L'isola degli uomini pesce (Wyspa ludzi-ryb)

Opublikowano: 05-12-2014 przez: Przemo

Specyfikacja filmu:

Kategoria: Monster Movies
Kraj: Włochy
Rok produkcji: 1979
Czas trwania: 99 min
Reżyseria: Sergio Martino
Scenariusz: Cesare Frugoni, Luciano Martino, Sergio Donati, Cesare Frugoni
Muzyka: Luciano Michelini
Zdjęcia: Giancarlo Ferrando
Obsada: Barbara Bach, Claudio Cassinelli, Richard Johnson, Beryl Cunningham
Dystrybutor VHS: Imperial

Jest rok 1891. Z tonącego okrętu więziennego ratuje się grupa skazańców wraz z porucznikiem straży. Szalupa ratunkowa trafia na nieznane wody, gdy horyzont pożera mgła gęstości smoły coś atakuje łódź, która rozbija się o wybrzeże wyspy. Rozbitkowie wkrótce odkrywają, iż miejscowy gąszcz kamufluje śmiertelnie niebezpieczne pułapki. Ocalali docierają do cmentarza, lecz tutejsze groby okazują się puste. Tajemnicze znaki wokół świadczą o odbywanych praktykach czarnej magii, jeden ze skazańców od razu rozpoznaje w nich źródła voodoo. Wtem pojawia się ona – Amanda Mervin, zjawiskowo piękna femme fatale, poruszająca się konno. Jest jak światło w mrokach diabelskiej wyspy, a gdy otwiera usta czas zdaje się zatrzymywać. Nieznajoma Wenus PRZESTRZEGA. Sugeruje  natychmiastowe opuszczenie landu zdradzając, że właściciel owych włości nie lubi intruzów. Ale któż by się tym przejmował! Wyspa, której nie ma na mapach, z Barbarą Bach na lądzie, to co najmniej raj na ziemi, rozbitkowie mając tego wyraźną świadomość nie omieszkają więc tu pozostać…

Niebawem trafiają do wielkiej posiadłości Edmonda Rackhama (Richard Johnson), ekscentrycznego bogacza mającego jak przystało na osobnika o jego statusie wuchtę czarnych służących. Porucznik Claude de Ross (Cassinelli) całkiem szybko definiuje go jako mizantropa i paranoika; dość niewdzięczna postawa za udzielenie schronienia nieznajomym ale Johnson to twardy gracz, złość szybko mu mija. W międzyczasie jeden ze skazańców odkrywając skorpiona w sypialni stwierdza jednoznacznie – „Znów voodoo. Skorpion to święte zwierzę, dozorca uwięzionych żywych trupów”. I coś w tym niewątpliwie jest, ponieważ jedna z podwładnych Edmonda okazuje się być kapłanką znającą karaibskie obyczaje bynajmniej nie z widokówek; ponadto jest platonicznie zakochana w dominującym na wyspie białym człowieku, który odmiennie od podlegającej mu hałastry całkiem nieźle się dorobił. Wspominając bowiem na marginesie, Rackham trzepie ‘niezłą kaskę’ dzięki konszachtom z nieobliczalnymi ludźmi-rybami, tajemniczą rasą zamieszkującą wyspę!

Akcja zaczyna przybierać na sile. Rozbitkowie stają się więźniami Richarda Johnsona i ‘one by one’ wpadają w szpony niesamowitych stworów. Sam wygląd ludzi-ryb jest tak genialny, że absolutnie każde ich pojawienie się na ekranie zadziała na serca wielbicieli gumowych potworów równie intensywnie, co seria na sztandze pod kierownictwem Roberta Burneiki – to czyste szaleństwo, ponadczasowa podróż do świata nerwowego wstrząsu, szoku i egzotycznych rybich sterydów! Czy to na pewno dzieło ludzkich rąk, czy Massimo Antonello Gelenga (design kostiumów) oraz duet Dino Galiano & Paolo Ricci (efekty specjalne) nie byli przypadkiem jednymi z… Nie, zapomnijcie o tym, to nie może być prawda! Faktem natomiast jest, iż przy pomocy ludzi-ryb udało się stworzyć inny, obłędny świat, którego ram nie sposób określić żadną ludzką, ułomną miarą. Naturalnie natchnienie twórców filmu nie wzięło się znikąd, bezpośrednią inspiracją ku popełnieniu ów dzieła było  „Widmo nad Innsmouth„ pióra Howarda Phillipsa Lovecrafta. 

Należy również przytoczyć w tym miejscu całą historię wiążącą się z „L’isola degli uomini pesce”, który trafił na amerykański rynek najpierw jako „Something waits in the dark”, a następnie – po ponownej zmianie tytułu – „Screamers”. Za całą operację odpowiadał Jim Wynorski, to pod komandem tego legendarnego dżentelmena dokręcono prolog trwający niespełna 12 minut. Wynorski przeszedł w tym miejscu samego siebie, bowiem jego wkład do filmu jest tak bezcenny, iż przy pierwszym kontakcie z nową wersją „Wyspy…” można odnieść wrażenie, że cała produkcja powinna tak właśnie wyglądać. Prolog jest bowiem totalnie stylowy, mroczny, tajemniczy, wreszcie obskurnie gore'owy. Kto w ciemno podejmie się seansu „Screamers” będzie zachodził w głowę, dlaczego Martino nagle zmienia klimat filmu z wymiotującego pajęczynami grobowca in vein of Lucio Fulci na wartkiej akcji przygodówkę - a to jeno amerykańskie czary-mary. Ostatecznie podsumowując, ciężko jest o ocenę filmu posiadającego dwie wersje w dodatku tak ze sobą kontrastujące. Bez wątpienia przedsięwzięcie Martino stanowi opus co najmniej bardzo dobry, poszerzony o nowy materiał ociera się wręcz o dzieło wybitne. Posiadacze unikatowego wydania Imperial winni zatem przeżyć magię „Wyspy ludzi ryb” na nowo uzupełniając kolekcję o obłędnie podrasowane „Screamers” z zagranicznego wydania, wrzaskom niech nie będzie końca! 

Pokaż inne recenzje tego filmu zwin/rozwin
Pokaż zwiastun / trailer zwin/rozwin
Galeria:
obrazek obrazek obrazek obrazek obrazek obrazek