Boa... Nguu yak!

Opublikowano: 18-06-2013 przez: Critters

Specyfikacja filmu:

Kategoria: Animal Attack
Kraj: Tajlandia
Rok produkcji: 2006
Czas trwania: 88 min
Reżyseria: Chaninton Muangsuwan
Scenariusz: Chalart Sriwanda, Manop Udomdej
Muzyka: Phatai Puangjeen
Zdjęcia: Thanut Kruewan
Obsada: Nophand Boonyai, Kiratikorn Ratkulthorn, Sittha Lertsrimonkol
Dystrybutor VHS: -


Tajlandia jest krajem, w którym co roku powstaje bardzo wiele horrorów wszelakiej maści. Głównym zarzutem jaki można kierować pod adresem tajskich reżyserów są fatalne efekty specjalne CGI przypominające te z najgorszych filmów Sci Fi Channel. "Boa" jest filmem kinowym, więc wydawać by się mogło, że z racji dużo wyższego budżetu niż pozycje kierowane bezpośrednio na DVD czy VCD wszystko powinno wyglądać o niebo lepiej. Czy jednak tak jest w rzeczywistości? Zapraszam do recenzji...   

Grupa studentów wybiera się balonem w rejony niedostępnej tajskiej dżungli by odnaleźć zaginionego tam przyjaciela. Dość niespodziewanie ich ''fruwający'' środek transportu zawodzi i młodzież awaryjnie ląduje na drzewie. Nie wiedzą, jednak, że to zaledwie początek kłopotów, które rozpoczynają się dla nich na dobre od momentu napotkania gigantycznego boa dusiciela...  

Długo oczekiwałem tego filmu i kiedy wreszcie płyta DVD trafiła w moje ręce nie zważając na niepochlebne recenzje, wcisnąłem play. Pierwsze co dało mi się we znaki to Tajski język, który z mojej perspektywy brzmi tyleż śmiesznie co denerwująco. Odbiór filmu stał się koszmarem, gdy zorientowałem się, że Tajowie nie wysilii się na dorzucenie angielskich napisów. Całe szczęście, że fabuła jest prosta jak konstrukcja cepa i wszystkiego a przynajmniej większości możemy się domyślić z ekranu. Ile już razy mieliśmy grupę przyjaciół udających się w niedostępne tereny w poszukiwaniu kolegi, po którym wszelki słuch zaginął? No jasne, że jest to schemat eksploatowany bez końca, ale wciąż świetnie się sprawdzający. Dodatkową podpora w owej produkcji ma być równie piękna co niebezpieczna dżungla, w której otchłani czai się gigantyczny gad, który upodobał sobie ludzi na swe posiłki.  

Bez bicia przyznaję, że owe lokacje to najmocniejsza broń tej mimo wszystko bardzo przeciętnej produkcji. Niedostępna dżungla, w której czają się nieznane nam kreatury zawsze się sprawdza. Następna sprawa to aktorstwo, które może doprowadzić do furii nawet najbardziej wytrzymałych. Nie chcę wyjść na rasistę, ale twarze niektórych bohaterów jak i ich zachowanie doprowadzały mnie podczas seansu do szewskiej pasji. Doprawdy nie wiem jak przeprowadzano casting skoro w głównych rolach obsadzono takich tumanów, u których od razu zauważyłem brak umiejętności aktorskich, chociaż nie rozumiem ich języka. Mimika, gestykulacja są tak żałosne, że po prostu brak mi słów.  

  Rzeczą najbardziej istotną było natomiast dla mnie wykonanie tytułowego gada. Jak wiadomo boa dusiciel (Boa Constrictor) to zwierzę bardzo łagodne i zdecydowanie nie wchodzące człowiekowi w paradę. Twórcy filmu zdecydowali jednak przemienić go w krwiożerczą kreaturę złaknioną ludzkiej krwi. Nie pierwszy to przypadek i napewno nie ostatni, ale pojawiają się pewne nieścisłości w zachowaniu węża. Nie będę się tutaj bawić w wykłady herpetologiczne, ale chyba każdy przyzna, że skakanie na dość duże odległości raczej nie jest domeną węży. Tytułowy boa bardzo rzadko pełza po drzewach, natomiast chętnie dokonuje takich skoków, że każdy kangur na świecie by mu pozazdrościł. Chwytania ofiary w paszczę i tarmoszenia nią również do naturalnych zachowań bym nie zaliczył. Można powiedzieć, że się czepiam, ale to właśnie poprzez oddanie naturalnych instynktów węży film może zyskac na realistyczności. Niestety, jeśli wąż tak jak w obrazie Muangsuwana jest niemalże supermanem, to musi to wyglądać śmiesznie i sztucznie. Wykonanie gada było dla mnie osobiście najważniejszym czynnikiem i droga do sukcesu, którego niestety nie udało się osiągnąć. Wygenerowany w pełni komputerowo dusiciel wygląda bardzo nierówno. Momentami prezentuje się znakomicie a czasami (głównie podczas ataków) daje się zauważyć katastrofalne CGI. Mimo wszystko poczułem się stosunkowo usatysfakcjonowany, gdyż tych udanych scen jest trochę więcej.    

Owa produkcja charakteryzuje się również brakiem jakiegokolwiek suspensu. Trudno liczyć w tego typu produkcji na specyficzny, duszny klimat, ale groźna dżungla i jeszcze bardziej niebezpieczny jej mieszkaniec dawały pewne możliwości, niestety zupełnie niewykorzystane. Zawodzi również gore, którego jest bardzo niewiele a sam wąż, choć jest dusicielem, to większość ofiar chwyta do paszczy a następnie wypluwa. Ścieżka dźwiękowa jest dość przeciętna, niczym nie zachwyca, ale da sie posłuchać bez zdenerwowania. Razi również kiepskie zakończenie, któego treści nie będę zdradzać, jednak kazdy zauważy, że jest ono mocno przewidywalne. Na plus zaliczyć moge brak większych dłużyzn, bez których tajski horror nie bardzo potrafi się obejść. Tym razem w dużym stopniu się udało, co bardzo ucieszy chyba każdego widza.  

''Boa'' jest filmem mocno przeciętnym i pomimo wysokiego budżetu nie udało mu się szczególnie wybić. Pociesza jednak fakt, że wciąż wyprzedza większość tandetnych produkcji podobnego kalibru z USA. Warto zaopatrzyć się w wydanie DVD, które zawiera sporo dodatków, takich jak np: tworzenie filmu czy też samego węża. Szkoda jedynie, że zapomniano o angielskich napisach, jednak jak wspominałem na początku z tym mankamentem można jakoś żyć dopóki wiadomo o co chodzi. Polecam wszystkim miłośnikom animali, gdyż jest to pozycja egzotyczna i dość interesująca a z takimi warto się zapoznać.

Pokaż inne recenzje tego filmu zwin/rozwin
Pokaż zwiastun / trailer zwin/rozwin
Galeria:
obrazek obrazek obrazek obrazek obrazek obrazek