Night of the Living Bread

Opublikowano: 03-09-2014 przez: MauZ

Specyfikacja filmu:

Kategoria: Krtki Metra
Kraj: USA
Rok produkcji: 1990
Czas trwania: 8 min
Reżyseria: Kevin S. O'Brien
Scenariusz: -
Muzyka: Ken Hymes, Wenda Williamson
Zdjęcia: -
Obsada: Vince Ware, Katie Harris, Robert J. Saunders, Gina Saunders
Dystrybutor VHS: -

Horror jest gatunkiem niewątpliwie specyficznym. Gdzie, jak nie w kinie grozy, można licznie ustanawiać swoiste rankingi i plebiscyty. Najgłupszy tytuł, najbardziej kiczowate wykonanie, najbardziej absurdalny czarny charakter itp. a propozycji na różnorakie „naj” można mnożyć w nieskończoność. Czego to my już nie mieliśmy... Morderczy Pinokio? Był. Żądny krwi bałwan? Już jest. Mściwa lalka Tiki? To też mieliśmy okazję już oglądać... Myślicie, że nic nie jest już Was w stanie zaskoczyć? W takim razie bójcie się, bo zbliża się noc. Noc żyjącego chleba…

Jeżeli ktoś na sam widok tytułu tego filmu nie wybuchnął potężną salwą śmiechu to może sobie darować bliższe zapoznanie się z tą produkcją. Młode małżeństwo przyjeżdża na cmentarz aby uczcić pamięć swoich bliskich. Nie wiedzą jednak, że jedno z nich już niedługo dołączy do zmarłej rodziny... Zaraz, zaraz, skąd my to znamy? Oczywiście musimy cofnąć się do roku 1968. Daty przełomowej dla horroru. „Night of the Living Bread” to zabawa słowem na temat nazwy filmu George'a Romero „Night of the Living Dead”, lecz na samym tytule nie koniec. Dzieło Kevina S. O'Brien'a to 8 minutowa parodia „Nocy Żywych Trupów”. Do filmu podchodziłem z dużym dystansem i ostrożnością, ponieważ NOTLD to żelazny klasyk, istna legenda, a dla mnie jeden z najważniejszych tytułów w historii kina grozy. 

Wszelkie obawy rozmyły się zaraz po pierwszej scenie, która wywołała u mnie głośny śmiech i ogromny uśmiech na twarzy. Taki stan towarzyszył mi do samego końca, a powodów ku temu miałem dostatek. W filmie zostało sparodiowane dosłownie wszystko co charakterystyczne dla zombie movies, w szczególności to co mogliśmy oglądać w „Nocy żywych trupów” w dodatku w sposób niesamowicie udany. Ucieczka, klimat osaczenia, ostrzegające komunikaty radiowe, krytyczne materiały telewizyjne, obrona przed liczebnie przeważającym napastnikiem itd. Najwięcej przyjemności z seansu odczują jednak Ci, którzy zapoznali się wcześniej z „Nocą żywych trupów”. Oglądać znanych motywów w krzywym zwierciadle wykonanych z takim wyczuciem i taktem nie mamy okazji obserwować zbyt często. Metraż pomimo totalnej absurdalności sytuacji (tak wiem, żywe trupy też nie są szczytem realizmu) zachowany jest w jak najbardziej poważnym tonie co dodatkowo potęguje komizm sytuacyjny. Film to amatorski i undergroundowy, ale nie posiada absolutnie żadnych wad charakterystycznych dla niskobudżetowych produkcji. Po prostu czysta przyjemność płynąca z ekranu.

„Night of the Living Bread” powstał w roku 1990 i po prostu nie mogę zrozumieć dlaczego cały czas jest o tym filmie tak cicho, nawet wśród fanów kina grozy. Na produkcje z serii „Straszny film” do kin uczęszczały setki tysięcy osób, „Wysyp żywych trupów” też przyciągnął dość sporą widownię. Popularność zdobyły też „Egzorcysta 2 i 12” i „Dracula – wampiry bez zębów” z Leslie Nielsenem w roli głównej, ale o tej 8 minutowej perełce panuje absolutna cisza. Istnieją karykatury, na których istnienie została spuszczona kurtyna milczenia i słusznie, ale „Night of the Living Bread” to parodia idealna o której powinno się mówić mimo tego, że to produkcja amatorska i krótkometrażowa.

Pokaż inne recenzje tego filmu zwin/rozwin
Pokaż zwiastun / trailer zwin/rozwin
Galeria:
obrazek obrazek obrazek