The Last Dinosaur (Ostatni dinozaur)

Opublikowano: 31-12-2013 przez: Ślepy

Specyfikacja filmu:

Kategoria: Monster Movies
Kraj: USA, Japonia
Rok produkcji: 1977
Czas trwania: 95 min
Reżyseria: Alexander Grasshoff, Shusei Kotani
Scenariusz: William Overgard
Muzyka: Maury Laws
Zdjęcia: Masaharu Ueda (jako Shoji Ueda)
Obsada: Richard Boone, Joan Van Ark, Steven Keats, Luther Rackley
Dystrybutor VHS: -

Tyrannosaurus Rex jeszcze do niedawna uważany był przez naukowców za największego i najgroźniejszego przedstawiciela teropodów – mięsożernych dinozaurów żyjących na Ziemi miliony lat temu. W wielu filmach przedstawiany był jako krwiożerczy łowca i drapieżnik, król wszystkich przedpotopowych gadów. I choć dziś większość ówczesnych teorii na temat życia tego wymarłego gada można z powodzeniem odłożyć do lamusa, to naukowcy nadal spierają się co do natury tej bestii. Przez dziesiątki lat odkryto wiele nowych gatunków dinozaurów, dzięki czemu okazało się, że słynny T-Rex wcale nie był największym drapieżnym lądowym zwierzęciem wszech czasów (miano to przypadło póki co argentyńskiemu Giganotosaurusowi), jednak w światowej kinematografii bardziej popularnego gada próżno szukać, może poza równie słynnym co nieistniejącym nigdy brontozaurem. Twórcy często sięgali w swoich filmach po "króla jaszczurów", czego przykładem jest cała masa obrazów, w których mogliśmy go podziwiać wraz z innymi pradawnymi stworzeniami - począwszy od "The Lost World" Harry'ego O. Hoyta z 1925 roku a na słynnej Spielbergowskiej trylogii "Jurassic Park" skończywszy. Mało osób zna jednak te bardziej zapomniane filmy z udziałem tyranozaura, takie jak choćby "The Last Dinosaur", koprodukcję amerykańsko-japońską z roku 1977. Zapraszam więc do recenzji tego cholernie kiczowatego obrazu.

Milioner i zapalony łowca dzikich zwierząt Masten Thrust staje na czele ekspedycji naukowej, której celem jest zbadanie odkrytej pod kołem podbiegunowym zapomnianej przez czas i zamieszkanej przez dinozaury krainy. Śmiałkowie za pomocą specjalnie skonstruowanego wiertła docierają do celu. Jak się okazuje, pośrodku skutego lodem kontynentu istotnie znajdują się niezbadane wcześniej połacie terenu, ocieplane przez znajdujące się w pobliżu jeziora wulkany. Naukowa i wydawałoby się bezpieczna z początku ekspedycja przerodzi się wkrótce w walkę o przetrwanie, gdy na drodze ekipy badawczej stanie jeden z najbardziej krwiożerczych gadów wszech czasów – Tyrannosaurus Rex, który tym razem jednak trafi na godnego siebie przeciwnika...

Fabuła tego filmu do zbytnio wyszukanych nie należy a całe jej założenie jest cokolwiek naciągane i nieco absurdalne i więcej tu zwyczajnej fantastyki niż naukowego i logicznego uzasadnienia oglądanych przez widza wydarzeń, jednak nie to jest tu tak naprawdę najważniejsze. Założeniem twórców było skonfrontowanie ze sobą dwóch największych i tak naprawdę już ostatnich łowców swoich czasów – prehistorycznego króla jaszczurów tyranozaura i Mastena Thrusta – milionera oraz fanatycznego wręcz łowcę dzikich zwierząt, dla którego będzie to z pewnością polowanie życia. W rolę myśliwego wcielił się z powodzeniem Richard Boone i choć grany przez niego bohater do najmilszych typów nie należy, to widz podczas seansu zaczyna rozumieć jego postępowanie i kibicować w walce z gigantycznym i wydawałoby się niemożliwym do pokonania przeciwnikiem. Tytułowym "ostatnim dinozaurem" jest tak naprawdę właśnie Thrust, człowiek z odchodzącej już do lamusa epoki, jakby nie pasujący do otaczającego go świata, co szczególnie zostaje uwidocznione w końcowych scenach filmu. Pozostała część obsady stara się dotrzymywać kroku Boone'owi, i choć nie jesteśmy świadkami jakichś szczególnych aktorskich popisów z ich strony to spisują się oni naprawdę przyzwoicie. 

Dosyć zabawnym aspektem jest odtwarzanie ról jaskiniowców przez minimalnie ucharakteryzowanych (trochę włosów i sierści poprzylepianych do ciała jak popadnie) aktorów z Kraju Kwitnącej Wiśni, co wygląda dosyć zabawnie, jednak staje się jasne gdy weźmiemy pod uwagę fakt, iż film był koprodukcją japońsko–amerykańską, kolejną już po słynnym "King Kong tai Gojira" z 1962 roku. Z tego też powodu zrezygnowano z powszechnie stosowanych wtedy w USA efektów typu slow motion i zastosowano starą jak świat technikę używaną w azjatyckich filmach kaiju takich jak choćby "Gojira" – przebrano aktorów w gumowe kostiumy i tak "ucharakteryzowanych" wpuszczono na odpowiednio zmniejszone makiety otoczenia. Wygląda to szczerze mówiąc dosyć biednie i tanio, ale co najważniejsze, zupełnie nie przeszkadza w oglądaniu filmu, jednak fani przyzwyczajeni do bajerów wykreowanych za pomocą komputera za grube miliony dolarów tylko parskną szyderczym śmiechem na widok walki tyranozaura z triceratopsem, czy wszystkich innych scen z udziałem prehistorycznych gadów. Widać, że nie dysponowano zbyt okazałym budżetem, co też wyraźnie przełożyło się na jakość zademonstrowanych sztuczek (zdecydowanie gorszych niż w całej masie japońskich obrazów z Gojirą) ale dla fanów kiczu i taniochy będzie to istna "uczta kinomana". 

Tempo filmu jest dosyć żwawe, choć szczerze przyznam, że oglądałem tylko krótszą wersję która dostępna była w USA a także w Europie, toteż o oryginalnej, niepociętej wersji japońskiej nie jestem w stanie się wypowiedzieć. Podejrzewam natomiast, że żadne ciekawe sceny europejskich widzów nie ominęły, a akcja dzięki temu zabiegowi w zadowalającym tempie toczy się aż do finałowej konfrontacji dwóch wielkich "łowców". Do tego mamy wcześniej całą masę różnorakich ujęć z udziałem prehistorycznych stworów, i choć jak już wspominałem wykonane są na poziomie bardzo średnim, by nie powiedzieć słabym, to ogląda się to wszystko nieźle. Całości dopełnia znakomita muzyka skomponowana przez Maury'ego Lawsa i wpadająca w ucho tytułowa piosenka.

"The Last Dinosaur" nie jest na pewno jakimś znakomitym czy też bardzo dobrym filmem, ba, wręcz roi się w nim od różnego rodzaju wpadek czy to logicznych, czy też tych bardziej technicznych – mamy tu kiepski montaż (widać, że film został mocno pocięty względem wersji japońskiej), nie do końca udane efekty specjalne i tym podobne rzeczy. Jednak cała historia jest na tyle wciągająca i ciekawa, że cały seans mija zanim się nawet obejrzymy, dostarczając widzowi niezłej, aczkolwiek niezbyt skomplikowanej rozrywki. Fanom wszelakich kiczowatych produkcji o dinozaurach i innych potworach polecam, reszta niech nie sięga po ten film choćby się nawet wszystko paliło i waliło.

Pokaż inne recenzje tego filmu zwin/rozwin
Pokaż zwiastun / trailer zwin/rozwin
Galeria:
obrazek obrazek obrazek obrazek obrazek obrazek