The Great Alligator (Wielki krokodyl)

Opublikowano: 02-09-2014 przez: Przemo

Specyfikacja filmu:

Kategoria: Animal Attack
Kraj: Włochy
Rok produkcji: 1979
Czas trwania: 90 min
Reżyseria: Sergio Martino
Scenariusz: George Eastman, Cesare Frugoni, Ernesto Gastaldi, Sergio Martino, Mara Maryl
Muzyka: Stelvio Cipriani
Zdjęcia: Giancarlo Ferrando
Obsada: Barbara Bach, Claudio Cassinelli, Mel Ferrer, Romano Puppo
Dystrybutor VHS: Imperial

Na kartach eurohorroru Sergio Martino zapisał się początkowo kręconymi w latach 70-tych filmami giallo. Pod koniec tego okresu Włoch popełnił również trzy bardzo zbliżone tropikalnym klimatem obrazy zapoczątkowane przez „Górę boga kanibali”. Rok po powstaniu tegoż dzieła zawiązuje się współpraca Martino z Barbarą Bach, bohaterką jego dwóch kolejnych filmów – „Wyspy ludzi ryb”, oraz „Wielkiego krokodyla”. W ostatnim z nich Sergio powraca zdjęciami na Sri Lankę, choć tym razem obeszło się bez atmosfery skandalu towarzyszącego „Mountain of the Cannibal God” za liczne sceny mondo. 

Do egzotycznego hotelu Paradise przybywa ekipa turystów, w tym fotograf i modelka. Dobrze prosperujący, kosztowny interes przysparza jednak problemów miejscowej ludności. Tubylcy uważają, że zakłócenie spokoju na tutejszych ziemiach przywraca do życia złego ducha, jakim jest krwiożerczy, olbrzymi aligator. Legenda okazuje się być prawdziwa – wkrótce jeden z wojowników plemienia wraz z towarzyszącą mu modelką giną pożarci przez ów boską inkarnację. Tymczasem hotel pęka w szwach od wycieczek. Niebawem goście staną się celem okolicznej fauny, niebezpieczeństwo niesie zarówno legendarne stworzenie grasujące po okolicznych wodach, jak również szukający zemsty tubylcy. 

Kolejny unikat na półkach naszych wideotek wydany przez Imperial z bardzo smakowitą okładką. Wraz z nim powraca sprawdzona ekipa Martino, gdzie u boku Bach jako fotograf występuje Claudio „nie usiadłbym na ryju krokodyla za wszystkie czeki z Medison Avenue” Cassinelli. Co ciekawe ekranowa para pomimo wspólnej walki o przetrwanie jakimś cudem nie wdaje się w romans. Winy za to nie ponosi z pewnością Claudio, który puszczającej do niego oczka filmowej Alice posyła w końcu - Chciałabyś żebym się rozebrał? Prawdopodobnie zabrakło tu przysłowiowej kropki nad i, w myśl słów popularnej piosenki Braci Figo Fagot, aby jednak "pytać o cenę, zamiast czaić się z kwiatami" - kobieta bowiem w jakiś niewytłumaczalny sposób zbywa uczciwą propozycję i ośmiela się nie zakochać w fotografie. Na domiar bohaterka grana przez Basię wcina się w podryw Peterowi (świetny jak zawsze Romano Puppo), udaremniając mu uwiedzenie okolicznej dzikuski. Krótko mówiąc wyjątkowo charakterna z niej dziwka!

Niestety Romano Puppo znany m.in. z genialnego „Robomana” Bruno Mattei, występuje tu w roli drugoplanowej, zatem jest go w filmie zwyczajnie mało. Dokarmia krokodyle sutą zwierzyną, a wypływając łodzią w teren zabiera shotgun, daje sobie również z Cassinellim parę razy po zębach, lecz to byłoby w zasadzie na tyle. Mimo wszystko kult Romano Puppo ma się dobrze po tym występie, ale to niech już każdy oceni sam. Jest jeszcze młoda Collatina, ruda dziewczynka z „Domu przy cmentarzu” Fulciego, stanowiąca typowo włoski akcent filmowy. Wprowadza nieco motywów humorystycznych, np. spytana przez Alice czy się z nią pobawi odpowiada krótko ale dosadnie: „Ja jestem jak mama, bawię się tylko z chłopcami”. Właściciel hotelu to weteran szklanego ekranu Mel Ferrer, modelowy biznesmen do samego końca udający przed turystami, że wszystko jest okej, a wokół wcale nie znikają ludzie. Warto także pamiętać o występie Richarda Johnsona znanego z całej kopalni filmów, w tym „Zombie 2”, do którego należy tutaj sympatyczny epizod szalonego księdza-pustelnika. 

Pora na danie główne „Great Alligator River”, mianowicie tytułowego aligatora (mimo wszystko NIE krokodyla, jak sugeruje choćby polski dystrybutor). Sceny gore w jakości VHS nie są aż tak przejrzyste jak na płytach DVD z poprawionym obrazem. Oglądając film na video można odnieść spotęgowane wrażenie, iż ataki Kruny pozostawiają więcej do życzenia, niż ma to miejsce w rzeczywistości. Potwór wygląda interesująco, jest duży i głodny, aczkolwiek na DVD jego wygląd udało się ładniej wyeksponować. Chociaż Kruna urządza niemałą jatkę w sekwencji finałowej (niezależnie już od tego na jakim nośniku odtwarzamy film), mimo wszystko nie jest to aż taki słony gorefest jak można by tego oczekiwać. Ponadto zanim dochodzi do finałowej potyczki ofiar jest jak na lekarstwo, wbrew obietnicom Imperiala na odwrocie pudełka, gdzie widnieje klasyczne: Zakłócono spokój Wielkiego Krokodyla, który teraz zaczął METODYCZNIE eliminować intruzów. 

We wspomnianym finale bodycount na szczęście ostro wzrasta, co zdaje się być nagrodą za pewne dłużyzny wypełniające film Martino. Te ostatnie stanowią najpoważniejszą bolączkę „Wielkiego krokodyla”. Film długo się rozkręca, wprawdzie zawiera smaczki dokumentujące faunę Sri Lanki, gdzie nawet wodospad z „Mountain…” jest ten sam (kobry również wracają), jednak ma się wrażenie, że brakuje tu intensywności znanej ze wspomnianej „Góry boga kanibali”, w czym upatrywać można ostatniej szansy rozruszania niniejszego spektaklu. Ostatecznie wyszedł z tego przyzwoity horror o legendarnym bogu-aligatorze, co najbardziej docenią miłośnicy włoszczyzny, oraz talentu i urody Barbary Bach. 

Pokaż inne recenzje tego filmu zwin/rozwin
Pokaż zwiastun / trailer zwin/rozwin
Galeria:
obrazek obrazek obrazek obrazek obrazek obrazek