Tremors (Wstrząsy)

Opublikowano: 25-07-2013 przez: Ślepy

Specyfikacja filmu:

Kategoria: Monster Movies
Kraj: USA
Rok produkcji: 1990
Czas trwania: 96 min
Reżyseria: Ron Underwood
Scenariusz: S.S. Wilson, Brent Paddock, Ron Underwood
Muzyka: Ernest Troost
Zdjęcia: Alexander Gruszynski
Obsada: Kevin Bacon, Fred Ward, Finn Carter, Michael Gross
Dystrybutor VHS: ITI Home Video

Nie raz, przedzierając się przez kolejne tony filmowych 'śmieci' i produkcji nie najwyższych lotów, człowiek zaczyna zastanawiać się, czy są na tym świecie jakiekolwiek obrazy z jego ulubionego podgatunku trzymające fason. Całe szczęście, że wystarczy wtedy chwila zastanowienia i do głowy zaczynają napływać kolejne tytuły klasycznych już produkcji, które za każdym razem bawią tak samo i ogląda się je niezmiennie znakomicie. Jednym z takich 'żelaznych' klasyków są dla mnie "Wstrząsy" - kapitalny monster movie z mięsożernymi podziemnymi larwami w 'roli głównej'.

Miasteczko Perfection gdzieś w Nevadzie. Okoliczne 'złote rączki' Val i Earl mają już dość wszelkiego rodzaju robót naprawczych za kilka browarów dziennie. Z racji braku perspektyw w osadzie, postanawiają wyruszyć do położonego kilkadziesiąt kilometrów dalej miasta Bixby. Pech che, że po drodze natrafiają na zwłoki jednego z mieszkańców. Mężczyzna jak się okazuje zmarł z powodu odwodnienia...na słupie wysokiego napięcia. Chwilę później odnajdują kolejne zwłoki, tym razem miejscowego hodowcy owiec. Okazuje się, że doliną zawładnęły krwiożercze podziemne larwy, które ani myślą ułatwić bohaterom wyjazdu z osady...

Zawsze, gdy poziom stężenia tandety i chłamu po obejrzeniu nowo powstających monster movies osiągnie w moim organizmie punkt krytyczny, włączam sobie jakąś klasyczną już produkcję, która pozwoli mi odreagować i podleczyć straty psychiczne i fizyczne poniesione wskutek oglądania filmów takiego choćby Sci Fi Channel. Ostatnio postanowiłem odświeżyć sobie jeden z moich ulubionych 'monsterów' powstałych w latach 90-tych a mianowicie "Wstrząsy". Powiem jedno - film ten ani trochę się nie zestarzał i nadal ogląda się go tak samo znakomicie jak choćby 10 lat temu.

Fabuła choć jest dosyć prosta to sprawdza się tutaj nad wyraz dobrze. Bez zbędnego 'zamulania' akcja posuwa się do przodu i nie ma nawet chwili na nudę. To co najważniejsze w tej produkcji to jej klimat, który jest wprost rewelacyjny. Pustynne krajobrazy robią swoje, chwała reżyserowi Ronowi Underwoodowi także za to, że potrafił wykreować w swym filmie poczucie odosobnienia czy wręcz odcięcia od cywilizacji. Znakomite zdjęcia są autorstwa polskiego operatora Alexandra Gruszynskiego urodzonego w Warszawie. Kolejnym mocnym punktem "Wstrząsów" jest galeria świetnie nakreślonych przez scenarzystów i odegranych przez aktorów postaci. Główni bohaterowie Val i Earl zostali brawurowo zagrani przez znakomity duet Kelvin Bacon i Fred Ward. Dosłownie czuć tę łącząca ich przyjaźń i nić porozumienia, dzięki której nie zważając na otaczającą ich pustynną rzeczywistość, zawsze mają dobre samopoczucie. Mamy tu także małżeństwo Gummerów (Michael Gross i Reba McEntire) czekających z pokaźnym arsenałem w swojej piwnicy na wybuch trzeciej wojny światowej, azjatę Victora Wonga, właściciela jedynego sklepu w miasteczku a także mało rozgarniętego nastolatka i matkę samotnie wychowująca swą córkę. Ich do tej pory dość sielankowe życie zmieni się w walkę o przetrwanie, gdy w osadzie pojawi się studentka sejsmologii Rhonda LeBeck (Finn Carter) i odkryje, że coś żyjącego pod ziemią wywołuje pokaźne drgania podłoża.

Okaże się, że w dolinie zagnieździły się potężne i niezwykle wygłodniałe larwy, z racji sposobu w jaki łapią swą ofiarę nazwane przez sklepikarza Wonga 'chwytoidami', gdyż przy pomocy trzech wężopodobnych języków wciągają ją pod ziemię. Za zaprojektowanie i powołanie do życia tych niewątpliwie niezbyt przyjaźnie wyglądających stworzeń odpowiedzialny był duet Tom Woodruff Jr. i Alec Gillis, którym oczywiście pomagał cały sztab niezwykle utalentowanych ludzi. Efekt ich pracy jest wprost porażający i jeśli ktoś miałby mnie spytać o wskazanie filmu, który pokazuje wyższość efektów mechanicznych, hydraulicznych i animatronicznych nad CGI, bez wahania wskazałbym na "Wstrząsy". Wszystkie ujęcia z udziałem 'chwytoidów' są wprost niesamowite, a larwy choć wymyślone i nieistniejące w rzeczywistości wyglądają po prostu jak żywe. Kolejny plus dla animatroniki jeśli chodzi o 'odwieczne' pytanie, co lepsze - efekty mechaniczne czy komputerowe?

Ważnym elementem filmu jest także to, że pomimo faktu iż większa jego część rozgrywa się w dzień, to nie wpływa to na klimat a wręcz przeciwnie, tylko podnosi w mojej ocenie wartość tego obrazu. Nie uświadczymy za to wielu krwawych scen, co dla niektórych może być minusem tej produkcji. Ja szczerze mówiąc byłem, podczas seansu po raz kolejny tak wciągnięty w oglądaną historię, że nie przeszkadzało mi to zupełnie. Narzekać można także na raczej rozrywkowe podejście do tematu i związany z tym brak klimatu grozy, który ustąpił miejsca lekko komediowemu zabarwieniu całej tej historii. Całości dopełnia niezła muzyka z harmonijką ustną na czele. Na koniec należy wspomnieć o tym, że film ten doczekał się trzech kolejnych części oraz 13-sto odcinkowego serialu wyprodukowanego dla 'uwielbianego' przez fanów monster movies Sci-Fi Channel. 

"Wstrząsy" to znakomite połączenie monster movie z komedią, która jednak nie objawia się głupotą zachowań bohaterów czy innego rodzaju durnymi sytuacjami, a znakomitymi, ciętymi i ironicznymi dialogami oraz sposobem opowiedzenia całej historii. Lżejsze podejście do tematu nie popsuło jednak obrazu całości a wpłynęło tylko na zwiększenie 'miodności' tej produkcji, dzięki czemu otrzymaliśmy rozrywkowy film na najwyższym poziomie. Jeśli więc nie przeszkadza Wam to, że nie jest to poważny horror z masą gore i do tej pory jakimś cudem "Wstrząsów" nie widzieliście, czas najwyższy to nadrobić!

Pokaż inne recenzje tego filmu zwin/rozwin
Pokaż zwiastun / trailer zwin/rozwin
Galeria:
obrazek obrazek obrazek obrazek obrazek obrazek