The Son of Kong

Opublikowano: 25-07-2013 przez: Ślepy

Specyfikacja filmu:

Kategoria: Monster Movies
Kraj: USA
Rok produkcji: 1933
Czas trwania: 70 min
Reżyseria: Ernest B. Schoedsack
Scenariusz: Ruth Rose
Muzyka: Max Steiner
Zdjęcia: Edward Linden, J.O. Taylor, Vernon L. Walker
Obsada: Robert Armstrong, Helen Mack, Frank Reicher, John Marston
Dystrybutor VHS: -

Mania sequeli znana jest kinomaniakom nie od dziś. Jak wiadomo sukces każdego blockbustera trzeba spróbować zdyskontować poprzez próbę nakręcenia ciągu dalszego i nie byłoby w tym nic złego, gdyby szło to wszystko w parze z jakością. Najczęściej jednak części drugie przebojów kinowych nie dorównują pierwowzorom, niekiedy nawet w dosyć dowolny sposób kontynuując wątki fabularne przedstawione we wcześniejszych obrazach. Inaczej sprawa ma się na szczęście z filmem "The Son of Kong", będącym bezpośrednią kontynuacją mega hitu wytwórni RKO "King Kong". Gorzej, że chodzi tu tylko i wyłącznie o fabułę, która kontynuuje wątki bohaterów pierwszego filmu o olbrzymim gorylu, natomiast jeśliby oceniać jakość powstałego obrazu, należałoby spuścić nań zasłonę milczenia...

Carl Denham po wydarzeniach jakie miały miejsce w Nowym Jorku za sprawą wielkiego goryla Konga nie może żyć spokojnie. Ścigają go wierzyciele, ludzie zakładają całą masę spraw sądowych posądzając o spowodowanie szkód powstałych w wyniku działań rozwścieczonej małpy. Nie widząc innego wyjścia postanawia opuścić miasto, w czym pomaga mu kapitan Englehorn, dowódca statku Venture. Pływając po morzach i oceanach docierają w końcu do miasteczka portowego Dakang położonego gdzieś u wybrzeży Azji. Tam poznają piękną Hildę Petersom oraz spotykają Nilsa Helstroma, od którego Denham dostał swego czasu mapę prowadzącą do Wyspy Czaszki. Śmiałkowie po raz kolejny postanawiają popłynąć na zamieszkany przez prehistoryczne stworzenia ląd, tym razem z zamiarem odnalezienie skarbu, o którym opowiedział im Helstrom...

"The Son of Kong" kontynuuje w dość ciekawy sposób losy Carla Denhama, który jak wiadomo był pomysłodawcą schwytania i przetransportowania do Nowego Jorku olbrzymiego goryla Konga, schwytanego przez załogę statku Venture na Wyspie Czaszki. Film ponownie wyreżyserował Ernest B. Schoedsack, a współreżyser „King Konga” Merian C. Cooper został głównym producentem obrazu. Scenariuszem po raz kolejny zajęła się Ruth Rose a za efekty specjalne odpowiedzialny był ówczesny mag slow motion – Willis O'Brien. Co więc mogło pójść nie tak?

Odpowiedzi należałoby szukać w samym sposobie przedstawienia dalszych losów Carla Denhama. Twórcy wyszli z założenia, że bardziej spektakularnego filmu niż "King Kong" nie będą w stanie nakręcić toteż postanowili do kontynuacji wprowadzić akcenty komediowe, co było swego rodzaju gwoździem do trumny "The Son of Kong". Z klimatu oryginału pozostały tu tylko wspomnienia. Próbowano to zastąpić całą masą zabawnych scen z udziałem syna Konga - Kiko. Choć imię małpy podczas filmu nie pada ani razu, to twórcy podczas kręcenia zdjęć tak właśnie nazwali potomka potężnego goryla, władcy Wyspy Czaszki. Porównując jego zachowanie z tym co wyczyniał jego ojciec możemy dojść do wniosku, że tym razem przysłowie mówiące o tym, że „niedaleko pada jabłko od jabłoni” akurat kłamie i jest nieprawdziwe. Goryl albinos w porównaniu z potężną małpą znaną z pierwszego filmu to jedynie niewinny malec, skory bardziej do zabawy i podglądania, niż do walki i niszczenia wszystkiego dookoła. Jeśli już zostaje zmuszony do użycia siły, robi to na tyle ślamazarnie, że co i raz rani się w palec, by potem wydawać z siebie płaczliwe odgłosy. Nie może się także pochwalić zbyt pokaźnymi rozmiarami, mierząc jedynie 12 stóp wysokości (nieco ponad 3,5 metra). Po ojcu odziedziczył jedynie słynny już nawyk polegający na sprawdzaniu stanu szczęk pokonanego przeciwnika. Jako ciekawostkę warto tu dodać, że w roku w którym powstał "The Son of Kong" nie znano jeszcze goryli albinosów. Odkryto je dopiero w roku 1966, a więc ponad trzydzieści lat później.

Oprócz goryla, bohaterowie na Wyspie Czaszki natykają się także na roślinożernego choć niezwykle rozwścieczonego Styrakozaura, prehistorycznego niedźwiedzia, smoko-podobnego dinozaura i węża morskiego (stworzonego na bazie modelu brontozaura z "King Konga"). I choć poklatkowe efekty O'Briena są równie dobre jak te zastosowane we wcześniejszym filmie, to sceny z udziałem tych przedpotopowych stworzeń nie robią na widzu już takiego wrażenia, głównie ze względu na komediowe akcenty wplecione pomiędzy walki z nimi. Jedyną sceną, która daje nam namiastkę tego co dane nam było ujrzeć w "King Kongu" jest ta, w której bohaterowie uciekają do jaskini, chroniąc się w ten sposób przed goniącym ich styrakozaurem.

Reszta to raczej wesoła wariacja na temat pierwszego filmu, jak choćby walka Kiko z niedźwiedziem – odpowiednik sceny Kong vs tyranozaur. Aktorzy w swoich rolach spisali się bez zarzutu, a z obsady "King Konga" oglądać możemy po raz kolejny Roberta Armstronga (Carl Denham), Franka Reichera (kapitan Englehorn) oraz Victora Wonga (Charlie, chiński kucharz). Główna rola kobieca tym razem przypadła Helenie Mack i także ona spisuje się dosyć dobrze. Muzyka to ponownie dzieło Maxa Steinera. Piszę "dzieło" nie bez kozery, gdyż jest to (obok efektów O'Briena) naprawdę jedyny element filmu, który dorównuje poziomem "King Kongowi". Elementy charakterystyczne dla pierwszego filmu mieszają się tu z całkiem innymi, nowymi orkiestrowymi ilustracjami, które podobnie jak we wcześniejszym obrazie idealnie dopasowane są do tego, co akurat dzieje się na ekranie, wpływając w znaczny sposób na dynamizm filmu i wielu pojedynczych scen. 

"The Son of Kong" nie powtórzył sukcesu poprzednika, co staje się zrozumiałe wtedy, gdy porównamy do siebie obydwa obrazy. Twórcy zbyt szybko postanowili opowiedzieć dalsze losy Carla Denhama, tworząc przygodową historyjkę przeznaczoną raczej dla dzieci aniżeli rasowy horror, jakim niewątpliwie był w swoich czasach "King Kong". Biały goryli syn nie odziedziczył wściekłej natury i siły ojca, toteż film z jego udziałem to tylko marne popłuczyny po pierwowzorze. Fani małp i poklatkowych efektów mogą jednak rzucić okiem na ten obraz, gdyż nie jest on tak do końca zły i spartaczony. Po prostu nie wytrzymuje porównania z legendą "King Konga", jawiąc się jako typowy i nakręcony naprędce wyciskacz kasy.

Pokaż inne recenzje tego filmu zwin/rozwin
Pokaż zwiastun / trailer zwin/rozwin
Galeria:
obrazek obrazek obrazek obrazek obrazek obrazek