The Land Unknown

Opublikowano: 27-01-2014 przez: Ślepy

Specyfikacja filmu:

Kategoria: Monster Movies
Kraj: USA
Rok produkcji: 1957
Czas trwania: 78 min
Reżyseria: Virgil W. Vogel
Scenariusz: Charles Palmer, William N. Robson, László Görög
Muzyka: Henry Mancini, Heinz Roemheld, Hans J. Salter, Herman Stein
Zdjęcia: Ellis W. Carter
Obsada: Jock Mahoney, Shirley Patterson, William Reynolds, Henry Brandon
Dystrybutor VHS: -

Antarktyda. Najbardziej nieprzyjazny człowiekowi kontynent zajmujący powierzchnię ponad 13 milionów kilometrów kwadratowych. Średnia roczna temperatura tego w większości skutego lodem lądu to mniej więcej minus 55 stopni Celsjusza, co już samo w sobie mówi wiele o warunkach, z jakimi przyszło się zmierzyć wielu ekspedycjom badawczym, które w ciągu ostatnich dwóch stuleci starały się eksplorować ten wcześniej kompletnie nieznany ludziom teren. W roku 1947 jedna z takich ekspedycji odkryła na Antarktydzie tzw. oazy ciepła, czyli miejsca, które są wolne od lodu. 

Z pewnością podziałało to na wyobraźnię twórców w Hollywood, którzy zafascynowani kolejnymi ciekawymi odkryciami, jakich dokonywano w różnych częściach globu z lubością przenosili tego typu historie na ekran filmowy, dodając od siebie niezbędny faktor rozrywkowy, objawiający się w większości pod postacią pradawnych stworzeń, które „gdzieś tam” przetrwały i czekają na odkrycie przez człowieka. Dinozaury, smoki czy pierwotni ludzie już od czasów „The Lost World” Harry’ego O. Hoyta jak nic innego działały na wyobraźnię widzów, a po ogromnym sukcesie „King Konga” mającym miejsce niecałą dekadę późnej, oczekiwania bywalców kin zostały tylko i wyłącznie rozbudzone. Filmowcy prześcigali się w przenoszeniu na ekrany kolejnych, coraz bardziej nieprawdopodobnych wizji na ekran - a to podróżowano do wnętrza Ziemi, a to odkrywano gdzieś w dżunglach Amazonii niezbadane tereny zamieszkiwane przez dinozaury. Zgodnie z tym trendem w roku 1957 powstał film, który był niejako odpowiedzią na coraz większy „boom” na badania prowadzone pośród niedostępnych do tej pory, skutych lodem terenów Antarktydy, które szczególną popularnością cieszyły się właśnie w latach 50-tych. „The Land Unknown” to niskobudżetowy film wytwórni Universal, który jedną z tego typu historii pokazuje.

Wyprawa naukowa na Antarktydę ma potwierdzić odkryte niedawno w tamtych okolicach tereny, które w odróżnieniu od reszty ogromnych połaci tego kontynentu nie są pokryte lodem. Po dopłynięciu na koło podbiegunowe licząca 4 osoby ekspedycja (trzech mężczyzn plus kobieta) zostaje wysłana śmigłowcem, by przyjrzeć się z lotu ptaka naziemnym wodom wulkanicznym, dzięki którym owe ciepłe oazy mają rację bytu. Znalazłszy się nad jedną z nich, grupa pod dowództwem komandora Harolda 'Hala' Robertsa otrzymuje komunikat o pogarszających się warunkach atmosferycznych, po czym pilot dostaje nakaz natychmiastowego zawrócenia. Helikopter wlatuje jednak w gęste chmury przez co lekko zbacza z trasy. W wyniku kolizji z bliżej niezidentyfikowanym latającym gadem maszyna ląduje awaryjnie 3 tysiące stóp poniżej poziomu morza pośród fauny i terenów rodem z epoki mezozoiku. Czwórka badaczy na skutek zniszczenia jednej z kluczowych części śmigłowca uwięziona zostaje w tej zapomnianej przez czas krainie, którą jak się okazuje władają wielkie prehistoryczne gady a także pewien człowiek, którego tajemnica może okazać się dla nich tak wybawieniem jak i katalizatorem do nieludzkich zachowań…

„The Land Unknown” Virgila W. Vogela, tak jak wspominałem na początku tego tekstu, podejmuje temat wypraw naukowych mających na celu odkrycie niezbadanych dotąd rejonów Antarktydy, czyniąc to jednak w typowy dla rozrywkowego amerykańskiego kina s-f lat 50-tych sposób, wplatając w całą opowieść elementy tak fantastyki naukowej, kina przetrwania jak i (może nawet przede wszystkim) romansu. Fabuła to schemat bardzo typowy i często spotykany w filmach tamtego okresu - grupka śmiałków (w tym obowiązkowo piękna blond niewiasta) trafia na niezbadany dotąd ląd, przeżywając mniej lub bardziej zagrażające ich życiu przygody. Oczywiście zabraknąć w tym wszystkim nie może tajemniczych, prehistorycznych stworzeń oraz górnolotnych przemów i elaboratów na temat kondycji moralnej człowieka w obliczu śmiertelnego zagrożenia. To ostatnie oczywiście wypada najsłabiej i punktu widzenia dzisiejszego widza może co najwyżej śmieszyć, ale takie to już były czasy, że aktorzy oprócz uciekania po sztucznej dżungli przed gumowymi dinozaurami musieli przemycić także kilka „ważniejszych” kwestii. W „The Land Unknown” tego typu wywody także mają miejsce, lecz na szczęście to nie one są dominującą częścią całego obrazu. Wiadomo, bohaterowie podialogować sobie muszą, jednak dla widza oglądającego tego typu film zawsze jest lepiej, gdy zza krzaków wyskoczy jakiś wielki gad i pogoni ich trochę po dżungli nie dając za bardzo okazji do snucia tego typu górnolotnych rozważań. 

Od strony technicznej obraz Vogela ewidentnie cierpi na syndrom charakterystyczny dla niskobudżetowych monster movies z lat 50-tych, tj. „mamy mało kasy i nawet nie staramy się tego zatuszować”. Modelik helikoptera wklejony na nakręcone wcześniej zdjęcia dokumentalne ukazujących piękno krajobrazów Antarktydy, żywe jaszczury (w tym wypadku warany szare) walczące „na śmierć i życie” czy ludzie poprzebierani w gumowe kostiumy udający wielkie przedpotopowe gady to tylko kilka przykładów zastosowanych w filmie tricków. Efekty specjalne nawet wtedy musiały budzić raczej uśmiech politowania niż zachwyt i opad szczęki, bo gdzie im tam do innowacyjnych i efektownych technik slo-mo udoskonalanych w tamtym okresie przez Raya Harryhausena. Odpowiedzialni za nie Roswell A. Hoffmann oraz Clifford Stine, choć w branży znani i cenieni, nie mieli jak to się mówi „za bardzo z czego strzelać”, stąd też i efekt ich pracy na kolana nikogo raczej nie powali. 

Wśród fanów monster movies sprzed pół wieku szczególnym „kultem” obrósł na pewno wizerunek T-Rexa, jaki Vogel pokazał widzom w swoim filmie. Dinozaur to oczywiście kaskader w gumowym i raczej średniej jakości kostiumie, który krocząc ślamazarnie po antarktycznej dżungli jest zdecydowanie najwolniejszym a także i najbardziej garbatym filmowym dinozaurem w historii kina. Równać się z nim może jedynie jego „brat bliźniak” z późniejszego o 20 lat amerykańsko-japońskiego „The Last Dinosaur” oraz pokraczne dinozaury z japońskich kaiju, chociaż i tak bestia Vogela kładzie je swoim komicznym wyglądem dosyć łatwo na łopatki. Oprócz króla jaszczurów, w „The Land Unknown” bohaterów atakują takie bestie jak latający pterozaur, wspomniane wcześniej warany monstrualnych rozmiarów a także wodny gad elasmozaur, który objawia się nam pod postacią dosyć starannie wykonanej kukiełki, sprawiając z tego całego towarzystwa chyba najlepsze wrażenie. Z powodu niskiego budżetu zrezygnowano całkowicie z efektów poklatkowych, co dla jednych będzie może i jakimś plusem, zaś dla innych (w tym nie ukrywam dla mnie) raczej minusem obrazu, gdyż nawet najgorsze poklatkowe animacje są w mojej opinii dużo ciekawsze niż to, co zaprezentowano nam tutaj. Na deser otrzymujemy jeszcze mało ruchliwą mięsożerną roślinę z mackami oraz jak najbardziej żywą małpiatkę, dzięki której otrzaskany w teorii ewolucji filmowy komandor Roberts ma okazję wygłosić krótki wykład o pradziejach człowieka.

„The Land Unknown” to obraz bardzo przeciętny i nawet przez fanów monster movies z lat 50-tych powinien być traktowany raczej jako swego rodzaju ciekawostka niż poważny kandydat do grona „ulubionych”. Ze wszystkich stron wylewa się na widzów jego realizacyjna „taniocha” a wizerunek filmowego T-Rexa może u mniej obytych z tego typu kinem widzów wywołać salwy spazmatycznego śmiechu, a u tych bardziej wymagających nawet uczucie zażenowania. Jednak nie jest to film do końca zły a jego kiczowatość też w jakiś tam sposób wyróżnia go spośród wielu innych podobnych mu obrazów. Kilka fajnych akcji z gumowymi dinozaurami, trochę niezłych efektów optycznych, ciekawa i klimatyczna choć oklepana muzyka a także solidne kreacje aktorskie mimo wszystko nie pozwalają mi wystawić niższej oceny niż ta znajdująca się dokładnie pośrodku skali, aczkolwiek z adnotacją - „rzecz tylko dla miłośników tego typu kina”.

Pokaż inne recenzje tego filmu zwin/rozwin
Pokaż zwiastun / trailer zwin/rozwin
Galeria:
obrazek obrazek obrazek obrazek obrazek obrazek