuła "La morte vivante" stanowiła iście podręcznikowy przykład tego, jak w 80's sprzedawano najbardziej nierzeczywiste pomysły na historię oferując horrory niepowtarzalne. W tym wypadku wyobraźmy sobie kilku speców od brudnej roboty z zadaniem pozbycia się niebezpiecznej chemii, którzy jeżdżą po podejrzanych grobowcach, gdzie ulatnia się gaz... Większość fachowców piszących scenariusze stwierdziłoby, że to nie przejdzie na dużym ekranie. Ale tylko spod pióra mistrza fabularny irracjonalizm potrafi za sprawą prawdziwych alchemicznych-horror-procesów przemienić się w złoto. Zatem gdy podczas fuchy panowie wywożący groźne chemikalia wpadają JESZCZE na pomysł ograbienia zwłok w pobliskiej krypcie z biżuterii - nic w tym dziwnego, na ich miejscu zapewne zrobilibyście to samo. Ale jeżeli ktoś ma dalej wątpliwości, jakoby Rollin konwencję złotych patentów na kino grozy wyssał wraz z krwią matki dochodzą do tego jeszcze klasyczne smaczki. Przykładowo jeżeli w gotyckim horrorze jest jakaś grota z trumnami to obowiązkowo o każdej porze dnia i nocy w lokacji muszą palić się pochodnie. Nie pytajcie kto i kiedy je zapala. I jeżeli, z jakichś powodów pod ziemią nagle nastąpi trzęsienie ziemi musicie wiedzieć, że tak po prostu być musiało. Witamy w groteskowo trupiej krainie Jean Rollina!

Jak sam tytuł podpowiada "Living Dead Girl" to horror o zmartwychwstałej wampirzycy, która budzi się z pośmiertnego letargu z silnym zwierzęcym pragnieniem do zaspokojenia. Katakumby, gdzie została pochowana mieszczą się... W jej własnym domu - pokaźnym zamku, do którego nieboszczka udaje swe pierwsze kroki. Ale jest jeszcze coś. Nagle w filmową rzeczywistość wkracza jej przyjaciółka sprzed laty, złączona młodzieńczą przysięgą krwi jakoby w razie śmierci miała podążyć za nią dalej niż sięgają granice życia. Meeting sióstr krwi jest równie odjechany jak cała konwencja "La morte vivante". Rollin ich wzajemną konfrontację po prostu wykłada czarno na białym - nagle w posiadłości zmarłej dzwoni telefon, który Catherine enigmatycznie odbiera i jest to właśnie jej dawna kumpela. Fakt faktem, we flashbackach przyjaźnią się one zawzięcie będą co najwyżej uczennicami pierwszych klas podstawówki, więc mogły nie widzieć się ze 30 lat. Niemniej braterstwo krwi zobowiązuje, zrewidujcie zatem niezwłocznie wszystkie sznyty młodości, albowiem nie znacie dnia ani godziny!

Padają pierwsze ofiary, wszystko z typowym dla reżysera wyczuciem smaku i atmosfery. Po jakimś czasie krucjata morderstw w obrębie zamku zostaje zagrożona przez wścibskie osoby trzecie. Na horyzoncie pojawia się pani fotograf, toteż filmowa tradycja motywów reporterskich trwa tutaj w najlepsze. Niekwestionowanym bohaterem drugiego planu jest natomiast kolega pani fotograf, który kompletnie zlewa fakt, iż jego kompanka przypadkiem zrobiła zdjęcie kobiecie uważanej przez okolicznych mieszkańców za zmarłą przed dwoma laty. Greg nie ulega histerii, siedzi wygodnie na krześle przed miejscową knajpą i wsuwa jabłko zmuszony słuchać nieprawdopodobnych rewelacji towarzyszki. Buńczucznie ma w dupie całą tą aferę, jest kreowany na ponadczasowego ‘everymana’ zmęczonego kobiecym zawodzeniem, jakże więc się z nim nie identyfikować? 

Od strony technicznej wszystko jest tu bez zarzutu. Aktorki zatrudnione przez Rollina są jak zwykle piękne, chce się na nie patrzeć, podziwiać, kontemplować. Erotyka z udziałem postaci pierwszoplanowych jest tu potraktowana o dziwo wyjątkowo oszczędnie, lecz sceny topless jak najbardziej w „Living Dead Girl” występują. Ponadto film oferuje liczne motywy uśmiercania, pojawiają się świetne sekwencje gore, krwi jest tu pod dostatkiem. Na tle poprzednich wampirycznych horrorów francuza klimat zdaje się nieco ustępować ekstremalnej przemocy, co czyni niniejszą pozycję rzeczywiście wyjątkową w dorobku twórcy. Mniej baśniowo, bardziej w stronę Eurotrashu, czyli uściślając: warto sprawdzić. 
Pokaż inne recenzje tego filmu zwin/rozwin
Pokaż zwiastun / trailer zwin/rozwin
Galeria:
obrazek obrazek obrazek obrazek obrazek obrazek