Uninvited (Śmierć w miękkim futerku)

Opublikowano: 24-07-2013 przez: Critters

Specyfikacja filmu:

Kategoria: Monster Movies
Kraj: USA
Rok produkcji: 1988
Czas trwania: 90 min
Reżyseria: Greydon Clark
Scenariusz: Greydon Clark
Muzyka: Dan Slider
Zdjęcia: Nicholas Josef von Sternberg
Obsada: Dan Slider, Eric Larson, Alex Cord, George Kennedy, Clu Gulager
Dystrybutor VHS: Elgaz

Felis silvestris catus - udomowiony gatunek ssaka z rzędu drapieżnych z rodziny kotowatych. Inteligentny, czysty, zwinny, skory do zabawy i pieszczot. Obok psa należy do ulubionych zwierząt domowych a jego popularność rośnie. Czy tak potulne i kochane stworzenie jakim właśnie jest kot może okazać się być bestią z piekła rodem? Po odpowiedź zapraszam jak zwykle do recenzji...

Z laboratorium rządowego wymyka się kot doświadczalny, na którym prowadzono niebezpieczne eksperymenty. Futrzak swoją drogę ucieczki bardzo szybko zaczyna znaczyć krwią, okrutnie masakrując próbujących pochwycić go strażników. Po ucieczce z instytutu błąka się po mieście, aż w końcu natrafia na dwójkę uroczych dziewczyn Bobbie i Suzanne. Niewiasty zauroczone zwierzęciem zabierają go na rejs jachtem na Karaiby, na który zostały zaproszone przez właściciela łajby, milionera Waltera Grahama. Podczas rejsu, na otwartej wodzie, gdy prawdziwa natura kota - mutanta wyjdzie na jaw, nikt już nie będzie bezpieczny. Czy komukolwiek z pasażerów uda się doczekać kresu wycieczki? A może wszyscy zginą rozszarpani na śmierć pazurami okrutnej bestii?

"Uninvited" jest jednym z kilku horrorów w reżyserskim dorobku amerykańskiego reżysera Graydona Clarka i musze przyznać, że obok "Without Warning" chyba tym najlepszym. Sam motyw morderczego kota nie jest może niczym nowym w historii kina grozy, ale sposób jego ukazania i dodanie do tego ingerencji człowieka, jak najbardziej. Clark zafundował nam monster movie lekkiego kalibru. Lekkiego, dlatego iż głównym zagrożeniem jest zwierzę dość niepozorne i raczej niegroźne. Jak jednak widz szybko może się zorientować, ten kot to prawdziwa bestia z piekła rodem, która 'dzięki' ulepszeniom genetycznym i nieustannemu szprycowaniu w instytucie rządowym, staje się dla głównych bohaterów przeszkodą niemalże nie do pokonania. Osobiście uważam, że najciekawsza w całym filmie jest koncepcja kota mutanta.

Na pierwszy rzut oka wygląda on jak normalny przedstawiciel rasy 'norweskiej leśnej', ale kiedy tylko nadarza się okazja, z jego wnętrza wypełza okropny mutant, który dokonuje rzezi, po czym swobodnie wraca do wnętrza swego żywiciela. Pomysł trzeba przyznać szaleńczy, ale całkiem zgrabnie zaprezentowany. Clark poszedł wyraźnie po rozum do głowy, doskonale zdając sobie sprawę iż zwykły, nawet najbardziej agresywny kot nikogo nie będzie w stanie przestraszyć. Wracając jednak do samego filmu - jest to typowa produkcja lat 80-tych i moim zdaniem jeden z lepszych horrorów animal attack/monster movies tamtego okresu. Oczywiście obraz ten nie jest pozbawiony wad, a wręcz przeciwnie! Największym zarzutem jaki można mu postawić to brak odpowiedniej atmosfery, która spowodowałaby iż horrorek Clarka byłby bardziej przerażający.

Zdaję sobie sprawę, że słowo 'przerażający' w obliczu głównego zagrożenia, które objawia się w postaci kota, brzmi nieco śmiesznie, ale mimo wszystko klimatu grozy trochę mi tu zabrakło. Momentami bowiem pozycja ta bardziej przypomina komedię romantyczną a nawet film sensacyjny. Na szczęście mocną stroną "Śmierci w miękkim futerku" jest aktorstwo. W jednej z głównych ról pojawia się weteran kina grozy i zarazem jedna z najlepszych B-klasowych twarzy gatunku - George Kennedy. Wciela się on tutaj w rolę wyjątkowo podłego milionera - Mike'a, który wraz ze wspomnianym Walterem Grahamem (w tej roli Alex Cord) ma swoje niecne plany, które zamierza wcielić w życie bez względu na koszta. Obaj panowie wypadli bardzo przekonująco i szczerze powiedziawszy właśnie na nich a nie na bezbarwnych nastolatkach skupiła się moja sympatia. Poza tym pojawia się tutaj też inny znakomity aktor Clu Gulager, który w roli nie do końca zrównoważonego, ale lojalnego Alberta wypada doskonale. Największe rozczarowanie jak to zwykle bywa budzą główni bohaterowie, czyli piątka nastolatków, którzy prezentują się kompletnie bezbarwnie a zdarza się, że nieraz swą obecnością na ekranie wręcz denerwują widza. O ile damska część obsady ma się przynajmniej czym pochwalić (i doprawdy robi to!), to mężczyźni na swoją obronę nie mają dosłownie nic. Ich grę aktorską wolałbym przemilczeć, gdyż wspominając wyczyny owej radosnej młodzieży przypominają mi się nieuchronnie produkcje pokroju "Savage Water", czy "Hollywood's New Blood" a wierzcie mi, wolałbym sobie oszczędzić takich wspomnień. Umiarkowanie zadowoleni mogą być natomiast miłośnicy tryskającej posoki, bo chociaż gorefestem "Uninvited" nijak nazwać nie można, to kilka interesujacych i krwawych ataków kociego monstrum uświadczymy.

Warto również poświecić kilka słów wykonaniu tytułowego stworka, które moim skromnym zdaniem jest znakomite! Twórcy nie dysponowali zbyt dużym budżetem a mimo to udało się stworzyć znakomicie prezentującą się kreaturę. Na potrzeby filmu wykonano zarówno klasyczne kukiełki kota - mutanta jak i efekty slow-motion, które w kilku scenach prezentują się wręcz uroczo. Powstał też przeciętnej urody kot wizualny będący swoistą poszewką dla naszego zmutowanego monstrum. Wielka szkoda, że efekty pracy specjalistów nie są widoczne jeszcze częściej niż bym sobie tego życzył, ale i tak możemy liczyć na kilka bardzo interesujących i zabawnych scen z udziałem naszej pociesznej 'kukiełki'. Dość dobrze prezentuje się też ścieźka dźwiękowa skomponowana przez Dana Slidera odpowiedzialnego za muzykę min. do takich horrorów jak "Demonwarp", czy "Dance Macabre". Samo zakończenie zdecydowanie powala na kolana, cóż za nietypowe i fenomenalnie kiczowate rozwiązanie! No ale o tym musicie się już przekonać sami.

"Uninvited" jest naprawdę sympatycznym horrorkiem klasy B, godnym ze wszechmiar polecenia. Jak już wspominałem ma on swoje wady, których na upartego znalazłbym pewnie więcej niż wymieniłem w recenzji, ale pozytywnych aspektów jest zdecydowana większość. Nie ma szans by "Śmierć w miękkim futerku" Was przeraziła, ale dla każdego miłośnika animal attack i monster movies jest to pozycja obowiązkowa i jedna z największych perełek podgatunku, dlatego też zdecydowanie polecam się z filmem Clarka zapoznać. Ode mnie otrzymuje on leciutko naciągniętą czwórkę za iście campowy całokształt, który wspaniale umilił mi wieczór i liczę, że wy również spędzicie z nim jedne z przyjemniejszych 90 minut waszego życia!

Pokaż inne recenzje tego filmu zwin/rozwin
Pokaż zwiastun / trailer zwin/rozwin
Galeria:
obrazek obrazek obrazek obrazek obrazek obrazek