Greystoke: The Legend of Tarzan, Lord of the Apes (Greystoke: Legenda Tarzana, władcy małp)

Opublikowano: 24-07-2013 przez: Ślepy

Specyfikacja filmu:

Kategoria: Animal Attack
Kraj: Wielka Brytania, USA
Rok produkcji: 1984
Czas trwania: 143 min
Reżyseria: Hugh Hudson
Scenariusz: Edgar Rice Burroughs, Robert Towne, Michael Austin
Muzyka: John Scott
Zdjęcia: John Alcott
Obsada: Ralph Richardson, Ian Holm, Christopher Lambert, Andie MacDowell
Dystrybutor VHS: -


Zachodnia Afryka, rok 1885. Ulewny deszcz, pioruny walą jeden za drugim, gdzieś w tle dochodzi do erupcji wulkanu. Przywódca stada szympansów robi "porządki" - gania po drzewach samicę z małpiątkiem, w końcu ją dopada, zaczyna okładać łapami - małpia matka spada z gałęzi, małpiątko wypada jej z rąk po czym uderza o skałę ginąc na miejscu...

Czujecie moc tej sceny? Trwa to dosłownie kilka minut a ma w sobie taki ładunek emocjonalny, że po prostu brak słów. Hugh Hudson zrealizował w 1984 roku film, który gdyby miał powstać dziś nie miałby racji bytu przy wszystkich obostrzeniach MPAA a jeśli juz by ktoś taki obraz skręcił, to cenzorzy na pewno nieźle by ów filmik pocięli. Dwadzieścia dziewięć lata temu nie było takich problemów, toteż urodzony w Londynie reżyser dokonał rzeczy wydawałoby się niemożliwej - na motywach noweli Edgara Rice'a Burroughsa stworzył arcydzieło. Jak tego dokonał?

Głupia z pozoru historię chłopca wychowanego przez małpy w afrykańskiej dżungli postanowił pokazać w możliwie jak najbardziej realistyczny sposób - bez zbędnych bajerów, głupkowatych scen i innych tego typu zabiegów stosowanych w starych filmach z władcą małp, w których to nasz bohater jeździł na słoniach, ratował z paszcz krokodyli piękne kobiety i robił inne dziwne rzeczy. Nie odmawiam starym filmom, szczególnie tym z Johnnym Weissmullerem klimatu i swego rodzaju uroku, ale prawdziwy film o Tarzanie jest tylko jeden i zatytułowany jest właśnie "Greystoke: The Legend of Tarzan, Lord of the Apes".

To, co jest kluczem do sukcesu tego filmu to podejście reżysera do tematu oraz świetny scenariusz Roberta Towne'a i Michaela Austina (który to zresztą w 1985 roku został nominowany do Oscara), w którym wszelkie nieprawdopodobieństwa zostały ograniczone do niezbędnego minimum. Film jest w 100% poważny - małpy zamiast pajacować i wykonywać głupie sztuczki tłuką się między sobą, zabijają ludzi, w końcu same giną w paszczach drapiezników lub z rąk Pigmejów. Młody lord Greystoke przez pół filmu biega po dżungli z gołą dupą próbując dostosować się do małpiego stada po kolei odkrywając także to, że anatomicznie do swej nowej rodzinki zbytnio nie pasuje. 

Uwagę zwraca fantastyczna wręcz dbałośc o detale - szympansy wchodzą do domku w którym niedawno urodziło się dziecko - szympansica porzuca truchło swego małpiątka na podłodze biorąc pod opiekę ludzkiego bobasa. W paręnaście lat później chłopak wchodząc do owego domku napotyka w wejściu na walające się dookoła kości i mały małpi szkielet - po prostu brak słów, ile twórcy włożyli serca, talentu i uwagi w to, by jak najbardziej realistycznie ową historię nam opowiedzieć.

Nie sposób w tym miejscu nie wspomnieć o rewelacyjnej charakteryzacji Ricka Bakera i Paula Engelena (kolejna nominacja do Oscara) - małpy mają w tym filmie swoją osobowość, dzięki czemu gdy któraś z nich traci życie nie spływa to po widzu jak po przysłowiowej kaczce a naprawdę losem owych zwierząt się przejmuje. Śmierć przybranej małpiej matki tytułowego bohatera czy w końcu jego małpiego ojca już w rodzinnej Szkocji porusza widzem dogłębnie i wywołuje wielkie emocje, które ja osobiście porównałbym do tego, co czułem widząc zakatowanego przez kłusowników goryla Digita w "Gorillas in the Mist: The Story of Dian Fossey" Michaela Apteda z równie genialną charakteryzacją Ricka Bakera.

W rolę dorosłego Johna Claytona wcielił się z powodzeniem Christopher Lambert, choć mnie osobiście najbardziej spodobała się rola świetnego jak zawsze Iana Holma jako Belga, kapitana Phillippe'a D'Arnota, za którego sprawą nasz główny bohater trafia po klikunastu latach spędzonych w dżungli do rodzinnej Szkocji, gdzie poznaje swego dziadka a także pannę Jane Porter, w której to zresztą z wzajemnością się zakochuje. Spotyka się jednak także z bestwialstwem ludzi i nie mogąc przystsować się do nowego otoczenia wraca w końcu do swej "prawdziwej" rodziny, czyli szympansiego stada.

Na koniec może jeszcze słówko odnośnie wspomnianego na początku MPAA - otóż nie wyobrażam sobie, by film w takiej formie mógł powstać dziś nie otrzymując kategorii R - przemoc jest w nim tak prawdziwa, jak tylko może być - gdy rozbija się statek, to są ofiary, gdy ktoś kaleczy się w rekę to z rany sączy się krew, strzały pigmejów przeszywają kończyny, wbijają się w szyję jednego z angielskich myśliwych, drugi wcześniej pompujący zabitego szympansa powietrzem w celu nadania mu groźniejszego wyglądu do zdjęcia zostaje zabity strzałem w plecy - do tego wiele innych mocnych i chwilami naprawdę wstrząsających scen jak choćby ta, w której John Clayton uczy się słowa "zwierzę" na padlinie słonia, wyjmując mu z oczodołu kawał mięcha a potem skacząc po wystających z truchła żebrach. 

Byłem w szoku, że swego czasu film otrzymał kategorię wiekową PG i widnieje na wielu portalach jako obraz familijny. Piękne to były czasy, gdy kręciło się po prostu filmy nie patrząc na to, czy obraz zostanie ocenzurowany pod małoletniego widza czy też nie. "Greystoke: The Legend of Tarzan, Lord of the Apes" to absolutnie wyjątkowe dzieło, wzbudzające całą masę różnorakich emocji a także zmuszające do myślenia - film niegłupi, bardzo realistyczny (kilka uproszczeń i wpadek z afrykańską fauną pokazaną w filmie tego nie zmienia), świetnie zagrany, posiadający genialną charakteryzację wykonaną przez samego mistrza Ricka Bakera. Ocena może być w tym wypadku tylko jedna.

Pokaż inne recenzje tego filmu zwin/rozwin
Pokaż zwiastun / trailer zwin/rozwin
Galeria:
obrazek obrazek obrazek obrazek obrazek obrazek