|
Reżyseria: Kimberley Casey Scenariusz: David A. Prior, Ted Prior Zdjęcia: Andrew Parke Muzyka: Tim James, Mark Mancina, Steve McClintock Występują: Ted Prior, Fritz Matthews, Durrell Nelson, Ty Hardin Kraj: USA Rok produkcji: 1990 Czas trwania: 90 min Polski dystrybutor VHS: Global Film
"Born Killer" (Urodzony morderca) "Some men turn bad... Others are just born that way. " Przebierając w najlepszych pozycjach spod skrzydeł wytówrni A.I.P., obok dzieł takich jak "Deadly Prey", "Final Sanction", czy "Hell On The Battleground" nie sposób pominąć tytułu "Born Killer". We wszystkich główną rolę grał Ted Prior, występujący zwykle jako żołnierz bądź ex-komandos. Tym razem jednak aktor zaprezentował nam kreację zbiegłego z więzienia psychopaty, co dla niektórych widzów może okazać się niemałym zaskoczeniem. A to jeszcze nie koniec: jego filmowym przeciwnikiem będzie nie kto inny jak Fritz Matthews (słynny prucznik Thornton w "Żywym celu"). Doprawdy, ciężko o lepszą zachętę na seans słysząc już same te nazwiska. Nim jednak dojdzie do konfrontacji między myśliwym a zwierzyną pozwólcie, że pokrótce przedstawię samą fabułę. Oto grupka znajomych wybiera się na odludzie, celem rozegrania tzw. "malowanej wojny", czyli popularnego na całym świecie paint-balla. W tym samym czasie z pobliskiego kamieniołomu, gdzie pracują skazańcy, ucieka dwóch śmiertelnie niebezpiecznych kryminalistów. Za zbiegami rusza pościg, który aby "zaoszczędzić trochę forsy z kieszeni podatników" jest od razu wyposażony w sznury do egzekucji (!). Ale polowanie rozpoczyna się nie tylko dla nich. Oswobodzeni mordercy obierają sobie za cel wyżycie się na przypadkowo spotkanych w lesie ludziach i zmuszają ich do gry w "malowaną wojnę" na własnych zasadach, w których każda kropla krwi jest prawdziwa. Pechowo dla agresorów jeden z cywili - Nick (Fritz Matthews) - okazuje się być weteranem wojennym, który pod wpływem bolesnej przeszłości coraz bardziej odchodzi od zmysłów. Najbliższe godziny dadzą odpowiedź na pytanie w czyich żyłach płynie zimniejsza krew. "Born Killer" to świetna wypadkowa filmu sensacyjnego, serial killer movie, kina typu survival oraz rape & revange. Wszystko to sprawia, iż nie sposób go po prostu zaszufladkować. Właściwa akcja rozpoczyna się rzezią w kamieniołomie i do ostatniej minuty już nikt nikomu nie odpuszcza. Szalony Spencer (Ted Prior) zamiast myśleć o ucieczce przed ścigającym go zastępem szeryfa mobilizuje siły do dręczenia napotkanych przypadkowo ludzi, w czym pomaga mu drugi uciekinier, Anderson (Adam Tucker). Gdy napadają na dwójkę włóczących się po lesie cywili biją ich do nieprzytomności i kradną odzież, zaś poszkodowani mężczyźni, ocknąwszy się, dochodzą do wniosku, że nie będą wracać do domu nago. Zakładają więc porzucone więzienne łachy (tak!), co automatycznie czyni ich celem dla mundurowych, znających rysopisy uciekinierów jedynie pobieżnie. Ponadto Nick i Trapper odkrywają w lesie ciała zamordowanych dziewczyn a dwójka skazańców, wziąwszy zakładnika, zmusza ich do udziału w śmiertelnie niebezpiecznej grze. Teraz wielkimi krokami zbliża się pora odwetu. Kimberly Casey nakręciła bardzo męski i bezkompromisowy film, choć trzeba przy tym pamiętać, iż wiele zawdzięcza on fenomenalnemu scenariuszowi braci Prior. Pomijając samą historię, która niesłychanie wciąga, oto garść przykładów świadczących o tym najdobitniej: kamieniołom, słoneczny dzień, więzień zgłasza strażnikowi, że jest spragniony. Go ahead - mówi strażnik - po czym śledzimy jak skazaniec kieruje kroki w stronę ogromnej, ciemnej kałuży, by zamoczyć usta. Inny przykład: co robi szeryf (w tej roli rewelacyjny Ty Hardin, weteran westernów), gdy nie może rozstrzygnąć kto jest bandytą a kto niewinną ofiarą? Wydaje rozkaz powieszenia wszystkich zatrzymanych. I tak jest przez cały film, decyzje zapadają tutaj błyskawicznie, co najczęściej oznacza, że ktoś musi zginąć. Z kobietami także nikt się nie patyczkuje, już w pierwszych minutach seansu jeden z bohaterów bije swoją dziewczynę pięścią w twarz, a powód ma niezwykle konkretny - jest "wk****ony". Na szczególne uznanie zasługuje popisowa rola Teda Priora, mimika twarzy i zachowanie stawiają graną przez niego postać w ścisłej czołówce niereformowalnych świrów ze szklanego ekranu. Pewnej pikanterii nadaje tej historii fakt, iż do końca projekcji nie wiadomo za co właściwie zamknięto Spencera. Możemy tylko się domyślać, co ukształtowało świat człowieka, któremu chodzi przecież tylko o to, żeby trochę się "zabawić", o nic więcej! Postać grana przez czarnoskórego Tuckera została za to sprowadzona do minimum, ma on wykonywać polecenia Spencera i nie dyskutować, kumpel wie lepiej. Pomimo iż Anderson mu się nie opiera, chyba nie trzeba dodawać, co by go spotkało w przypadku zdrady, bądź nieposłuszeństwa? Jako że scenariuszem zajęli się bracia Prior możemy oczekiwać paru stałych punktów kina z jakim panowie ci są kojarzeni. W ruch oczywiście pójdzie kilka ręcznie skontruowanych pułapek, poukrywanych w leśnej głuszy przez jednego z bohaterów. Samych nawiązań do "First Blood" będzie tym razem o wiele więcej, czy to w kwestii wizji dręczących Nicka, czy choćby sceny z kopalnią, niemalże żywcem wyjętej z filmu Kotcheffa. Przez cały czas w akcję wprowadza nas wyjątkowo elektryzujący soundtrack, na który w większości składają się jazgoczące dźwięki gitary elektrycznej, co nawet nie tyle wpływa dodatnio na atmosferę produkcji, a zwyczajnie jeży włosy na głowie. Wszystko to prowadzi do świetnego finału, w którym aby przeżyć trzeba czegoś więcej niż twardej szczęki. Mając za sobą już kilka seansów z tym dziełem dochodzę do wniosku, że "Born Killer" nie brakuje absolutnie niczego, jest bowiem filmem kompletnym. Z przyjemnością do niego za jakiś czas wrócę, wszystkim pozostałym natomiast gorąco polecam. Wisienką na torcie niech będzie fakt, że dla posiadaczy kaset Global Film są dodatkowe smaczki - Andrzej Matul na prawdę daje tutaj popalić, jeżeli chodzi o tłumaczenie, co w przypadku "Urodzonego mordercy" wyjątkowo cieszy zmysły.
|