Grizzly (Red Machine)

Opublikowano: 15-02-2015 przez: Critters

Specyfikacja filmu:

Kategoria: Animal Attack
Kraj: USA, Kanada
Rok produkcji: 2013
Czas trwania: 93 min
Reżyseria: David Hackl
Scenariusz: Guy Moshe, J.R. Reher
Muzyka: MarcusTrumpett
Zdjęcia: David Liston
Obsada: James Marsden, Thomas Jane, Piper Perabo, Billy Bob Thornton, Scott Glenn
Dystrybutor VHS: -

Nie jest tajemnicą, że dobrych filmów grozy z podgatunku animal attack, delikatnie mówiąc nie powstaje ostatnimi laty zbyt wiele, a gdyby skoncentrować się wyłącznie na pozycjach znakomitych, to lista z łatwością zamknęła by się na palcach jednej ręki. O "Red Machine" po raz pierwszy świat usłyszał w 2011 kiedy to w produkcję zamieszany był Adrien Brody, który miał również zagrać jedną z głównych ról. Ostatecznie plany kompletnie się pozmieniały, film na rozpoczęcie zdjęć czekał blisko 2 lata, a kolejne półtora roku spędził na wygodnej półeczce dystrybutora Open Road Films, który nie kwapił się z wypuszczeniem "Red Machine" na rynek. W USA film w dalszym ciągu czeka na swoją premierę. Europejskim miłośnikom grozy jak zwykle z pomocą przyszli Niemcy, a konkretniej znany dystrybutor Splendid Film, którego nazwa idealnie odzwierciedla film Davida Hackla.

Rowan wraca po 7 latach odsiadki za zabicie człowieka do rodzinnego miasteczka na Alasce, aby odnaleźć przyjaciela z dawnych lat, który zaginął bez wieści w okolicznym lesie. Niedługo po przybyciu na miejsce Rowan wdaje się w bójkę z okolicznym alfonsem, czym przyciąga uwagę swojego brata Becketta, piastującego urząd stróża prawa, z którym łączą Rowana niezbyt przyjazne relacje. Rodzinne zaszłości będą jednak musiały zejść na dalszy plan, bowiem okolicą wstrząsa seria brutalnych ataków dokonanych przez ogromnego niedźwiedzia grizzly...

Kiedy po raz pierwszy przeczytałem o "Red Machine" nastawiony byłem raczej sceptycznie. Za reżyserię odpowiada David Hackl, człowiek, którego jedyny film w reżyserskim dorobku to "Piła V", którą raczej ciężko zaliczyć jako udany debiut. Do tego dość wysoki jak na tego typu produkcję budżet - 10 milionów dolarów i gwiazdorska obsada. Najprościej mówiąc spodziewałem się mdłej papki z komputerowo wygenerowanym grizzly. Wraz z upływem czasu i kolejnymi newsami produkcyjnymi coraz bardziej jednak przekonywałem się do filmu Hackla, który zapowiadał postawienie na żywego niedźwiedzia i animatronikę i klasyczny animal attack rodem z lat 80-tych. Będąc kilka godzin po seansie mogę śmiało i z dumą powiedzieć, że Hackl słowa dotrzymał i dostarczył fanom animali to, czego tak bardzo brakowało w podgatunku od ładnych kilku lat - świetną rozrywkę!

Fabularnie jest raczej standardowo. Mamy dwóch braci, jeden jest tym 'buntownikiem' i 'wyrzutkiem', drugi zastępcą szeryfa. Mamy małe miasteczko na odludziu, dziewczynę z przeszłości, szeryfa (Scott Glenn), który oprócz 'chronienia i służenia' dorabia sobie na boku nieco mniej chlubnym zajęciem, okolicznego myśliwego i łowcę niedźwiedzi (Billy Bob Thornton) i oczywiście piękne panie (Piper Perabo, Michaela McManus, Kelly Curran). Przede wszystkim mamy jednak wielkiego grizzly, który niszczy każdego człowieka jaki znajdzie się w zasięgu jego łapy.

Dużą rolę odgrywa w filmie Hackla aktorstwo. James Marsden to kompletnie nie moja aktorska bajka, ale trzeba przyznać, że swoją rolę, składającą się z miliona klisz, stworzył bezbłędnie. Najwyraźniej odgrzewanie kotleta w remake'u "Straw Dogs" pomogło. Thomas Jane, który od czasu głównej roli w hitowym "Punisherze" nie do końca potrafi się odnaleźć, grając jednocześnie w popularnych serialach, hollywoodzkich blockbusterach, jak i niskobudżetowych produkcjach niezależnych, stworzył tu niezwykle wiarygodną i po prostu świetną kreację. Nie bójmy się powiedzieć, że Jane w "Red Machine" to w pewnym sensie współczesna wersja Christophera George z kultowego "Grizzly" Williama Girdlera. Może nie jest to aż taki twardziel, ale też nie oszukujmy się, to nie lata 80-te. Show mimo wszystko kradną jednak postacie drugoplanowe. Billy Bob Thornton, mimo, że nie potrafię się oprzeć wrażeniu iż swym wyglądem niezbyt przypomina rasowego łowcę niedźwiedzi i myśliwego zdecydowanie daje radę dzięki charyzmie i umiejętnościom aktorskim. Znakomitym dodatkiem okazał się również Scott Glenn w roli miejscowego szeryfa. Glenn w zasadzie niewiele ma do grania, ale to jeden z tych aktorów, który samą prezencją ekranową niszczy młodszych kolegów po fachu. Duże brawa należą się również Piper Perabo, która wcieliła się w postać głuchoniemej Michelle. Rola to niezwykle trudna, a i nieszczególnie mocno rozpisana w scenariuszu. Nie zapominajmy też o niewielkiej roli Kelly Curran, dzięki której na ekranie choć na moment zagościła tak bardzo pożądana w tego typu filmach, golizna.

Kolejną mocną stroną filmu Hackla są zdjęcia i lokacje. Vancouver, w którym kręcono "Red Machine" zapiera dech w piersiach swymi leśnymi ostępami, zaśnieżonymi szczytami górskimi i urokliwymi wodospadami. Zdjęciowiec James Liston przeszedł sam siebie i choć w jego CV figurują głównie produkcje telewizyjne i niezależne, w znakomity sposób nadał projektowi klasyczny 'filmowy' wygląd, jaki dodatkowo dopieszcza znakomita 'bogata' ścieżka dźwiękowa autorstwa Marcusa Trumppa, który mając do dyspozycji całą orkiestrę stworzył wyjątkowo klimatyczny soundtrack, idealny do filmu grozy jakim jest "Red Machine".

Pod względem efektów specjalnych jest różnie. Te, które są, wyglądają z reguły bardzo dobrze. Truchła zwierząt i ogólna 'misiowa rozwałka' prezentują znakomity poziom, a scena z wtargnięciem niedźwiedzia do chatki kłusowników przywodzi na myśl sławetną końcówkę z "Razorbacka". Grizzly jest natomiast 'grany' przez żywego niedźwiedzia Barta, syna Barta Seniora, który naście lat temu atakował bohaterów "The Edge". 

Czy zatem są jakieś minusy? Niewiele, ale jednak kilka mankamentów znajdziemy. Największym jest zdecydowanie końcówka filmu, a konkretniej CGI ogień i CGI niedźwiedź. Grafika komputerowa płomieni samych w sobie jeszcze by jakoś uszła w tłoku, ale nałożenie nań niedźwiedzia dało wyjątkowo mizerny efekt. Na szczęście jest to kilka ekranowych sekund, a tych, którzy właśnie złorzeczą, że zaspoilerowałem im zakończenie, uspokajam - nic z tych rzeczy. Nie ukrywam, że momentami prosiło się też o nieco więcej krwawych scen gore. Kilka ataków niedźwiedzia autentycznie zapiera dech w piesiach i aż prosi się o konkretną rzeźnię, która niestety nie następuje. Osobiście mam nadzieję, że to tylko cięcia Niemców i film zobaczymy jednak w nieco bardziej krwawej odsłonie, gdy ukaże się na DVD w USA. Tam bowiem zmieniono mu rating z PG-13 na 'R'.

"Red Machine" to najlepszy animal od czasu "Rogue" McLeana. Podobnie jak film Australijczyka nie odkrywa on Ameryki, nie posiada drugiego dna, ale jest czystą, pięknie nakręconą rozrywką. Nie jest to może dzieło, aż tak wybitne jak wspomniany "Rogue" ale do arcydzieła animal attack niewiele mu zabrakło. Możliwe, że moja ekscytacja jest nieco nad wyrost, wszakże 'karany' produkcjami Asylum i Syfy Channel zdążyłem już pogodzić się z faktem, że dobry przedstawiciel podgatunku powstaje średnio raz na 4 lata, ale "Red Machine" to zdecydowanie rzecz, którą warto dodać do swej kolekcji i oglądać przynajmniej raz w roku.

Pokaż inne recenzje tego filmu zwin/rozwin
Pokaż zwiastun / trailer zwin/rozwin
Galeria:
obrazek obrazek obrazek obrazek obrazek obrazek