Search for the Beast

Opublikowano: 22-06-2013 przez: Critters

Specyfikacja filmu:

Kategoria: Kryptozoologia
Kraj: USA
Rok produkcji: 1997
Czas trwania: 82 min
Reżyseria: R.G. Arledge
Scenariusz: -
Muzyka: -
Zdjęcia: Richard Arledge
Obsada: Rick Montana, Steven Steele, Holli Day, Kimberly L. Cole
Dystrybutor VHS: -

Wiele jest filmów, o których można powiedzieć, że prezentują naprawdę żenujący poziom, ale trafić na produkcję tak przeraźliwie złą, że aż nieoglądalną nawet dla zagorzałych wielbicieli kiczu naprawdę nie jest łatwo. Możecie mi zatem pogratulować - udało się! Z zażenowaniem stwierdzam, że „Search for the Beast” jest zdecydowanie jednym z najgorszych filmów jakie przez lata miałem okazję oglądać i niniejsza recenzja ma posłużyć za oficjalną przestrogę dla potencjalnych nieszczęśliwców, którym 'marzy się' seans z tym niemożebnym złem!

David Stone jest zapalonym badaczem gór, dlatego też kiedy otrzymuje od bogatego przedsiębiorcy propozycję poprowadzenia ekspedycji w rejonach Alabamy, gdzie od ponad dwudziestu lat dochodzi do zaginięć turystów, nie waha się ani chwili. Jego zadaniem ma być odnalezienie śladu egzystencji legendarnej bestii - Sasquatcha, który posądzany jest o wspomniane zaginięcia ludzi w tamtejszych okolicach. Stone nie zdaje sobie jednak sprawy z tego iż rzeczywisty cel wyprawy nie ogranicza się jedynie do odnalezienia potwora a on sam może znaleźć się w nie lada tarapatach...

Ufff! Za tworzenie takich filmów jak „Search for the Beast” powinno się ich twórców kamienować! Po raz kolejny okazałem się być na tyle naiwny by uwierzyć, że tego typu produkcja, zrealizowana niemalże bezbudżetowo, może się udać. Niestety, to już nie lata osiemdziesiąte, kiedy za kilka tysięcy dolarów można było nakręcić całkiem oglądalny film. Szczerze powiedziawszy, po seansie z „Search for the Beast” zastanawiam się, czy ten film w ogóle miał jakiś budżet? Okładka tego 'dzieła' zachęca znanymi (ponoć) nazwiskami, no i rzeczywiście - David Friedman, znany z takich filmów jak „Blood Feast”, „Love Camp 7”, czy też „Ilsa: She Wolf of SS” najwyraźniej postanowił sobie dorobić kilka dolców do emerytury (lub należy do rodziny reżysera - nie mam pojęcia) i wystąpił w tym jakże koszmarnym gniocie. Jego kreacja w „Search for the Beast” prezentuje się zresztą równie beznadziejnie amatorsko jak i całej reszty. Naprawdę rozumiem, że nie każdy musi mieć talent aktorski, ale to co wyprawia się w filmie Arledge’a wprost przechodzi ludzkie pojęcie.

Wszyscy aktorzy, bez wyjątku, grają jak kompletne drewniaki a ich kwestie wypowiadane już po nakręceniu filmu zsynchronizowano z dźwiękiem tak tragicznie (jak zresztą w wielu bezbudżetowych produkcjach), że ręce opadają. Nie muszę chyba pisać, że atmosfery grozy czy też jakiegokolwiek napięcia nie uświadczymy tutaj ani przez chwilę. Na domiar złego, obiecanki z okładki DVD, która wyraźnie sugeruje, że tytułowa bestia będzie gwałcić napotkane dziewczyny, mają się nijak do rzeczywistości. Podobno jest to porno - horror, ale co ciekawe (a raczej nieciekawe) to nie dopatrzyłem się tutaj ani porno ani tym bardziej grozy. No bo czy kogokolwiek może wystraszyć reżyser biegający w przeraźliwie sztucznym i tandetnym kostiumie małpoluda, którego wartość wyceniłbym na jakieś 20 dolarów (mniej więcej za taką cenę można zakupić w USA kostium na Halloween dla swojej pociechy)? Nie muszę chyba wspominać, że ów bigfoot nie wygląda ani strasznie, ani śmiesznie, wygląda po prostu żałośnie i w dodatku przez cały film nie robi niczego żeby przynajmniej swymi czynami zatrzeć złe wrażenie.

Co za tym idzie, poza odrobiną sztucznej krwi (a może powinienem powiedzieć sosu pomidorowego?) nie uświadczymy tu żadnych scen gore co uważam za niewybaczalne. W końcu jak się kręci horror tego typu, powinno się zaprezentować jakieś sympatyczne dla oka sceny. Nie mówię już o jatce pokroju „Night of the Demon” (notabene również zrealizowanego za bardzo małe pieniądze), ale jakaś dekapitacja, oderwanie ręki, czy coś w tym rodzaju z pewnością odrobinkę podniosłoby rating. Jak na porno horror, dziwi również kompletny brak...porno. Mało tego, że reżyser nie zdecydował się pokazać jakiejkolwiek sceny miłosnej (z całym szacunkiem, ale to co ma imitować sceny miłosne w ogóle ich nie przypomina i jeżeli owe ujęcia mają ukazywać pornografię, to „Omen” jest bestialskim porno), to wybrał nieszczególnie urodziwe dziewczyny (najprawdopodobniej tylko takie były chętne za psie pieniądze), które mimo iż parę razy decydują się zdjąć stanik, to nie robi na widzu żadnego wrażenia. Zamiast grozą R.G Arledge postanowił najwyraźniej przepełnić swój film akcją, co rzeczywiście mu się udało, tyle tylko, że z bardzo mizernym skutkiem. Nie wystarczy bowiem kilka przeraźliwie plastikowych kałaszy i kilku drabów by z gówna zrobić „Rambo”.

Główny bohater, żeby było śmieszniej - naukowiec, gania po lesie i z zadziwiającą skutecznością eliminuje kolejnych przeciwników, doskonale władając zarówno nożem jak i bronią palną. Zresztą, nawet pojmany i związany potrafi sie wydostać, gdyż jego oprawcy - debile nie wpadli na pomysł by oprócz pozostawienia go związanego na pastwę stwora, zabrać mu...wielki nóż, który zwykł nosić przy pasku. Podobnych 'atrakcji' znajdziemy tu zresztą znacznie więcej a poziom głupoty przez cały seans osiąga swoiste apogeum. Nie pomaga również beznadziejna ścieżka dźwiękowa, która prezentuje się fatalnie a pobrzdękiwania mandoliny w tle jedynie irytują już i tak rozsierdzonego widza. 

Jeżeli zależy Wam na obejrzeniu kompletnego celuloidowego gówna, któremu brakuje wszystkiego, na klimacie grozy począwszy a na efektach gore skończywszy, to... jest 1000 innych, lepszych. „Search for the Beast” sprawdza się jedynie w jednej roli - skutecznego i szybkiego usypiacza. Zapewne gdyby ludzie mieli możliwość zamiast proszków na sen zakupić w aptece płytę DVD z tym filmem to problem bezsenności zniknąłby bezpowrotnie. Trzeba by napisać jakąś petycję do reżysera, w końcu w aptece jego ‘dzieło’ przyda się milion razy bardziej niż na sklepowych półkach gdzie interesującym streszczeniem fabuły jedynie szczuje i kusi potencjalne ofiary! Wystawiam, więc w pełni zasłużone zero i na zakończenie nie pozostaje mi nic innego jak podsumować „Search for the Beast” jakże trafnym cytatem z IMDb – „Worse than Plan 9 from Outer Space”…

Pokaż inne recenzje tego filmu zwin/rozwin
Pokaż zwiastun / trailer zwin/rozwin
Galeria:
obrazek obrazek obrazek obrazek obrazek obrazek