Queen Kong

Opublikowano: 25-07-2013 przez: Critters

Specyfikacja filmu:

Kategoria: Monster Movies
Kraj: USA
Rok produkcji: 1976
Czas trwania: 87 min
Reżyseria: Frank Agrama
Scenariusz: Ronald Drobin, Fabio Piccioni, Frank Agrama, Robin Dobria
Muzyka: I. Pepper
Zdjęcia: Ian Wilson
Obsada: Robin Askwith, Rula Lenska, Valerie Leon, Roger Hammond
Dystrybutor VHS: -

Nie ma chyba miłośnika kina, który nie kojarzyłby gigantycznej małpy nazwanej zręcznie King Kongiem, która szerzyła terror w 1933, 1976 a ostatnio za sprawą Petera Jacksona w 2005 roku. Nie każdy jednak pamięta (lub też nie chce pamiętać) tyleż denną co pocieszną produkcję zatytułowaną "Queen Kong" w reżyserii Franka Agramy, późniejszego twórcy "Dawn of the Mummy".

Składająca się wyłącznie z przedstawicielek płci pięknej ekipa filmowa pod przewodnictwem reżyser Luce Habit planuje nakręcić w Afryce film. Głównym problemem jest brak jakiegokolwiek mężczyzny, który miałby odegrać główną rolę. Podczas poszukiwań w Londynie Luce zauważa bezrobotnego pijaczynkę i 'narkomana' Raya, którego wkrótce wyratowuje z opresji zyskując tym samym jego wdzięczność. Po dotarciu na wyspę gdzie mają rozpocząć się zdjęcia, okazuje się, że owe miejsce zamieszkane jest, nie tylko przez tubylców, ale także gigantyczną gorylicę, która 'zakochuje' się w Rayu i porywa go do swej kryjówki. Rozwścieczona Luce organizuje wyprawę ratunkową, odbija Raya i wraca z nim do Anglii. Powoduje to atak furii wielkiej małpy, która jest gotowa powędrować za ukochanym nawet do Londynu...

Główną inspiracją dla reżysera Franka Agramy był oczywiście King Kong, gigantyczna małpa, która na zawsze stała się ikoną kina. Agrama posunął się jednak dalej, tworząc swoisty pastisz historii o legendarnym gorylu, kopiując w pewnym stopniu jego przygody, ale ze zmianą chociażby miejsca akcji i przede wszystkim...płci bohaterów. W "Queen Kong" jak się po tytule i wcześniejszym streszczeniu można domyślić mamy do czynienia z gorylicą a podtekst feministyczny kompletnie zdominował film Agramy. Małpa okazuje się być dobrym, pragnącym miłości ssakiem, który nie chce niczyjej krzywdy a jedynie być szczęśliwą wraz z ukochanym Ray'em. Czarnym charakterem okazuje się Luce, która stoi na przeszkodzie do szczęścia dwójki zakochanych. Oczywiste jest więc, że musi dojść do konfrontacji.

Tak naprawdę z horrorem, czy też kinem przygodowym produkcja ta ma niewiele wspólnego. Harce wielkiego małpiszona są pretekstem do wykpienia King Konga a jednocześnie mimo wszystko pewnym hołdem dla niego. Od pierwszej do ostatniej minuty widz będzie mieć do czynienia z humorem na najniższym możliwym poziomie, który zdominował całkowicie tę produkcję i choć jak wspomniałem nie jest najwyższych lotów to naprawdę bawi. Wspomniany humor objawia się nie tylko w postaci aktorskich gagów, ale chociażby efektów specjalnych. Każdy kto widział, któregokolwiek "King Konga" zdaje sobie sprawę, że efekty tam zaprezentowane były na najwyższym poziomie. W "Queen Kong" jest zgoła odmiennie - reżyser celowo, w ramach kpiny serwuje nam sytuacje ociekające kiczem z najniższej półki. Wystarczy wspomnieć chociażby sam wygląd tytułowej małpy; nie zdziwcie się kiedy okaże się, że 'pedalskie' Teletubisie mają bardziej profesjonalne wdzianka. Nie zabrakło też przekomicznych nawiązań do innych znanych produkcji np "Jaws" Spielberga.

Nie zapomniano również o walce Konga z dinozaurem, która w moim prywatnym rankingu najśmieszniejszych scen z filmów długo będzie okupywać czołowe miejsce. Nie zamierzam wdawać się w szczegóły by nie psuć potencjalnym widzom apetytu, napomknę jedynie, że wykonanie tyranozaura również do profesjonalnych nie należy. Zamiast Nowego Jorku wielki Kong płci żeńskiej terroryzuje Londyn (zresztą film jest produkcji brytyjskiej) i nietrudno się domyślić, gdzie scena walki ze śmigłowcami (w tym przypadku plastikowymi helikopterami) będzie miała miejsce. Generalnie rzecz biorąc nie będę się dłużej rozpisywać, ponieważ filmy takie jak ten trzeba po prostu samemu zobaczyć, by...uwierzyć. 

Jeżeli jesteście miłośnikami wszelkiego rodzaju jajcarskich produkcji i kochacie tragiczne aktorstwo, niewyszukany i niezbyt inteligentny humor (ale mimo wszystko zabawny) i efekty specjalne wykonane tak niespecjalnie, że miłośnika wysoko budżetowych produkcji przyprawią o zawał serca, to na "Queen Kong" będziecie się przednie bawić. Ja osobiście uważam ten film za nic innego jak dobrą, głupawą komedię i ze względu na profil naszej strony nie mogę postawić wyższej oceny, na którą zresztą, będąc szczerym, film Agramy specjalnie nie zasługuje.

Pokaż inne recenzje tego filmu zwin/rozwin
Pokaż zwiastun / trailer zwin/rozwin
Galeria:
obrazek obrazek obrazek obrazek obrazek obrazek