They Crawl (Zabójcze karaluchy)

Opublikowano: 25-07-2013 przez: Ślepy

Specyfikacja filmu:

Kategoria: Monster Movies
Kraj: USA
Rok produkcji: 2001
Czas trwania: 93 min
Reżyseria: John Allardice
Scenariusz: Curtis Joseph, David Mason
Muzyka: Neal Acree
Zdjęcia: Maximo Munzi
Obsada: Daniel Cosgrove, Tamara Davies, Dennis Boutsikaris, Mickey Rourke
Dystrybutor VHS: -

Karaczany to rząd niezbyt lubianych przez człowieka owadów, których obszar występowania obejmuje praktycznie wszystkie tropikalne obszary kuli ziemskiej, jednak tak naprawdę są one w stanie przystosować się do znacznej części lądowych środowisk, w których temperatura nie jest zbyt niska. Ludzie na samą myśl o potocznie zwanym karaluchu mają w większości odruchy wymiotne i kojarzą to małe zwierzątko z brudem i wszelkiego rodzaju biedą. Wszystko z tego powodu, że zwierz to wszystkożerny i wszędzie gdzie jest ciepło potrafi znaleźć sobie miejsce. Mają także takowe w kinematografii, bo cóż może być bardziej wdzięcznym tematem na "zwierzęcy" dreszczowiec niż stado szczurów, kolonia mrówek czy też właśnie cała chmara karaluchów? Poszczególnych tytułów nie ma co wymieniać, gdyż było tych obrazów co niemiara. Skupię się za to na jednym z tego typu filmów i to od razu jednym z najgorszych – oto przed Wami "They Crawl".

Los Angeles. Detektyw Gina O'Bannon prowadzi śledztwo w sprawie tajemniczej śmierci kierowcy autobusu miejskiego. Zwłoki mężczyzny znaleziono bowiem w pewnej odległości od wraku w dosyć dziwnym stanie; otóż okazuje się, że coś lub ktoś pozbawił je wnętrzności i sporej ilości krwi. Podejrzenie pada na tajemniczą sektę Trillion, której wyznawcy prowadzili swego czasu podobne praktyki. W międzyczasie w wybuchu ginie kolejna osoba , a jej zwłoki są w podobnym stanie – brak organów wewnętrznych i krwi. Śledczy odkrywają jednak, że wybuch został spowodowany przez jakichś zamachowców posługujących się wojskowymi materiałami wybuchowymi. Detektyw O'Bannon kieruje swe kroki do brata ofiary wybuchu, Teda Gage’a, byłego wojskowego. Wkrótce oboje odkryją, że za śmiercią ludzi stoją genetycznie zmodyfikowane, karaluchy, działające jednak na czyjś wyraźny rozkaz...

Twórcą "They Crawl" jest John Allardice, specjalista od efektów, dla którego jest to jedyny jak dotąd film w reżyserskim dorobku, do tego trzeba przyznać bardzo mierny. Fabuła to kolejna już wariacja na temat "ktoś kogoś zabił – pani detektyw prowadzi śledztwo", tyle, że w tym wypadku we wszystko zamieszane jest amerykańskie wojsko oraz cała masa karaluchów, które jednak jakoś zbyt często nam się na ekranie nie ukazują. Razi ona głupotą od samego początku a reżyser serwuje nam raz po raz nieprawdopodobnie wręcz durne sceny, jak choćby ta początkowa, w której zaatakowany przez robale kierowca autobusu zamiast zatrzymać pojazd rozpędza go do niewyobrażalnej wręcz prędkości, chyba tylko po to, by scena była efektowna a kraksa widowiskowa. Co by jednak nie napisać o dziurach w scenariuszu, to koniec końców i tak okazuje się, że zagadki przygotowane przez duet Joseph/Mason są tym, co jako tako trzyma nas przy ekranie.

Dlatego też szczegółów fabularnych zdradzał nie będę, w razie jeśli ktoś by mnie nie posłuchał i jednak chciał ów film obejrzeć. Trzeba bowiem wiedzieć, że oprócz scen z atakami pojawiających się średnio raz na 20 minut karaluchów film Allardice'a nie ma nam do zaoferowania zupełnie nic, co wpłynęłoby w jakikolwiek sposób na ożywienie niesamowicie nudnej akcji. Ciągnie się to wszystko jak jakiś niemiłosierny glut, mecząc widza, którego jedyną myślą podczas seansu jest to, "kiedy wreszcie zacznie się coś dziać?"... Aktorsko jest poprawnie, bez zbędnego kaleczenia fachu, jednak żadna to pociecha, gdy słyszy się wypowiadane przez odtwórców inteligentne inaczej dialogi. Pojawia się tu na chwilę nawet Mickey Rourke, który jednak tak szybko jak na ekran wkracza, równie prędko z niego schodzi. Obraz określany na IMDb jako "Horror / Sci-Fi" jest niczym innym, jak śmiertelnie nudnym filmidłem na modłę kręconych w USA seriali kryminalnych. Grozy nie ma w nim za grosz, a "naukowa fantastyka" objawia się tu tylko pod postacią pożerających ludzi zmutowanych karaluchów.

Owady wykreowano za pomocą taniego CGI prezentują się fatalnie, budząc w widzu niepohamowane salwy śmiechu. W niektórych ujęciach wykorzystano żywe karaczany madagaskarskie, "używane" w lwiej części filmów, w których twórcy chcą nas obrzydzić czy przestraszyć udziałem w jakiejś scenie karalucha. Wiedzieć trzeba, że stworzenia to nader miłe i ani trochę krwiożercze, często spotykane w amatorskich hodowlach początkujących terrarystów. Jedynym argumentem, dzięki któremu to właśnie one występują w wielu produkcjach to fakt, że są dosyć duże i powolne. Film kończy scena przywodząca na myśl mrówczy "The Hive" Petera Manusa, w której to naszym oczom ukazuje się wielki komputerowy robal stworzony z tysięcy karaluchów. Tanie CGI osiąga w tym momencie swe apogeum a widz cieszy się, że to już koniec drogi przez mękę z obrazem Allardice'a. Robactwo zostaje pokonane (czy aby na pewno?) a świat może odetchnąć z ulgą, aż do kolejnej plagi niezliczonej ilości krwiożerczych szkodników. 

"They Crawl" to przeraźliwie nudny kluch, nie posiadający praktycznie żadnych pozytywnych elementów. Nieliczne ataki stworzonych za pomocą komputera karaluchów nie są w stanie uratować tego gniota w żaden sposób. Podobno każdy film posiada jakieś plusy – całkiem możliwe, ale w tym przypadku chyba wszystkie przespałem. No chyba że za takowy uznamy możliwość szybkiego uśpienia nawet najtwardszego widza i miłośnika filmowej tandety – wtedy "Zabójcze karaluchy" dostałyby najwyższą możliwą ocenę...

Pokaż inne recenzje tego filmu zwin/rozwin
Pokaż zwiastun / trailer zwin/rozwin
Galeria:
obrazek obrazek obrazek obrazek obrazek obrazek