|
"The Host: Potwór" (Gwoemul) aka The Host
Szczegóły wydania Ilość płyt: 1 Obraz: 16:9 Dźwięk: koreański DD 2.0, lektor polski 2.0 Napisy: polskie Dodatki: storyboardy i animacja, jak powstawał potwór, usunięte sceny, zwiastuny, oryginalne plakaty, teledysk, 3 pocztówki Region: 2 (wydanie polskie) Czas trwania filmu: 119 min Dystrybutor: Blink Azjamania
Opis dystrybutora Sensacja festiwalu filmowego w Cannes, a zarazem największy azjatycki przebój ostatnich lat z rewolucyjnymi efektami specjalnymi opracowanymi przez Weta Workshop („King Kong”, „Władca Pierścieni”) oraz studio The Orphanage („Harry Potter i czara ognia” „Sin City”). The Host: Potwór to wysokobudżetowy horror science-fiction opowiadający historię ojca, który desperacko próbuje uratować swoją córkę przed przerażającym stworzeniem żyjącym w rzece Han.
Film „The Host” to powstały w 2006 roku w Korei Południowej monster movie, który zawładnął sercami publiczności prestiżowego festiwalu w Cannes, krytyków i widzów na różnych międzynarodowych przeglądach, recenzentów prasy, magazynów i portali internetowych poświęconych filmom oraz milionów kinomanów na całym świecie i to nie tylko wśród tych będących pasjonatami kina gatunkowego. „Gwoemul” został wręcz obsypany nagrodami i nominacjami poczynając od kandydatury do tytułu na najlepszy film, przez wytypowanie aktorów grających w „Potworze” do takich mian jak np. najlepszy aktor czy najlepszy debiut aktorski, aż do zgłoszenia koreańskiej produkcji do nagrodzenia jej w dziedzinie efektów specjalnych. Co najważniejsze, wszelakie zachwyty i podziwy w tym przypadku nie są przesadzone, bo „The Host” to rozrywka na najwyższym poziomie, jednak dla osób nie lubujących się w azjatyckiej kinematografii spędzenie 119 minut przy tym koreańskim monster movie może być nie lada wyczynem. Jeżeli nie przeszkadza Ci manieryczność i afektacja charakterystyczna dla dalekowschodniego aktorstwa, drobne, lecz jednak obecne elementy komediowe, wątki familijne będące składnikiem nie mniej ważnym w całości mikstury od motywu potwora, treści geopolityczne i ekologiczne tak charakterystyczne dla wschodnich filmów o monstrach znanych chociażby z serii obrazów o Godzilli to „Gwoemul” jest rzeczą, z którą obcowanie nie będzie dla Ciebie stratą czasu. Jeśli jednak któryś z tych elementów kala, plugawi i uwłacza Twojemu gustowi i poczuciu estetyki, sposobu na miłe spędzenie czasu przed ekranem telewizora poszukaj gdzie indziej.  

Obraz Obraz na płycie zapisany jest w formacie 16:9 (1,85:1). Anamorficzna całość powoduje, że wizja wystarczająco wypełnia ekran, a osoby uczulone na zbyt duże czarne paski na wyświetlaczu będą mogły ze spokojem cieszyć się seansem. Moje oczy nie dopatrzyły się żadnych usterek, wad i defektów w kwestii obrazu. „The Host” to film, który po prostu musi dobrze prezentować się na ekranie, a niniejsze wydanie DVD zapewnia całkowitą przyjemność z dwóch godzin spędzonych przy z tym koreańskim monster movie. O ile na obraz w ciągu filmu absolutnie nie można narzekać, o tyle dodatki wizualnie prezentują się gorzej, nieznacznie, ale jednak. Ten drobny minus na szczęście nie wpływa znacząco na finalną ocenę tego elementu wydania.  
Dźwięk Na opakowaniu jak i w menu z ustawieniami filmu widnieje informacja o oryginalnym, koreańskim dźwięku zapisanym w formacie DD 5.1. Zdecydowanie jednak w tej kwestii coś jest nie tak. Zarówno ja, podobnie jak i inni posiadacze tego wydania DVD zgodnie stwierdzają, że brzmienie, które docierać ma do uszu widza zapisane jest w standardowym Dolby Digital 2.0. Na potwierdzenie przyszły dane z odtwarzacza, które uwierzytelniły moje przypuszczenia - dźwięk w formacie 5.1 mamy tylko i wyłącznie w rubryce z danymi technicznymi wydania na pudełku i w menu na płycie. Rzecz jasna wraz z oryginalną, koreańską ścieżką dźwiękową możemy włączyć polskie napisy. W tej kwestii nie ma się do czego przyczepić, z drobnym jednak szczegółem. Zaobserwowałem dwa momenty filmu, w których napisy błyskawicznie znikają z ekranu dzięki czemu nie sposób zrozumieć kwestii aktorów. Oprócz tego drobnego defektu nie zauważyłem żadnych innych wad. Poza koreańską wersją językową dodatkowo do wyboru opcja z polskim lektorem, ale to czysty standard i norma, bez której polskie wydania filmów praktycznie nie istnieją. Jednak za wspomniane „oszustwo” co do formatu dźwięku ocena za ten aspekt wydania nie może być inna niż pała. Wstyd po prostu, że w dzisiejszych czasach ktoś jeszcze stosuje tego typu praktyki, jeszcze gorzej, że dzieje się to ze stratą dla klienta, czyli de facto każdego z nas.  

Wygląd zewnętrzny Pod tym względem „Potwór” prezentuje się naprawdę wybornie. Film otrzymujemy w stylowym digipacku wysuwanym z równie ładnego etui. Całość w formacie zwanym „slim”, czyli cieńszym od typowego pudełka na DVD. Grafika zarówno z przodu jak i z tyłu etui to postery do filmu. Na rewersie standardowo opis dystrybutora, dane techniczne wydania i notka zachęcająca do kupna owego DVD. Po wyjęciu „właściwego” opakowania na lewym skrzydle (zewnątrz i wewnątrz) oraz na prawej części również naszym oczom ukazują się wzory znane ze światowych plakatów do filmu. Zewnętrzna, tylna ścianka digipacku prezentuje ujęcie kanału, który to jest kryjówką filmowego monstrum. Całość wygląda naprawdę stylowo i elegancko, a w dodatku jakość opakowania jest równie wysoka. Wszystko byłoby idealnie gdyby nie drobne problemy z samym wyjmowaniem płyty. Krążek naprawdę solidnie i mocno trzyma się w jedynym plastikowym elemencie pudełka co oczywiście zapobiega niechcianym ruchom dysku, ale wydobycie z niego DVD stanowi nie lada wyzwanie, co może grozić poważnym uszkodzeniem płytki bądź opakowania. Pod względem wyglądu zewnętrznego to DVD prezentuje się naprawdę zacnie, a na rodzimym rynku filmowej rozrywki zalanym bezbarwną i nieatrakcyjną masą produkcji w zwykłych amarayach to istny cud, rzadkość i wyjątek.  

Dodatki Czas na kilka słów opisujących dodatki, które zafundował nam dystrybutor. Informacja zawarta na tyle opakowania głosi, że dostaliśmy ok. 40 minut materiałów bonusowych, ale jak to przedstawia się w rzeczywistości? Pierwszy z nich to rzecz nazwana „storyboardy i animacja”. Blisko 8-minutowy materiał przedstawia nam kilka scen filmu zaprezentowanych w postaci storyboardów powstałych na użytek produkcji „The Host”. Mamy m.in. okazję zobaczyć rozrysowaną scenę pierwszego ataku potwora, fragment, którego akcja rozgrywa się przy ścianie ze zdjęciami zaginionych, czy finałową walkę ze stworem. Jednak ten materiał nosi nazwę „storyboardy i animacja” z czego tego drugiego elementu podczas 8 minut klipu uraczymy mniej więcej 20 sekund.  
Drugim bonusem zafundowanym przez dystrybutora jest rzecz nazwana „jak powstawał potwór”, lecz w menu z dodatkami na płycie zwie się „cyfrowy potwór”. W ramach tego bonusa dostajemy 5 scen z potworem i obserwujemy proces polegający na jego powstawaniu w danym epizodzie. Na początku widzowi przedstawiona zostaje wizja zaprezentowana całkowicie w postaci animacji komputerowej. Następnym etapem jest ukazanie epizodu bez obecności potwora. Tym razem wszystko odbywa się w rzeczywistym świecie i z prawdziwymi aktorami a dana scena prezentuje się tak jak w filmie z drobnym jednak wyjątkiem – całkowitym brakiem filmowego monstra. Dalsze etapy to już nakładanie animacji i poszczególne dopieszczanie wyglądu potwora od całkowicie zielonego i całkowicie sztucznego do maksymalnie realistycznego oblicza, które mamy okazję obserwować w filmie.  
Kolejnym z dodatków są „usunięte sceny” czy też jak trafniej nazywa się to w menu - „niewykorzystane ujęcia z potworem”. Tym razem obszerny komentarz jest zbędny. Otrzymujemy 3 minuty króciutkich ujęć z filmową maszkarą, których nie uświadczymy w filmie. Usunięcie tych scenek z całości było raczej dobrym posunięciem ponieważ monstrum nie prezentuje się na nich najlepiej. „Oryginalne plakaty” to 40 sekundowy pokaz slajdów prezentujący około 10 posterów, którymi reklamowany był „The Host”. Następny na liście dodatków jest teledysk do jednego z utworów, który mamy okazję usłyszeć w tle rozgrywanych wydarzeń. Ten 3-minutowy klip stanowi niejako streszczenie fabuły filmu więc oglądanie go przed zapoznaniem się z „Potworem” jest zdecydowanie niewskazane. Utwór stanowczo nie przypadł mi do gustu, ale przecież darowanemu koniowi w zęby się nie zagląda.  
Ostatni z dodatków na płycie to rzecz niezbędna i obecna prawie na każdym wydaniu DVD, a mianowicie zwiastuny. Otrzymujemy 5 trailerów „Potwora” oraz zapowiedzi filmów „Exiled: Wygnani” i „Confession of Pain”. Poza bonusami na płycie dystrybutor zafundował nam drobny prezent w postaci trzech pocztówek, które prezentują plakaty z filmu. Mała rzecz, a cieszy i to nawet bardzo. Ogólnie rzecz biorąc dodatki prezentują się dobrze, ale tylko na tyle pudełka „Hosta”, bo w rzeczywistości poza materiałem o powstawaniu filmowego potwora nie znajdziemy nic interesującego. Widz spragniony większej ilości informacji o produkcji czy procesie twórczym w postaci making of lub komentarza reżysera, twórców efektów specjalnych bądź aktorów występujących w filmie musi obejść się ze smakiem. W porównaniu z większością polskich wydań DVD bonusy, które zaserwował nam dystrybutor i tak prezentują się dobrze, ale ja daleki jestem od zachwytów.  
Słowem podsumowania Polskie wydanie DVD „The Host” byłoby bezsprzecznie rzeczą godną zarówno uwagi jak i pieniędzy z naszych portfeli, gdyby nie wspomniana wcześniej łyżka dziegciu w beczce miodu pod postacią wprowadzenia potencjalnego klienta w błąd formatem zapisanego na dysku dźwięku. Jednak za aktualnie wcale nie wysoką cenę otrzymujemy znakomity film, który pod względem obrazu powinien zadowolić wybrednych fanów kina domowego, podany w bardzo ładnym i stylowym digipacku. Istnym czepialstwem byłoby także narzekanie i wymaganie większej ilości dodatków, bo jak prezentuje się pod tym względem zdecydowana większość wydań filmów na naszym rodzimym rynku wie każdy, kto DVD kupuje częściej niż raz do roku w ramach gwiazdkowych upominków dla najbliższych. Cieszy, że tak pozytywnie wyróżniające się pod względem jakości DVD otrzymali fani monster movies. Gdyby jeszcze nie ta (zamierzona czy też nie, nie wnikam) „wpadka” z dźwiękiem…
|