The Relic (Relikt)

Opublikowano: 25-07-2013 przez: Ślepy

Specyfikacja filmu:

Kategoria: Monster Movies
Kraj: Japonia, Niemcy, Nowa Zelandia, USA, UK
Rok produkcji: 1997
Czas trwania: 109 min
Reżyseria: Peter Hyams
Scenariusz: Rick Jaffa, John Raffo, Amy Holden Jones, Amanda Silver
Muzyka: John Debney
Zdjęcia: Peter Hyams
Obsada: Penelope Ann Miller, Tom Sizemore, Linda Hunt, James Whitmore
Dystrybutor VHS: -

Jeśli za wykreowanie jakiegoś stwora w filmie zabiera się Stan Winston możemy być pewni, że efekty tej pracy będą znakomite. Twórca wielu fantastycznych animatronicznych kreatur i wspaniałej charakteryzacji do takich filmów jak choćby "Predator" czy jednego z hitów wszechczasów - "Jurassic Park", nigdy nie zawodzi i jeśli nawet film jest kiepski to efekty specjalne tworzone przez jego studio zawsze są świetne. Czy tak samo jest z filmem "Relikt"? Cóż, zapraszam do recenzji… 

Do Muzeum Historii Naturalnej w Chicago docierają dwie skrzynie, nadane przez antropologa Johna Whitney’a, który zaginął podczas jednej z wypraw do Brazylii. W jednej z nich znajduję się figurka Indiańskiego bożka - Kothogi, a druga pełna jest liści pokrytych dziwnym grzybem. W tym samym czasie policja prowadzi śledztwo w sprawie wymordowania załogi pewnego statku, który dopłynął do portu. Sprawę bada porucznik Vincent D’Agosta. Jak się okazuje, mózgi ofiar pozbawione są jednej jego części, mianowicie podwzgórza. Tymczasem w muzeum dochodzi do morderstwa jednego z pracowników. Ofierze urwano głowę, a z mózgu wyjedzono podwzgórze… Czy policji uda się schwytać tajemniczego mordercę?

„The Relic” to film w reżyserii Petera Hyamsa, który choć z horrorem raczej wiele wspólnego nie ma, a mimo to udało mu się nakręcić całkiem niezły i trzymający w napięciu obraz. Scenariusz powstał w oparciu o powieść Douglasa Prestona i Lincolna Childa pt. "Relikt" i trzeba przyznać, że stwarzał spore pole do popisu dla reżysera, by ten stworzyć na jego podstawie przyzwoity film grozy. Klimat to na pewno mocna strona „Reliktu”. Muzeum Historii Naturalnej ze swoimi ciemnymi korytarzami, kanalizacjami oraz organizowaną akurat w trakcie trwania filmu wystawą o zabobonach różnych kultur to swego rodzaju „samograj”, choć zaznaczyć należy że i takie lokacje niektórym „wybitnym” twórcom udaje się spieprzyć i nie wykorzystać ich potencjału. Hyams jednak jest jak się okazuje dość sprawnym rzemieślnikiem i stworzył w swoim filmie duszną i ciekawą atmosferę. Aktorzy wywiązali się ze swoich ról także bez zarzutu, szczególnie Tom Sizemore w roli porucznika D’Agosty i Penelope Ann Miller jako Dr Margo Green nie „kaleczą” granych przez siebie postaci i wypadają w swoich rolach dosyć wiarygodnie.

Jednak największym plusem filmu jest zdecydowanie bestia - Kothoga, wykreowana przez jednego z najlepszych specjalistów od kukiełek - maga kina, Stana Winstona. Stwór, będący hybrydą kilku różnych gatunków zwierząt (w tym min. gekona tureckiego) prezentuje się nadzwyczaj okazale, choć na jego pojawienie się musimy trochę poczekać. Kapitalny animatroniczny model wykonany przez Winstona uzupełniany jest w bardziej dynamicznych ujęciach przez niezłej jakości CGI i całość w połączeniu ze sobą daje naprawdę znakomity efekt. Zresztą poprzez chęć dopracowania efektów specjalnych premiera filmu przeciągnęła się o kilka miesięcy. Kothoga wspina się po ścianach, skacze, ale także urywa ludziom głowy swoimi owadzio-podobnymi szczękami i masakruje ich potężnymi łapami. Design łba bestii przypomina trochę jedną z wykreowanych wcześniej przez Winstona kreatur - łowcę z kosmosu Predatora, jednak całe monstrum to raczej skrzyżowanie wielkiego kota z jaszczurką oraz chrząszczem.

Jak już wspomniałem, potwór rozprawia się ze swoimi ofiarami raczej w dość brutalny sposób, choć większość tych scen dzieje się poza kadrem, co jest wg dość sporym minusem. Mamy jednak kilka mocniejszych momentów, ale widać że reżyser postawił raczej na klimat niż krwawą rzeź. Największym i najpoważniejszym minusem filmu jest jego nierówny poziom i momentami naprawdę dające widzowi w kość dłużyzny. Niektóre z ujęć są też zbyt zaciemnione i niewiele widać, niestety… Zawodzi także zakończenie oraz sposób pokonania potwora. Mimo iż jest dosyć efektowne, to jednak zbyt duża ingerencja efektów komputerowych robi swoje i niektórym widzom może niezbyt przypaść do gustu (tym bardziej, że do dyspozycji reżysera był wspaniały animatroniczny model Kothogi i można było jakoś inaczej ten finał rozegrać).

Podsumowując wypada stwierdzić, że „Relikt” to całkiem niezły i trzymający w napięciu film. Znakomite efekty specjalne oraz dobre aktorstwo i niezły klimat zdecydowanie przysłaniają jego słabsze elementy i sprawiają, że „The Relic” jako całość wypada powyżej przeciętnej. Polecam, szczególnie fanom animatronicznych kreatur tworzonych przez Stana Winstona, gdyż wg mnie Kothoga to jedno z jego najlepszych i najciekawszych „dzieci”.

Pokaż inne recenzje tego filmu zwin/rozwin
Pokaż zwiastun / trailer zwin/rozwin
Galeria:
obrazek obrazek obrazek obrazek obrazek obrazek