Savage (Bestia)

Opublikowano: 22-06-2013 przez: Critters

Specyfikacja filmu:

Kategoria: Kryptozoologia
Kraj: USA
Rok produkcji: 2009
Czas trwania: 86 min
Reżyseria: Jordan Blum
Scenariusz: Jordan Blum, Lynn Drzick, Nancy Gideon, DJ Perry
Muzyka: Kenneth Lampl
Zdjęcia: Shawn Lewallen
Obsada: Martin Kove, Lisa Wilcox, Tony Becker, Anna Enger
Dystrybutor VHS: -

Ostatnia dekada przyniosła miłośnikom monster movies prawdziwy wysyp filmów o najbardziej znanej na świecie kryptydzie, legendarnej Wielkiej Stopie. Realizowane z uporem maniaka, zarówno przez stację Syfy Channel jak i twórców niezależnych, rzadko kiedy prezentują jednak wyrównany poziom. Dwa lata za ten temat 'złapał się' również niejaki Jordan Blum, który współtworzył scenariusz i wyreżyserował „Savage”, który miał być nowoczesnym podejściem do tego podgatunku grozy. Prace ukończeniowe i problemy z dystrybucją zajęły twórcom dwa lata, aż w końcu w lipcu 2011 roku „Savage” ukazał się w Wielkiej Brytanii na płytach DVD, niestety nie spełniając pokładanych w nim nadziei...w każdym razie moich nadziei.

Gwałtowne pożary siejące spustoszenie w parku narodowym Bear Valley zmuszają zamieszkujące go zwierzęta do zmiany terytorium. Pech chce, że nie wszyscy mieszkańcy lasu mają zamiar pozostać bierni. Zieloną gęstwinę zamieszkuje bowiem straszliwa bestia, która zamiast paniki reaguje agresją i której pierwszymi ofiarami padają dwaj przypadkowi strażacy. Strażnik leśny Owen Freemont i jego ludzie będą musieli uwierzyć w istnienie potwora i unieszkodliwić go zanim ten zmasakruje każdego, kto przypadkowo (lub nie) wejdzie mu w drogę...

Będąc tuż po seansie z „Savage” ciśnie mi się na usta jedno słowo - rozczarowanie. Po filmie Bluma spodziewałem się czegoś zdecydowanie lepszego, mniej przewidywalnego a nader wszystko zdecydowanie mniej irytującego. Nie jest bowiem żadną tajemnicą, że większość filmów o Wielkiej Stopie opiera się na tym samym wyświechtanym schemacie jaki creature features prezentują przynajmniej od czasu „Szczęk” Spielberga i „Savage” nie zaprezentuje nam w temacie żadnego powiewu świeżości, ani tym bardziej żadnego połączenia gatunków (co sugerują twórcy poprzez dodanie kategorii gatunkowych na IMDb).

Mamy typowych bohaterów - strażnika leśnego (swoisty odpowiednik szeryfa), który już z niejednego pieca chleb jadł, lokalnego kłusownika - łowcę potwora, chciwego burmistrza planującego budowę centrum handlowego oraz kilku młodych ludzi, których na ekranie równie dobrze mogłoby nie być. Mamy również potwora, który zabija każdego kto stanie na jego drodze i tu przechodzimy do jednego z najpoważniejszych błędów jakie Blum popełnił tworząc „Savage” - chodzi oczywiście o krwawe sceny gore, których w filmie zwyczajnie nie ma. Z niewiadomych przyczyn (film nie był kręcony dla telewizji) morderstwa są dokonywane głównie poza kadrem i ucinane w najgorszym możliwym momencie a bryzgający raz na jakiś czas 'sok malinowy' nie jest w stanie zrekompensować oglądającemu braku swoistego trzonu tego typu kina.

Sam potwór wygląda naprawdę przyzwoicie, oczywiście kiedy możemy go zobaczyć na ekranie, co zapewniam z miejsca - nie nastąpi ani prędko ani na długo. By ocenić wygląd bestii zmuszony byłem zatrzymywać ekran, gdyż jej twarz (lub jak kto woli - morda) pojawia się na ekranie dwukrotnie i za każdym razem trwa to około sekundy. Wielka szkoda, gdyż kostium wygląda niezwykle profesjonalnie i sprawia bardzo pozytywne wrażenie a ujęć z nim na ekranie jest jak na lekarstwo. Warto również zauważyć, że stwór z „Savage” zalicza się do tzw. 'niezniszczalnych', dysponując ogromną siłą a do tego skacze i biega po drzewach ze zwinnością jakiej nie powstydziłby się komiksowy superbohater. Na szczęście twórcy postawili na praktyczne efekty i udział CGI ograniczyli do niezbędnego minimum.

Kolejnym problemem filmu Bluma jest aktorstwo, które stoi na zaskakująco niskim poziomie. Grający stosunkowo dużą rolę gwiazdor filmu Martin Kove zdaje się być znudzony zarówno występem w filmie jak i swoją postacią. Łatwo dostrzec po przebłyskach geniuszu jakie Kove przejawia w kilku krótkich momentach dając uważnemu widzowi sugestię, jak mogłaby wyglądać grana przez niego postać gdyby zechciał bardziej się przyłożyć. Kove zresztą trudno się dziwić bo grany przez niego Jack Lund, kłusownik i łowca bigfoota, to obok leśnika, najbardziej jednoznaczna i bezpłciowa postać. Niby raczej niesympatyczny z niego gość, ale jednocześnie godzący się na współpracę z młodocianym 'wypierdkiem', który przy pomocy swej technologii również szuka legendarnej bestii. Brak mu zdecydowania i pazura jakim powinien charakteryzować się 'twardziel' jakim w założeniu miał być.

Kolejnym nieprzekonującym bohaterem jest Tony Becker, który wcielił się w typową, bezpłciową postać 'cichego herosa' - zarządcy strażników leśnych, kochającego męża, przyszłego ojca i jak to zwykle bywa - dobrego człowieka. Pomimo, że dorobek aktorski Beckera świadczy o nim raczej pozytywnie, postać Freemonta jest wyprana z emocji do tego stopnia, że aktor ten nie był w stanie uciec od schematyczności i utonął, tworząc kompletnie nie wzruszającą ani nie wzbudzającą sympatii postać, o której można powiedzieć tyle, że na ekranie jest i raczej nic więcej... O młodym pokoleniu aktorów, którzy w „Savage” grają zdecydowanie zbyt istotne role i zajmuja zbyt dużo miejsca przez grzeczność wolę się nie wypowiadać, więc z męskiego punktu widzenia dodami jedynie, że Anna Enger jest dość atrakcyjna i ładnie prezentuje się na ekranie.

By nie przynudzać już dłużej o aktorach, którzy bądź co bądź położyli ten film muszę oddać twórcom sprawiedliwość i przyznać, że kultowa dla miłośników kina grozy Lisa Wilcox („A Nightmare on Elm Street 4” i „A Nightmare on Elm Street 5”, „Watchers: Reborn”) spisała się w swej mało interesującej (i jeszcze mniej eksponowanej) kreacji ciężarnej żony głównego bohatera i ogromna szkoda, że jej postać pojawia się na ekranie jedynie na początku i na końcu filmu.

Klimatu grozy w „Savage” szukać można równie długo co naukowcy szukający dowodów na istnienie Bigfoota i z podobnym skutkiem, szczególnie, że akcja praktycznie cały czas rozgrywa się w biały dzień. Ścieżka dźwiękowa Kennetha Lampla i zdjęcia Shawn'a Lewallena stoją na przyzwoitym rzemieślniczym poziomie, ale nie dodają filmowi ani klimatu grozy ani nawet uroku.

„Savage” nie jest filmem kompletnie bezużytecznym, jest raczej filmem niepotrzebnym, nie wnosi do podgatunku absolutnie niczego prócz powielania oklepanych schematów i nie byłoby w tym większego problemu gdyby nie to, że owe schematy zaprezentowano nam w możliwie najmniej atrakcyjny sposób. Nie da się nawet napisać, że jest to obraz atrakcyjny dla oczu, gdyż ilość przedstawicielek płci pieknej ograniczono do dwóch, z czego przez dłuższy czas na ekranie oglądać możemy jedną z nich. Nędzy i rozpaczy dopełnia brak jakichkolwiek scen gore, które w tego typu filmie pojawić się zwyczajnie MUSIAŁY. Polecić zatem mogę „Savage” jedynie najbardziej zagorzałym miłośnikom filmów o Wielkiej Stopie. Ze względu na personalne zamiłowanie do Martina Kove wystawiam niezbyt zasłużoną trójkę, od której mimo wszystko pasowałoby odjąć jeden punkt...

Pokaż inne recenzje tego filmu zwin/rozwin
Pokaż zwiastun / trailer zwin/rozwin
Galeria:
obrazek obrazek obrazek obrazek obrazek obrazek