Zwei zum Fressen gern (Crocodile Alert)

Opublikowano: 21-06-2013 przez: Ślepy

Specyfikacja filmu:

Kategoria: Animal Attack
Kraj: Niemcy
Rok produkcji: 2006
Czas trwania: 90 min
Reżyseria: Simon X. Rost
Scenariusz: Derek Meister
Muzyka: -
Zdjęcia: Stephan Schuh
Obsada: Christian Tramitz, Jennifer Ulrich, Doreen Jacobi, Dirk Bach
Dystrybutor VHS: -

Z niemieckim poczuciem humoru jest ponoć tak jak z ładnymi Niemkami - podobno ktoś je kiedyś widział, ale nie wiadomo zbytnio kto i gdzie. Jednak jeśli już trafimy na jakiegoś tamtejszego wesołka pragnącego za wszelką cenę rozbawić tłumy, następuje kolejny problem - otóż biorąc pod uwagę "lekkość" i niezbyt górnolotny poziom dowcipu prezentowanego przez naszych szacownych zachodnich sąsiadów, niekoniecznie trzeba zrozumieć, co też akurat autor tegoż miał na myśli. Niemiecki dowcip jest trzeba przyznać dość specyficzny i raczej ciężkostrawny dla przeciętnego Polaka, toteż zasiadając do seansu z filmem Simona Rosta zatytułowanym "Zwei zum Fressen gern" spodziewałem się raczej ciężkiej przeprawy, nawet pomimo 3 lat spędzonych "kiedyś tam" w miasteczku Stadthagen, położonym niedaleko Hanoweru. Niestety nawet ten dosyć długi okres czasu nie pozwolił mi do końca zgłębić tajemnicy niemieckiego dowcipu, bo choć i Niemcom zdarza się od czasu do czasu stworzyć coś autentycznie zabawnego, to jednak znacznie częściej poruszają się oni w sprawdzonej dla siebie formule niezbyt wyrafinowanego i momentami aż nazbyt dosłownego humoru. Podobnie jest z filmem Rosta - bo co dobrego mogło wyniknąć z połączenia letniej komedii z obrazem animal attack o pożerającym ludzi krokodylu? Ano ogólnie nic, bo choć taka formuła świetnie sprawdziła się swego czasu w kraju Wuja Sama, tak już niekoniecznie musiała przynieść sukces w ojczyźnie byłego Papieża.

Mitch "Croc" McDearie to wielki miłośnik krokodyli, którego życie nie do końca potoczyło się tak jakby tego chciał. By być blisko swej dorastającej córki zamienił świetnie prosperującą farmę aligatorów na Florydzie na rzecz niezbyt satysfakcjonującej pracy sprzątacza terrariów w bawarskim mieście Regensburg położonym nad brzegiem Dunaju. W dniu 16 urodzin córki Mitch poznaje Annę Berg, młodą lekarkę Medycyny Sądowej, której przydzielono wyjaśnienie dosyć nietypowej sprawy - w jednej z kanalizacji odnalezione zostało bowiem truchło sarny pozbawione jednej z kończyn a 'świeża' w zawodzie Anna ma ustalić przyczynę zgonu zwierzęcia. Wraz z Mitchem i otyłym reporterem gejem Bützje udaje jej się wpaść na trop zamieszkującego okoliczną kanalizację wielkiego krokodyla. Bestia podczas nieudanej transakcji, ze skrzyni, w której była przewożona, uciekła wprost do rzeki a jej śladem podąża także trójka niezbyt rozgarniętych handlarzy egzotyczną zwierzyną, którzy nie cofną się przed niczym by odzyskać wartą sporą sumę pieniędzy zgubę...

"Zwei zum Fressen gern" to produkcja telewizyjna wyprodukowana na zlecenie popularnego niemieckiego kanału Pro7 w 2006 roku. Widać to zresztą praktycznie w każdej sekundzie seansu, gdyż od strony technicznej film ten niezbyt odstaje od innych kręconych na potrzeby, nazwijmy to "ramówkowe", obrazów. Nie jest to oczywiście żaden wielki problem, tym bardziej, że wykonanie pewnych elementów filmu odstaje znacznie na korzyść filmu Rosta względem takich choćby jego amerykańskich odpowiedników produkowanych taśmowo dla Sci Fi Channel. Najtrudniejszym z punktu widzenia polskiego widza elementem do przetrawienia jest z całą pewnością "komediowość" owego obrazu. Wiadomo jak to z niemieckim humorem bywa - jednych zniesmaczy, innych pozostawi obojętnymi a resztę (choć to akurat mocno wątpliwe) rozśmieszy. Jako, że film z założenia miał być komedią podlaną sosem animal attack, poziom jego 'zabawności' powinien być czynnikiem, który nie pozwoli nam się nudzić a całość chłonąć raczej dosyć bezboleśnie. Niestety, o ile taki hollywoodzki "Lake Placid", był produkcją momentami autentycznie zabawną, tak tutaj sprawa ma się o tyle gorzej, że poziom humoru w filmie Rosta zbliża się często do tego zademonstrowanego w "Lake Placid 2", przebijając swoim raczej wątpliwej jakości dowcipem także i tę produkcję, co może się wydawać raczej nieprawdopodobne. Niestety, to, co z całą pewnością dla Niemców jest śmieszne niekoniecznie musi oznaczać dobrą zabawę dla Polaków chociażby, inna sprawa, że nawet jak na niemieckie standardy produkcja ta zbytnio in plus w tym aspekcie nie odstaje.

Cały problem "Zwei zum Fressen gern" polega na tym, że to, co powinno być tylko dodatkiem do całej historii (tak jak we wspomnianym "Lake Placid") tutaj zajmuje praktycznie cały pierwszy plan, spychając historię krokodyla ludojada pływającego sobie gdzies rześko w wodach Dunaju na dalszy, niekoniecznie nawet drugi plan. Główną osią filmu jest niby poszukiwanie groźnego zwierzęcia, jednak o wiele więcej ekranowego czasu reżyser poświęca na nie do końca udany i cholernie oklepany wątek romansowy dwójki głównych bohaterów, który opiera się na typowym dla tego typu produkcji schemacie "kto się czubi, ten się lubi", przez co musimy po raz n-ty oglądać, jak początkowa wzajemna niechęć przeradza się w iskrzące z całą mocą w końcówce filmu wielkie uczucie. Dodajmy do tego problemy rodzinne głównego bohatera (nieumiejętność nawiązania kontaktu z dorastającą córką i wynikające z tego rozbieżności w postrzeganiu pewnych spraw), niesamowicie irytującego reportera-geja, który pojawia się co i raz by w założeniu rozbawić swoim zachowaniem widzów oraz trójkę opryszków-kretynów. Gdzie w tym wszystkim miejsce dla krokodyla zapytacie? Ano taki sam problem miał z tym widocznie i sam reżyser, który prawdopodobnie bardzo starał się, by wszystkie te elementy do siebie pasowały i nie gryzły się wzajemnie, jednak z przykrością muszę przyznać, że niestety poległ na tym polu i to dosyć sromotnie zresztą.

Aktorsko produkcja ta stanowi podręcznikowy wręcz przykład niemieckiego filmu telewizyjnego, toteż zbytnio nie ma się nad czym w tym akurat aspekcie rozwodzić. Ot, "solidna" aktorska robota, znajdująca się gdzieś pomiędzy poziomem naszego "Klanu" a wspomnianego już "Lake Placid 2". O ile jednak taka choćby Doreen Jacobi przynajmniej dosyć przyjemnie się prezentuje (aktorka swą urodą przypomina trochę Crystal Allen znaną z genialnej inaczej "Anakondy 3: Potomstwo") to już niemiecki aktor, komik i moderator telewizyjny Dirk Bach w roli grubego reportera-geja jest tak niesamowicie irytująco-drażniący, że po prostu ma się podczas obserwowania na ekranie jego kolejnych popisów ochotę, by w cholerę wyłączyć film i dać sobie spokój z jego dalszym oglądaniem. Ci bardziej uczuleni na idiotyczne pajacowanie z całą pewnością nie dotrwali by do końca seansu, jednak uczciwie muszę przyznać, że jest w filmie Rosta jedna rzecz, która jakoś pozwalała owe "popisy" przetrwać i obejrzeć obraz w całości. Wszystko dzięki porządnej pracy berlińskiego studia Chris Creatures odpowiedzialnego za powołanie do życia filmowego krokodyla. W "Zwei zum Fressen gern" zobaczyć możemy gada tak animowanego komputerowo jak i świetnie wykonany animatroniczny model, który jak na produkcję telewizyjną prezentuje się wprost rewelacyjnie. Na szczęście reżyser Simon Rost jeśli już pokazuje nam bestię na ekranie nie ogranicza się jedynie do animacji cyfrowej, która choć niezła i milion razy lepsza niż wszystkie CGI wytwory Sci Fi Channel, to jednak od najlepszych tego typu bajerów sporo odstaje.

Ale właśnie - na szczęście jest w pełni animatroniczny krokodyl, którego użyto w scenach bezpośredniego kontaktu z aktorami, za co chwała reżyserowi i fachowcom, którzy owy model z wielką dbałością o szczegóły wykonali. Gad ma w pełni ruchomy łeb, kłapie paszczą, oddycha - robi praktycznie wszystko to, co żywy zwierz. Prawdę mówiąc telewizyjny film niemiecki był ostatnim "miejscem", w którym spodziewałem się tego typu model zobaczyć, toteż zdziwiłem się dość znacznie widząc na ekranie ową mechaniczną bestyjkę. Na koniec warto wspomnieć jeszcze słowem o muzyce, która niestety idealnie wpasowuje się w głupkowaty charakter całego filmu i drażni uszy niesamowicie, choć fani amerykańskiego rapera 50 Centa zapewne ucieszą się, że w filmie można usłyszeć utworek "Candy Shop" jego autorstwa w arcygenialnej scenie tańca scenicznego 16-sto letniej córki głównego bohatera Sary. Swoją drogą dziwne, że wcielająca się w jej rolę, 24 letnia dziś Jennifer Ulrich bez zbytniego skrępowania pokazuje w filmie swoje "atuty" a jej o 10 lat starsza i o wiele bardziej "uzdolniona" pod tym względem koleżanka po fachu Doreen Jacobi paraduje w swej najodważniejszej a zarazem najlepszej scenie "tylko" w bieliźnie...

"Zwei zum Fressen gern" to cholernie mało śmieszny komediowy animal attack, którego jedynym poważnym atutem są jedynie porządnie wykonane efekty specjalne. Brzmi może dosyć mało zachęcająco, jednak niestety taka jest o filmie Rosta prawda - o ile fachowcy ze studia Chris Creatures przyłożyli się do swojej pracy należycie, tak cała reszta ekipy odpowiedzialnej za sukces filmu najwyraźniej wolała w bawarskim słoneczku nad brzegiem Dunaju się poopalać, nie zważając zbytnio na mierny efekt końcowy swojej pracy. Byłaby pała, jednak by docenić niełatwą pracę fachowców od animatroniki i CGI ocenka zatrzymuje się na skali punkt wyżej. Mimo wszystko nie polecam.

Pokaż inne recenzje tego filmu zwin/rozwin
Pokaż zwiastun / trailer zwin/rozwin
Galeria:
obrazek obrazek obrazek obrazek obrazek obrazek