Shark: Rosso nell'oceano (Monster Shark)

Opublikowano: 25-07-2013 przez: Ślepy

Specyfikacja filmu:

Kategoria: Monster Movies
Kraj: Włochy, Francja
Rok produkcji: 1984
Czas trwania: 90 min
Reżyseria: Lamberto Bava
Scenariusz: Gianfranco Clerici, Luigi Cozzi, Sergio Martino, Hervé Piccini, Dardano Sacchetti, Lamberto Bava
Muzyka: Guido De Angelis, Maurizio De Angelis
Zdjęcia: Giancarlo Ferrando
Obsada: Michael Sopkiw, Valentine Bonnier, Gianni Garko, William Berger
Dystrybutor VHS: -

Jak zrobić film o krwiożerczym rekinie bez rekina? Ano bardzo łatwo. Wystarczy zmyślny (w zamyśle jego twórców) scenariusz, skromny budżet, ładne plenery no i Lamberto Bava jako reżyser. Tak, ten Lamberto Bava, syn 'ciut' słynniejszego ojca, Mario. Nie każdy bowiem wie, że ten dosyć ceniony jeśli chodzi o kino grozy reżyser ma na swoim koncie strasznie serowaty i tani monster movie, zatytułowany "Shark: Rosso nell'oceano", znany szerzej jako "Monster Shark". Zapraszam do recenzji...

Na Morzu Karaibskim znaleziona zostaje dryfująca łódź a obok niej zwłoki mężczyzny. Nie byłoby może w tym nic dziwnego gdyby nie fakt, że trup pozbawiony jest nóg. Wszyscy są zgodni co do tego, że musiało to być dzieło rekina. Wszyscy, oprócz dr Boba Hogana, który zarejestrował podczas rejsu badawczego dziwne dźwięki, należące do jakiejś nieznanej nauce kreatury. Wraz ze swoją asystentką dr Stellą Dickens postanawiają schwytać stwora żywego nim zostanie on zabity przez policję i okoliczną straż przybrzeżną. Nie wiedzą oni jednak, że pewnym osobom bardzo zależy na ukryciu tajemnicy pochodzenia owej morskiej bestii...

Granica oddzielająca tanie, kiczowate, ale też zjadliwe filmy o potworach od tych równie tanich lecz zupełnie nie nadających się do oglądania jest bardzo cienka i Lamberto Bava niebezpiecznie często ją tutaj przekracza. Fabuła przypomina raczej jakąś sensacyjno - przygodową opowiastkę niż poważny film grozy, choć trzeba przyznać, że wszystkie wątki są dosyć zgrabnie poprowadzone a scenariusz jako tako trzyma się kupy. Tempo narracji jest dość powolne a bestia ukazuje się naszym oczom niezmiernie rzadko. Przez większą część seansu jesteśmy świadkami prób nie dopuszczenia do tego, by sekret jej pochodzenia ujrzał światło dzienne. Ma tego dokonać tajemniczy i niezbyt miło wyglądający bandzior, który jak można się łatwo domyśleć za odpowiednią sumę uciszy kogo trzeba. I tak fabuła powoli posuwa się do przodu, a bohaterowie popijając schłodzone, puszkowe piwo poszukują bestii, która niszczy łodzie i masakruje nieuważnych żeglarzy, rybaków czy też płetwonurków.

Oglądając te wszystkie, niezbyt trzeba przyznać ciekawe wydarzenia (ataki potwora trwają ułamki sekund i kończą się nim zdążymy coś konkretnego zobaczyć), widz odruchowo sam sięga po zimne piwo, by nie usnąć przed ekranem telewizora. O tym jak dobry jest to wybór świadczy fakt, że dziać zaczyna się coś dopiero w ostatnich 10 minutach filmu, gdy 'rekin' zostaje zwabiony na zalane wodą lasy namorzynowe. Tu rozegra się ostateczne starcie bestii z ludźmi, zobaczymy też w końcu kilka krwawych ujęć pokazujących nam siłę uścisku szczęk morskiego potwora. Jeśli już jestem przy opisywaniu tego niejako 'głównego negatywnego bohatera' filmu, to może wyjaśnię, o co chodziło we wstępie do recenzji. Otóż owy 'rekin' z rekinem nie ma nic wspólnego – wygląda on po prostu jak wielka ośmiornica z zębami. Tytułowa bestia to po prostu genetycznie wyhodowany ośmiomiesięczny mutant o krwiożerczym usposobieniu rekina, silnych i morderczych mackach ośmiornicy, ze szczękami i wielkością prehistorycznej, ogromnej ryby i inteligencją delfina. Tak przynajmniej twierdzą jej twórcy, bo w filmie jakoś zbytnio owej inteligencji nam nie objawia.

Jej wyglądowi przyjrzeć się zbytnio też nie ma jak, gdyż reżyser choć posiadał całkiem nieźle wyglądający model łba potwora, to sceny z jego udziałem ograniczył do niezbędnego minimum. Częściej aktorzy występujący w filmie 'smyrani' są gumowymi mackami, udając niesamowite przerażenie i wydając z siebie przeraźliwe krzyki. Ich 'popisy' są jednak dosyć oglądalne, choć dialogi jakie przyszło im wypowiadać do zbyt mądrych i wyszukanych nie należą. Panie starano się dobrać tak, by w skromnych kąpielowych kostiumach zwracały uwagę męskiej części widowni, i poniekąd się to udało choć trzeba przyznać, że główna aktorka Valentine Bonnier zbytnio urodą nie grzeszy.

Główna rola męska przypadła w udziale Michaelowi Sopkiwowi, który zagrał łącznie w czterech filmach, w tym także o rok późniejszym przedstawicielu kina kanibalistycznego "Nudo e selvaggio" (znanym także jako "Cannibal Ferox 2" lub "Massacre in Dinosaur Valley"). Obydwoje spotkali się zresztą już rok wcześniej na planie "2019 - Dopo la caduta di New York" w reżyserii jednego ze scenarzystów "Monster Shark'a" - Sergio Martino. Jednym z najbardziej drażniących elementów "Shark: Rosso nell'oceano" jest zdecydowanie muzyka, która do gustu może przypaść chyba tylko wyłącznie ekstremalnym fanom włoskiej kinematografii, bo podobnych dźwięków ilustrujących wydarzenia rozgrywające się na ekranie nie spotkamy nigdzie indziej. Przypomina ona nieco ścieżki dźwiękowe charakterystyczne dla kina kanibalistycznego, lecz jest na o wiele niższym poziomie niż te najlepsze z nich. 

Podsumowując wypada mi tylko napisać, że Lamberto Bava zbytnio się tym filmem nie popisał i zaprzepaścił dość dobry pomysł wyjściowy. Niepotrzebnie rozwlekł wątek sensacyjny zapominając chyba, że kręci obraz opowiadający o morskim potworze. Powstał w ten sposób niezbyt zjadliwy, cholernie nudny i serowaty monster movie, który powinni obejrzeć tylko zatwardziali fani tegoż reżysera i wielbiciele wszelakich tanich MM. Całej reszcie zdecydowanie odradzam, szkoda czasu.

Pokaż inne recenzje tego filmu zwin/rozwin
Pokaż zwiastun / trailer zwin/rozwin
Galeria:
obrazek obrazek obrazek obrazek obrazek obrazek