D-War (D-War: Wojna smoków)

Opublikowano: 24-07-2013 przez: Ślepy

Specyfikacja filmu:

Kategoria: Monster Movies
Kraj: Korea Południowa, USA
Rok produkcji: 2007
Czas trwania: 89 min
Reżyseria: Hyung-rae Shim
Scenariusz: Hyung-rae Shim
Muzyka: Steve Jablonsky
Zdjęcia: Hubert Taczanowski
Obsada: Jason Behr, Amanda Brooks, Robert Forster, Aimee Garcia
Dystrybutor VHS: -

Jak głosi pewna koreańska legenda, dawno temu na Ziemi żyły olbrzymie węże zwane Imoogi. Co pięćset lat jeden z nich był nagradzany za swe dobre uczynki możliwością przemiany w niebiańskiego smoka. Mógł tego dokonać tajemniczy dar Yuh Yi Joo ukryty w ciele pewnej młodej dziewczyny. Jednak wśród dobrych Imoogi był też jeden zły - Buraki, który także zapragnął stać się smokiem. Dlatego Yuh Yi Joo musiał zostać ukryty, by zły Buraki nie mógł go odnaleźć i wykorzystać jego wielkiej mocy, gdyż wtedy nad losami świata zawisłyby ogromne czarne chmury…  

Korea, rok 1507. Na pewną wioskę napada armia złożona z żołnierzy Buraki’ego, ogromnego złego węża, który dowiedział się że właśnie tam ukryty został poszukiwany przez niego Yuh Yi Joo. Dar znajdował się w ciele Narin i gdy ta osiągnęła wiek dwudziestu lat Yuh Yi Joo był już w pełni uformowany i mógł przemienić węża w smoka. Jednak dziewczyna ucieka ze swym ukochanym Haramem i oboje skoczą w otchłań oceanu… Czasy obecne. Reporter imieniem Ethan bada sprawę tajemniczego krateru powstałego na obrzeżach Los Angeles. Na miejscu znaleziona zostaje gadzia łuska a chłopak przypomina sobie historię, którą opowiedział mu stary antykwariusz Jack. Uświadamia sobie, że musi odszukać kolejne ziemskie wcielenie Narin nim zrobi to potężny Buraki. Wskazany jest pośpiech a reporter wie tylko, że dziewczyna ma na imię Sarah, podsiada znamię w kształcie smoka i niedługo skończy dwadzieścia lat…

Fabuła „D-War”, jak widać z powyższego opisu, opiera się na rzekomej koreańskiej legendzie, według której pradawne gady zaatakują naszą planetę w celu zdobycia tajemniczego daru Yuh Yi Joo pozwalającemu jednemu z nich na przemianę w niebiańskiego smoka. Scenarzysta a zarazem reżyser „Dragon Wars” Hyung-rae Shim kojarzony może być choćby z innym koreańskim monster movie „2001 Yonggary”, znanym również pod tytułem „Reptilian”. Jak w 2002 roku zapowiadał sam twórca, „D-War” miał być nawet swego rodzaju kontynuacją jego wcześniejszego filmu, jednak pomysł od tamtego momentu dosyć znacznie wyewoluował i otrzymaliśmy taką oto fantastyczną opowiastkę. Zaznaczę od razu, że do wielbicieli tego typu kina nie należę, toteż mogę być w moich osądach trochę nieobiektywny, jednak nie zmienia to faktu, że obraz który mamy obecnie okazję oglądać jest po prostu słaby, na co składa się wiele czynników.

Na początek może w takim razie słów kilka o pozytywnych aspektach tej produkcji, bo i takich kilka tu uświadczymy. Jak można wyczytać w Internecie, budżet „D-war” szacowany jest w granicach 30 mln dolarów, co jest trzeba przyznać dosyć skromną sumą, jeżeli weźmiemy pod uwagę efekt końcowy. Efekty specjalne zastosowane w filmie, choć wszystkie w postaci CGI, prezentują się nad wyraz efektownie i po prostu dobrze. Nie jest to może poziom kilkuset milionowych blockbusterów hollywoodzkich, jednak jak na koszta, które poniesiono to i tak wszystkie tricki wypadają całkiem nieźle. Fani kukiełkarstwa czy animatroniiki nie znajdą tu niczego dla siebie, ale wielbicielom dzisiejszych obrazów na pewno przypadną one do gustu, choć momentami trzeba przyznać jest zbyt „komputerowo”. Większość potworów wykonano dosyć dobrze, w szczególności ogromnego złego węża Buraki’ego, który przypomina wielką kobrę z zębami. Także sceny demolki miasta przez mniejsze latające gady wyglądają naprawdę nieźle i wielbiciele tego typu filmów narzekać raczej nie będą. Na koniec twórcy pozostawili pojedynek dobrego Imoogi ze złym Burakim i choć tutaj stężenie pikseli sięga zenitu, to także te sceny wypadają nad wyraz pozytywnie. Również ostateczna przemiana w niebiańskiego smoka prezentuje się nienajgorzej.

Strona techniczna obrazu jest zdecydowanie na plus (biorąc pod uwagę budżet), jednak cała reszta to jeden ogromny minus i czysta kpina. Zacznijmy może od aktorstwa, które w obrazie Hyung-rae Shima praktycznie nie istnieje i jest na poziomie amerykańskich seriali dla nastolatków. Jedyną dobrą rolę odgrywa tutaj weteran Robert Forster, znany choćby z „Alligatora” Lewisa Teague. Reszta jest absolutnie nijaka a obsadzony w głównej roli Jason Behr tak beznadziejny, że brak po prostu słów. Śliczna Amanda Brooks grać także za bardzo nie potrafi, toteż rodzące się w ułamku sekundy między ich bohaterami uczucie jest tak „wiarygodnie” ukazane, że widz zastanawia się tylko i myśli sobie – „czy to już?”. Ano już, bo ni z gruchy, ni z pietruchy, kierowani poczuciem spełnienia odwiecznego „przeznaczenia” młodzi zaczynają się całować a my mamy uwierzyć w łączącą ich ogromną miłość. Reszta obsady jest również drętwa i na typowo hollywoodzkim poziomie. „D-War” jako koprodukcja koreańsko – amerykańska nakręcony został wedle obowiązujących obecnie schematów, stosowanych choćby w superprodukcjach takiego Michaela Baya, które poza efektowną stroną wizualną nie posiadają absolutnie nic co mogłoby zaciekawić widza, toteż film Hyung-rae Shima przypomina kopię takich choćby „Transformersów” aniżeli jakiegokolwiek azjatyckiego monster movie.

Montaż, poszczególne sceny i humorystyczne akcenty przywodzą na myśl właśnie Bayowską szkołę, czyli jednym słowem dobrze nie jest. Do tego fabuła, która z początku wydawać by się mogła zawiła i ciekawa, jest w gruncie rzeczy prosta jak drut a jednak posiada tyle dziur co sporej wielkości szwajcarski ser. Logiki w tym wszystkim nie ma za grosz a poszczególne sceny służą chyba tylko temu, by pokazać coraz to nowe efektowne ujęcia. Klimatu nie uświadczymy tu żadnego a całość przypomina połączenie estetyki filmów wspomnianego wcześniej Michaela Baya z Jacksonowskim „Lord of the Rings” – ba, niektóre początkowe i końcowe ujęcia to kopia scen bitewnych z „Władcy Pierścieni”. Do tego otrzymujemy pełne patosu zakończenie i mamy obraz „Dragon Wars” w pełnej krasie. Obraz filmu, który chce naśladować hollywoodzkie superprodukcje i wychodzi mu to znakomicie – jest tak samo głupią, rozdmuchaną do gargantuicznych rozmiarów filmową bzdurą, która pod ładną wizualną powłoką nie kryje w sobie nic, co mogłoby zaciekawić spragnionego dobrego rozrywkowego kina widza.

„D-War” to bardzo mierny acz chwilami niezwykle efektowny monster movie, który skierowany jest raczej do fanów obecnie powstających hollywoodzkim superprodukcji wszelakiej maści aniżeli do wielbicieli filmów o potworach, którzy wychowali się na azjatyckich obrazach o przerośniętych kreaturach. Film dla widzów do lat 15, toteż jeżeli plasujesz się gdzieś powyżej tego przedziału wiekowego, seans z „Dragon Wars” możesz z czystym sumieniem sobie odpuścić.

Pokaż inne recenzje tego filmu zwin/rozwin
Pokaż zwiastun / trailer zwin/rozwin
Galeria:
obrazek obrazek obrazek obrazek obrazek obrazek