Cryptid

Opublikowano: 22-06-2013 przez: Critters

Specyfikacja filmu:

Kategoria: Kryptozoologia
Kraj: RPA
Rok produkcji: 2006
Czas trwania: 98 min
Reżyseria: Darrell Roodt, Michael Sellers
Scenariusz: James Drydon, Jono Hall, Michael Sellers
Muzyka: Alan Derian
Zdjęcia: Eran Tahor
Obsada: Lori Petty, Petey Pablo, Nicholas Irons, Sandra Teles
Dystrybutor VHS: -

Kryptozoologia nie jest kierunkiem zbyt chętnie eksponowanym przez twórców filmów grozy. I choć jednemu z najsłynniejszych tego typu stworów, Wielkiej Stopie, poświęcono znaczną ilość filmów, to szeroka galeria zwierząt, których istnienia nauka nie jest w stanie dowieść, wciąż czeka na swój kawałek celuloidowego tortu, nim ludzie na dobre utrwalą się w przekonaniu, że kryptydy kończą się na Bigfoocie, Chupacabrze i Potworze z Loch Ness. Ciekawą próbę realizacji tematu podjęto w 2006 roku w Afryce przy okazji filmu zatytułowanego „Cryptid”, którego reżyserem został uznany twórca grozy pochodzący z RPA Darrell Roodt („The Stick”, „Prey”, „City of Blood”). Pomimo przyzwoitego budżetu, sprawnej ekipy i cenionego reżysera, niczym w fabule kiepskiego horroru klasy B - coś poszło straszliwie nie tak...

Na prowincji RPA w tajemniczych okolicznościach zaczynają ginąć farmerzy. Nikt nie jest w stanie stwierdzić, kto zamordował i porzucił rozszarpane zwłoki, choć większość zainteresowanych zrzuca wszystko na kark lwów, których w okolicy nie brakuje. Kiedy sprawa zostaje odpowiednio nagłośniona przez szukających sensacji reporterów, grupa naukowców z instytutu kryptozoologii w Meksyku wyrusza z ekspedycją by dokładniej przyjrzeć się sprawie. Tuż po ich przybyciu na miejsce padają kolejne trupy. Tajemnicza kreatura rozpoczęła łowy...

„Cryptid” Darrella Roodta pomimo interesującej fabuły, znanego nazwiska w obsadzie i profesjonalnej realizacji przeszedł w zasadzie bez echa. Dość powiedzieć, że aby na własne oczy przekonać się o jego niedociągnięciach zmuszony byłem sięgnąć po jedyne aktualnie dostępne wydanie DVD z cieszącej się na tym polu złą sławą Tajlandii. Zaledwie kilka minut seansu wystarczyło aby moje oczekiwania względem filmu Roodta znacznie się powiększyły, jednak im dalej w przysłowiowy las, tym ciemniej. O minusach „Cryptid” można by napisać pracę magisterską, dlatego też zacznę od pozytywów jakie w filmie twórcy „Prey” dostrzegłem.

Na plus wyróżnia się z pewnością fabuła (bo o samym scenariuszu autorstwa współreżysera Michaela Sellersa z pewnościa się tego powiedzieć nie da) i miejsce akcji. Tajemnicza kreatura zabijająca okoliczną ludność na bezdrożach RPA to pomysł marzenie, który jednak wykorzystywany w historii kina rodem z Afryki Południowej był sporadycznie i tylko raz z genialnym skutkiem (świetna „Panga”). Do tego profesjonalne i cieszące oko zdjęcia Erana Tahora oraz znakomita folklorystyczna muzyka Alana Deriana i...niestety, na tym pozytywy „Cryptid” się kończą.

W filmie Roodta w oczy razi przede wszystkim marne aktorstwo (zupełnie niezrozumiałe przy budżecie 1,3000,000 USD) i antypatyczne postaci. Główna rola przypadła „gwieździe” filmu Lori Petty, która nie dość iż samym widokiem swej twarzy straszy bardziej niż tytułowa kryptyda, to jeszcze musi przez cały seans paradować na ekranie z ogoloną na łyso głową i denerwować swym akcentem. Kolejnym kretynizmem scenariusza jest postać murzyna, który zarówno swym wyglądem jak i zachowaniem przedstawia najgorsze cechy amerykańskiego rapera, który po koks sięga częściej niż po szklankę wody. Skąd pomysł by kreowanego przez Petey'a Pablo imbecyla uczynić zapalonym miłośnikiem kryptozoologii a w dodatku członkiem ekspedycji naukowej, trzeba by już zapytać wspomnianego Michaela Sellersa, który najwyraźniej scenariusz zaczął pisać trzeźwy by po rozpisaniu ekranowego kwadransu zacząć przyjmować szkodzące zdrowiu substancje. Efektem takiego działania jest historia do bólu przewidywalna, i momentami konkretnie przynudzająca przez co widz zastanawia się, czy aby napewno ogląda film grozy, czy może przygodówkę dla 14-latków.

Pod względem gore jest umiarkowanie - szybkie cięcia sprawiają, że niewiele można zobaczyć, choć efekt końcowy w postaci rozszarpanych ciał jak i szybko dokonana dekapitacja prezentują się całkiem okazale. Wielka szkoda, że tego samego nie można powiedzieć o tytułowej kreaturze, której design niestety nie powala pod żadnym względem i przypomina skrzyżowanie Leatherface'a z żywym trupem. Na dobrą sprawę nie wiemy czym jest stwór (wedle filmu jednym z członków pierwotnego plemienia) i dlaczego morduje wszystkich dookoła, ale warto podkreślić, że pomimo nienajlepszego wyglądu wykonany został tradycyjnymi metodami bez użycia CGI.

„Cryptid” zaczęło się naprawdę nieźle, nocne sceny pozwalały wytworzyć atmosferę niepokoju a martwe ciała stosunkowo szybko padały na ziemię. Niestety po kilkunastu minutach seansu zaczyna się zjazd po równi pochyłej, przerywany kilkoma miłymi dla oka akcentami, sporą dawką wystrzałów w ciemnościach i kompletnie beznadziejnym, płytkim zakończeniem. Byłoby z pewnością mniej monotonnie gdyby Roodt pokusił się o ukazanie nieco dosadniej bogatej flory i fauny RPA, nie ograniczając się jedynie do stada kopytnych widocznego w jednej scenie, bo efekt jest taki, że lwy, które posądzane są o zgony miejscowych, nie pokazują się w filmie na choćby sekundę a przecież to w końcu wizytówka całej Afryki!

Film Roodta miał w sobie duży potencjał, który niestety wykorzystano jedynie w minimalnym stopniu tworząc obraz przeciętny i niczym nie zaskakujący, ale mimo wszystko w miarę przyjemny w odbiorze, za co zasługuje on najwyżej na ocenę pośrodku skali. Pragnę również przestrzec przed zakupem wspomnianego przeze mnie na początku tekstu DVD z Tajlandii, które zawsze sprawiają jakieś problemy. W moim przypadki jest to źle nagrana płyta, efektem czego przez cały seans dźwięk wyprzedzał obraz, co z pewnością nie pomagało w odbiorze.

Pokaż inne recenzje tego filmu zwin/rozwin
Pokaż zwiastun / trailer zwin/rozwin
Galeria:
obrazek obrazek obrazek