Hardware

Opublikowano: 31-12-2013 przez: Ślepy

Specyfikacja filmu:

Kategoria: Sci-Fi / Fantasy
Kraj: Wielka Brytania
Rok produkcji: 1990
Czas trwania: 93 min
Reżyseria: Richard Stanley
Scenariusz: Steve MacManus, Kevin O'Neill, Richard Stanley, Michael Fallon, Michael Apostolina
Muzyka: Simon Boswell
Zdjęcia: Steven Chivers
Obsada: Dylan McDermott, Stacey Travis, John Lynch, William Hootkins
Dystrybutor VHS: Opal

Cyberpunk to nurt w kinematografii wywodzący się bezpośrednio z literatury science fiction. Głównymi elementami składowymi owego nurtu są ludzie i maszyny, z naciskiem na te drugie. Świat cyberpunku zdominowany jest przez zaawansowane technologie komputerowe, które mają wielki wpływ na życie ludzkie – można by rzec, że jedno z drugim jest nierozerwalnie powiązane a ludzie w dużym stopniu są uzależnieni czy też ubezwłasnowolnieni przez otaczającą ich technologię, którą przecież sami stworzyli. W nurt ten wpisuje się też wiele filmów, będących tworami balansującymi na pograniczu fantastyki naukowej i horroru. Jednym z takich obrazów jest „Hardware” Richarda Stanleya, znany również pod tytułem „M.A.R.K. 13” – produkcja brytyjska oparta na raczej mało znanej, krótkiej komiksowej noweli zatytułowanej „SHOK! Walter's Robo-Tale” wydawnictwa 2000AD.

Post-nuklearna pustynia. Pewien wędrowiec i zbieracz złomu nazywany Nomadem znajduje wystające z piasku szczątki robota. Odsprzedaje je Mosesowi Baxterowi gdyż ten uważa, że będzie to idealny prezent dla jego dziewczyny Jill, która na co dzień zajmuje się tworzeniem rzeźb z różnego rodzaju odpadków. Mężczyzna jak postanawia tak też robi, wskutek czego szczątki maszyny trafiają do rąk kobiety, która używa ich przy tworzeniu swej nowej rzeźby. W nocy dochodzi jednak do niecodziennego wydarzenia – otóż okazuje się, że robot nie jest tak do końca zniszczony i po samo aktywacji przystępuje do naprawienia usterek wykorzystując wszelkie dostępne wokoło materiały. Wkrótce niczego nieświadoma Jill będzie musiała stanąć do nierównej walki z maszyną, która od samego początku została zaprojektowana i zaprogramowana w celu eksterminacji istot ludzkich…

Fabuła filmu choć dosyć prosta jest zarazem bardzo ciekawa i stwarzająca spore pole do popisu dla reżysera – pole, które pochodzący z RPA Richard Stanley wykorzystał znakomicie, tworząc z pewnością jeden z najlepszych horrorów sci-fi w historii. Jednak by moje pochwały dla twórcy o dwa lata późniejszego onirycznego horroru „Dust Devil” nie były bezpodstawne, pozwolę sobie pokrótce napisać, co aż tak zachwyciło mnie w recenzowanym właśnie filmie. Wspomniałem przed chwilą o dość prostej linii fabularnej, która jest pierwszym atutem dzieła Stanleya. Prostej, nie znaczy automatycznie głupiej, co można zaobserwować w tym przypadku – całość zawiera w sobie choćby wiele nawiązań do Biblii, co też uważny widz z pewnością wyłapie. Jednak największym plusem filmu jest jego klimat, na który w wielkim stopniu wpływa świat przedstawiony – post-apokaliptyczny obraz przyszłości został wykreowany naprawdę znakomicie, w czym w dużym stopniu pomagają rewelacyjne zdjęcia Stevena Chiversa. 

„Hardware” jest ponury, przeżarty do cna rdzą, wszędzie dookoła walają się szczątki różnych maszyn a horyzont wypełniają fabryki i wielkie wysypiska usypane z różnych metalowych odpadów. Całość skąpana jest w różnych odcieniach czerwieni i lekko przyblakłej barwy pomarańczowej, tworząc klimat zepsutego, zniszczonego a jednak w jakiś sposób wciąż żywego świata. Na jednej z takich właśnie opustoszałych i z pozoru pozbawionych życia pustyń Nomad odkrywa szczątki robota bojowego M.A.R.K. 13, który trafia w ręce głównej bohaterki filmu Jill. Od tego momentu zaczyna się najbardziej trzymająca w napięciu część tej produkcji, która o dziwo rozgrywa się w maleńkim mieszkaniu podniszczonego wieżowca. Przez większą część czasu trwania filmu jesteśmy świadkami heroicznego boju z maszyną, która ma tylko jeden cel – zlikwidowanie wszystkich istot ludzkich, które spotka na swojej drodze. Robot także nie jest doskonały – poskładany z wielu znalezionych części mechaniczny twór zrobi jednak wszystko, by naprawić swe usterki a potem wykonać zaprogramowane przez konstruktorów zadnie. Dzięki temu jesteśmy świadkami świetnej sceny samo naprawienia się przez wojskowego cyborga, który w końcu zaczyna siać niemałe spustoszenie w mieszkaniu przerażonej Jill. 

Filmowy M.A.R.K. 13 został zaprojektowany i wykonany znakomicie a zadania tego podjęło się studio Image Animation, tworzące efekty specjalne do takich produkcji jak choćby „Hellraiser”, „Highlander” czy w końcu „Nightbreed”. Budżet „Hardware” był bardzo skromny jak na tego typu film, bo zamknął się w kwocie raptem 1,5 mln dolarów, co jednak nie przeszkodziło w żaden sposób w wykreowaniu sugestywnego, realistycznego świata przyszłości a także skonstruowaniu animatronicznego robota, którego wygląd samej głowy przysparza o dreszcze i jest dosyć niepokojący. Jedno wiem na pewno – sam tego typu ustrojstwa na swojej drodze absolutnie nie chciałbym spotkać. Słówko może o aktorach, którzy swe role odgrywają dosyć sprawnie. Stacey Travis jako Jill spisuje się bardzo dobrze, podobnie jak Dylan McDermott w roli jej chłopaka Mosesa. Ten drugi miał do odegrania jedną z najbardziej charakterystycznych scen filmu, jednak nie napiszę jakiej by nie psuć przyjemności z seansu tym, którzy „Hardware” jeszcze po prostu nie widzieli. Świetna jest także postać obleśnego grubasa – podglądacza obserwującego na co dzień każdy ruch Jill. Jako że tego typu praktyki nie są zbyt przyjemne dla osoby podglądanej osobnik ten skończy w jedyny możliwy, jakże efektowny i krwawy sposób. W ogóle film jest stosunkowo brutalny i choć jakiejś gigantycznej orgii krwi tu nie uświadczymy, to jednak kilka znakomicie wykonanych scen gore będzie nam dane zobaczyć. Brutalność cyborga jest ponadto uwypuklona poprzez niezwykle ciężki i duszny klimat całej tej opowieści, przez co zdecydowanie jest to film dla dorosłego widza, tym bardziej, że młodzież wychowana na nieustannej akcji i kolorowych komputerowych efektach nie znajdzie tu nic dla siebie. 

„Hardware” posiada niespieszne tempo, akcja rozwija się powoli przez co momentami film trochę się dłuży, jednak jest to tak naprawdę jedyny minus tej produkcji. Na koniec warto wspomnieć o przewijających się przez ekran gwiazdach muzyki rockowej, które zaszczyciły swoją obecnością „Hardware”. Carl McCoy, wokalista zespołu Fields Of The Nephilim gra tutaj rolę Nomada, Lemmy z Motörhead kierowcę wodnej taksówki a Iggy Pop jest swego rodzaju narratorem całej opowieści użyczając swego głosu szalonemu didżejowi radiowemu znanemu pod ksywką Angry Bob. Całości dopełnia telewizyjny występ grupy Gwar, podczas którego usłyszeć możemy swoisty hymn filmu, mianowicie utwór "Stigmata" metalowo - industrialnego zespołu Ministry. Ponadto ścieżkę dźwiękową uzupełnia znakomicie ilustracja muzyczna autorstwa Simona Boswella z niezwykle charakterystyczną, lekko country'ujacą gitarą na czele. W ramach ciekawostki warto też napisać, że Stanley miał w planach nakręcenie sequela zatytułowanego "Hardware II: Ground Zero", który miał być bardziej zbliżony do stylistyki westernowej jednak do realizacji tego projektu nigdy nie doszło ze względu na nieporozumienia wytwórni Miramax z producentem Paulem Trijbitsem

„Hardware” to ponury, brutalny i niezwykle sugestywny obraz przyszłości – przyszłości zniszczonej, zmechanizowanej, przerdzewiałej. Richard Stanley dysponując skromnym budżetem stworzył film niemal bezbłędny, jednak trochę, według mnie zupełnie niesłusznie, zapomniany. To gwarantujący chwile prawdziwej grozy horror science fiction ze znakomicie zaprojektowanym i wykonanym, autentycznie strasznym, bezwzględnym cyborgiem w „roli głównej”. Kiedyś Dario Argento miał podobno powiedzieć, że „Hardware” to „przerażająca wizja przyszłości”. Ja mogę się pod tymi słowami tylko podpisać. Gorąco polecam.

Pokaż inne recenzje tego filmu zwin/rozwin
Pokaż zwiastun / trailer zwin/rozwin
Galeria:
obrazek obrazek obrazek obrazek obrazek obrazek