|
Reżyseria: David R. Ellis Scenariusz: Will Hayes, Jesse Studenberg Zdjęcia: Gary Capo Muzyka: Graeme Revell Występują: Sara Paxton, Dustin Milligan, Chris Carmack, Joshua Leonard, Chris Zylka Kraj: USA Rok produkcji: 2011 Czas trwania: 91 min
"Shark Night 3D" (Noc rekinów 3D) aka Shark 3D "Terror runs deep." „Shark Night 3D” - super tytuł (pomijając nieszczęsne 3D rzecz jasna) i mega żenujący film. Po co piszę o jakości obrazu od razu na początku recki? Otóż po to, że posiadam do Was, Czytelników, tzw. szacunek - szacunek, którego niejaki David R. Ellis definicji najwyraźniej nie rozumie, serwując widzom takie, za przeproszeniem, filmowe wymiociny, jak opisywany właśnie obrazek… Fabuła dla debili, toteż przedstawię całość bardzo skrótowo - młodzi ludzie jadą nad jezioro, żeby opić zdanie egzaminu przez jednego z nich - na szczęście - albo jak kto woli, na nieszczęście - jedna z koleżanek posiada dom nad jeziorkiem, gdzie można się pobawić i wypić. Później już z górki - młodzi piją, rekiny jedzą, a miejscowe rednecki się cieszą. Noc rekinów czas zacząć… Na wstępie chciałbym przeprosić wszystkich czytających za dość mocny ton recki, ale rzadko kiedy dopada człowieka taki stan, jak po obejrzeniu najnowszego „dzieła” Davida R. Ellisa, człowieka odpowiedzialnego za 2 (słownie - aż dwie) części „Final Destination” i „Snakes On The Plane”, całkiem przyzwoity AA z akcyjką na pokładzie samolotu pasażerskiego. Jeśli o mnie chodzi, do obejrzenia „Shark Night 3D” absolutnie nie skloniła mnie reputacja pana reżysera (która jest mocno taka sobie, powiedzy to sobie szczerze), a osoba twórcy efektów specjalnych do filmu, Walta Conti, który miał zająć się animatroniką w wyżej wymienionym. I co z tego, że gość odpowedzialny za takie dzieła sztuki jak dwa węże w „Anaconda” czy rekiny w „Deep Blue Sea”, „The Perfect Storm” i „Flipper” stanął na wyskości powierzonego mu zadania, jak reszta ekipy potraktowała film tak jak jego producenci, tj. kalkujemy + kalkulujemy = dajemy PG-13 i liczymy na mega kasę. Kasę, której przy tak marnych założeniach być nie mogło i nie było… Przynajmniej nie takiej, na jaką zapewne liczono… Ale ok., był Walt Conti, więć zatrzymajmy się przy plusach. Plus pierwszy - Walt Conti właśnie, który to wraz ze swoimi ludźmi wykonał mega pracę, tworząc do filmu niezliczone ilości animatronicznych rekinów, których dzięki panu reżyserowi w gotowym filmie prawie nie widać. Otóź to - makiety były, rekiny były, a zostały użyte raptem w 2 scenach w pełnej okazałości - reszta to jakieś ochłapy, rzucone widzom chyba tylko dlatego, że nie zdążono ich zastąpić efektami cyfrowymi. Dodatki załączone do wydania Blu-ray pokazują nam, że kasy na animatronikę nie poskąpiono, toteż Walt mógł ze swoją ekipą zrobić najlepsze sztuczne rekiny dotychczas. Efekt ich pracy jest iście piorunujący - rekiny młoty, mako, czy żarłacz biały, wszystkiebez wyjątku wyglądają jak żywe - ruszają się i kłapią paszczami tak jak prawdziwe ryby, które poczuły krew. Plus drugi - strona techniczna. Ale - film kosztował 25 amerykańskich baniek, także przyzwoite wizualia nie są żadną kartą przetargową w przypadku tak szeroko reklamowanego obrazu. I na tym , niestety, wartości dodatnie „Shark Night 3D” się kończą, a zaczyna się całe morze, ups, przepraszam, jezioro minusów, o których słówko, lub kilka, poniżej… Minus pierwszy - naśladujemy „Piranha 3D”, ale w PG-13… co jest założeniem na tyle debilnym, że wspomniany właśnie film cały swój „fun” zawdzięczał właśnie kategorii wiekowej, tj. mega krwawym efektom rzezi wygłodniałych ryb, cyckom gwiazd porno i ogólnej zabawie bez trzymanki. A co mamy tutaj? Ano nic - krwarwych efektów brak, biusty pań pochowane pod stanikami niczym w poradniku młodego duchownego, a i języka z tzw. rynsztoku nie uświadczymy. Co dziwne (albo i nie), są momenty, w których ewidentnie widać, że reżyser chciałby, ale producenci nie dali - ot choćby otwierająca film scena, podczas której pewna blond niewiasta podczas ataku 3D rekina traci biustonosz, który jakimś cudem pojawia się w późniejszym ujęciu, by zasłonić jej wdzięki. To samo z innymi „mocniejszymi” momentami - tniemy tam gdzie musimy, bo dzieci się przestraszą… Dla spragnionych anegdotek, ciekawostka z tyłu okładki BD - otóż film zakwalifikowano na Wyspach Brytyjskich jako obraz dozwolony od lat 15 za, uwaga, - „(…) one scene of sexual threat and bloody violence”. Refleksję nad powyższym zostawiam już samym Czytelnikom… Minus drugi - aktorzy, scenariusz, plus cała reszta… Powiedzmy sobie szczerze - tutaj nikt nie gra, tu ludzie są i udają. Rzecz jasna nie jest to poziom filmów za grosze, w końcu mamy do czynienia z, nie bójmy się użyć tego słowa w przypadku AA za taka kasę, superprodukcją. Co z tego, skoro aktorzy ani specjalnie się nie starają, ani specjalnie nie potrafią… Ok., panie wyglądają ładnie, panowie (chyba ;)) też, ale tak jest w każdym obecnie kręconym filmie o zrzeraniu/wybijaniu tychże na potrzeby dużego studia. Panie nie pokazują nic (dosłownie i wprzenośni ;)), panowie zresztą też. Są, i tyle dobrego można o nich powiedzieć. Fabuła, scenariusz i inne - czyli głowa boli, a móżg nie nadąża… Złe jest wszystko, począwszy od samego założenia fabularnego (słonowodne rekiny z kamerami na ryjach w słodkowodnym jeziorze), na próbach przekazania widzowi czegoś „głębszego” skończywszy. Nie będę zdradzał wszystkich niespodzianek owego chłamu, ale wiedzcie, że oprócz znikomej wartości rozrywkowej czeka na Was syf fabuła i spóźnione o jakiś milion lat mądrości zakonspirowane jako tzw. „przekaz filmu”. Ja wysiadam… CGI to burak, cyfrowe rekiny wygladają tanio (co dziwi, bo ich twórcy chwalą się mega realizmem itp.), scen akcji trzymających za gardło brak. Całość to mega przewidywalny kluch, lecący po łebkach tego typu historii, nie dodający nic od siebie - oczywiście jeśli nie liczyć mega idiotycznego pojedynku jednorękiego murzyna z rekinem młotem…podczas którego młotów robi się z widzów. „Shark Night 3D” miał powtórzyć sukces „Piranha 3D” Aji, ale ktoś po drodze najwidoczniej zapomniał, co do owego sukcesu film Francuza doprowadziło. Otrzymaliśmy więc mega przewidywalny syf wzięty z dna morza, tfu, jeziora, którego seans będzie bolał kazdego, kto spróbuje się z filmem Davida R. Ellisa zmierzyć. I to nie bynajmniej przez ugryznienia 3D rekinów…
|