Aquanoids

Opublikowano: 24-07-2013 przez: Critters

Specyfikacja filmu:

Kategoria: Monster Movies
Kraj: USA
Rok produkcji: 2003
Czas trwania: 70 min
Reżyseria: Reinhart 'Rayteam' Peschke
Scenariusz: Mark J. Gordon, Eric Spudic
Muzyka: Jason Peri
Zdjęcia: Reinhart 'Rayteam' Peschke (jako Ray Peschke)
Obsada: Laura Nativo, Rhoda Jordan, Edwin Craig, Ike Gingrich
Dystrybutor VHS: -

Amatorski horror niejednokrotnie potrafił mniej lub bardziej pozytywnie zaskoczyć, dlatego też po intrygującym tytule „Aquanoids” spodziewałem się niezbyt inteligentnej, ale jednak przyzwoitej rozrywki. Już po usłyszeniu pierwszych dialogów wyszło na jaw, że produkcja pana Peschke okaże się być kolejnym niemiłosiernym syfem, który po bliższym zetknięciu należy natychmiast spuścić w kiblu...

W 1987 roku w niewielkim resorcie nadmorskim w Kalifornii doszło do masakry, która pochłonęła łącznie 17 ludzi. Przyczyny śmierci ofiar, dzięki staraniom burmistrza miejscowości zostały odpowiednio zatuszowane. Jedynego świadka incydentu, rozpuszczającego wstrząsające informacje jako by sprawcami tragedii były tajemnicze monstra pół ludzie - pół ryby zwane Aquanoidami, uznano za wariata. Od tego straszliwego zdarzenia mija właśnie 15 lat. Nikt z mieszkańców nie zdaje sobie sprawy, że narodowe święto czwartego lipca stanie się areną makabrycznych wydarzeń. Aquanoidy powróciły i są spragnione krwi. Ludzkiej krwi...

Jak zapewne zdążyliście już zauważyć, fabuła „Aquanoids” do szczególnie oryginalnych nie należy, co zbytnio mnie nie dziwi. Prawdę powiedziawszy od powstania „Humanoids from the Deep” z 1980 roku w reżyserii Barbary Peters większość produkcji traktujących o morskich mutantach kręconych jest na jedno kopyto. Świadczyć może o tym, chociażby bezsensowny i kompletnie niepotrzebny remake wspomnianego „Humanoids from the Deep” w reżyserii Jeffa Yonisa, czy też opisywany właśnie „Aquanoids”, którego fabuła tak naprawdę niewiele różni się od arcydzieła z 1980 roku.

Znowu mamy humanoidalne potworki, które mężczyzn bezwzględnie zabijają a kobiety gwałcą, reżyser nie powstydził się nawet zapożyczyć legendarnej już sceny porodu. Nie miałbym nawet nic przeciwko temu żeby film był bardzo podobny fabularnie, ale niech do ciężkiej cholery coś sobą reprezentuje! Bezmyślne skopiowanie nie daje niestety żadnych pozytywnych rezultatów co widać już po pięciu minutach seansu z „Aquanoids”. Owszem, co poniektórzy mogą powiedzieć, że przecież jest to film zrealizowany za przysłowiową zgrzewkę piw, tylko co z tego? Przecież „Humanoidy z głębiny” powstały również przy bardzo niskim nakładzie finansowym a efekt był piorunujący. Znakomite kreacje potworów (pieszczotliwie zwanych brukselkami), prawdziwy gorefest i przyzwoita gra aktorska sprawiły, że film stał się klasyką horroru klasy B i jednym z najlepszych monster movies wszechczasów. Z kolei brak wymienionych przed chwilą aspektów oraz kolejne minusy w postaci tragicznej gry aktorskiej, fatalnego udźwiękowienia, pracy kamery i wielu innych mankamentów spowodował, że „Aquanoids” prezentuje się żenująco i z powodzeniem może pretendować do miana najgorszego monster movie wszechczasów.

Szczerze powiedziawszy zaczyna mnie coraz bardziej denerwować, że w dzisiejszych czasach za oceanem wystarczy dysponować kwotą 10 000 dolarów by zrealizować 'profesjonalny' film, który bez problemu trafia do dystrybucji DVD. Do tego dochodzi pięknie zaprojektowana graficznie okładka (odnoszę wrażenie, że na te okładki idzie większość pieniędzy wpompowanych w tego typu produkcje), która nęci nieświadomego niebezpieczeństwa widza i nieszczęście gotowe. Na tejże okładce wyraźnie możemy wyczytać, że w „Aquanoids” nie zabraknie gore i roznegliżowanych kobiet. Wielka szkoda, że informacja ta okazała się jedynie kolejnym chwytem reklamowym. Krwawe sceny w filmie Peschke ograniczają się bowiem głównie do tryskania czerwoną farbą na lewo i prawo a roznegliżowane dziewczyny raczej przeciętnej urody pojawiają się tu jedynie przez kilka sekund. Gra aktorska prezentuje się tak cholernie amatorsko, że widz by zdzierżyć te katorgi sięga co chwila po kolejną butelkę alkoholu.

Bezczelnie przyznam, że pomimo karaibskich soft drinków i sporej ilości cidera i browarów, w dalszym ciągu miałem ochotę wyłączyć „Aquanoids” w diabły i nigdy więcej do niego nie wrócić. Tego drugiego zresztą dotrzymam bo na moje nieszczęście udało mi się dotrwać do końca, który jest jeszcze bardziej żenujący niż dotychczasowy rozwój akcji. Po cichu liczyłem, że to obiecywane gore pojawi się wreszcie w wielkim finale w towarzystwie świetnie ucharakteryzowanych stworów, ale niestety nie dane mi było się doczekać. Reżyser ponownie poszedł na łatwiznę, wciskając mi po raz kolejny trochę czerwonej farby i nieopisywalną wręcz dawkę głupoty. Chyba nie poczujecie się zaskoczeni, gdy dodam, że o jakiejkolwiek atmosferze grozy w „Aquanoids” można jedynie pomarzyć. Jako, że w praktycznie każdym nawet najbardziej amatorskim filmie, można odnaleźć jakieś pozytywy postaram się to uczynić i w tym przypadku. Na częściową obronę Peschke'go mógłbym wymienić całkiem nienajgorszą (jak na produkcję bezbudżetową) charakteryzację potworów (sztuk 2), które jednak nie pokazują się w całej okazałości ani razu, co bardzo zasmuciło me lico.

Prócz wspomnianej charakteryzacji nie potrafię, pomimo najszczerszych chęci, znaleźć nic pozytywnego w tym tragicznie złym obrazie. No, może jeszcze to, że nie licząc napisów końcowych trwa niecałe 70 minut. Dla tych, którzy wciąż nie są zdecydowani, czy rzeczywiście „Aquanoids” może być filmem tak złym jak opisuję, polecam jednak nie przekonywać się osobiście, jest przecież tyle ciekawszych rzeczy. 

Zdecydowanie odradzam wszystkim a ocena końcowa jaką wystawiam filmowi Peschke'go może być tylko jedna, najniższa z możliwych, czyli zero, gdyż jak mawiał mój nauczyciel matematyki, na pałę też trzeba sobie zasłużyć...

Pokaż inne recenzje tego filmu zwin/rozwin
Pokaż zwiastun / trailer zwin/rozwin
Galeria:
obrazek obrazek obrazek obrazek obrazek obrazek